Nie tylko duński przepis na szczęście.

MAMA GRANDA

Nie tylko duński przepis na szczęście.

MAMA GRANDA

"Nie musi wyglądać jak z wnętrzarskiego katalogu..."

Źródło TU:Dom to takie miejsce, gdzie musimy czuć się dobrze. Gdzie wracamy z przyjemnością, z poczuciem posiadania własnego miejsca na tej ziemi. I nie ważne, czy ma trzydzieści metrów, czy sto pięćdziesiąt, a może i dwieście. Dom jest tam, gdzie my jesteśmy, gdzie chcemy być. Nie musi być murowany, może być kątem w starej kamienicy, może być mieszkaniem w wielopiętrowym bloku.Nie musi wyglądać jak z wnętrzarskiego katalogu, ważne żeby był przestrzenią pełną ciepła, miłości i rodzinnych wspomnień.Wypełniony beztroską zabawą, niekończącymi się rozmowami, w późną noc, przy lampce wina. Wspólnym pieczeniem ciast i przyrządzaniem nieśpiesznych śniadań. Miejscem w którym znikają wszystkie troski, w którym zatopieni pod kocem, marzymy tylko o tych rzeczach przyjemnych. Wymarzyłam sobie ten nasz kąt. Właśnie taki, jakim go opisałam powyżej. Nie wszystko jednak takie  jest, nie codziennie wracam tu z przyjemnością, Od czasu do czasu jest świadkiem naszych kłótni i rozwodów. Od czasu do czasu wypełnia go nuda. Nasza, naszych dzieci, spragnionych nowych wrażeń, spacerów i beztroskiej zabawy na łonie natury. Nie przypisywałabym mu zbyt wiele, a jednak znaczy sporo. Od czas do czasu bałagan sprawia, że mam ochotę uciec stąd jak najdalej i wrócić dopiero, gdy zniknie. Szuram meblami, przestawiam z kąta w kąt, bo potrzebuję stworzyć to miejsce na nowo. Pogodzona z jego nie idealnością, chwilami zbyt małym metrażem, dziś szukam w nim ciepła. Urządzam salon, bo to miejsce, które spędza mi sen z powiek od przeprowadzki - a wciąż jakby nietknięte i bez życia - na przekór temu, że naszego życia w nim najwięcej. Szukam, przeglądam, podpatruję, ale wciąż w głowie mam jedną myśl... Że nie musi być idealnie,  "Nie musi wyglądać jak z wnętrzarskiego katalogu..."Bo to miejsce  ma być ostoją, ma być tym miejscem na ziemi, które po prostu jest Twoje. Które kochasz. Źródło TUŹródło TUŹródło TUŹródło TUŹródło TU Źródło TUŹródło TU

Najchętniej wysłałabym się na księżyc....

MAMA GRANDA

Najchętniej wysłałabym się na księżyc....

O tym jak

MAMA GRANDA

O tym jak "zostałam" minimalistką.

Taka dzisiaj moda, że wszystko musi być albo skandynawskie, albo minimalistyczne, albo slow. Przejadł  się trochę pęd i pogoń, na przekór lansowanemu intensywnemu życiu na szybko, na wdechu.Trochę mnie to gryzie, bo wydaje mi się, że to była moja droga jeszcze nim stała się "modną drogą". Aczkolwiek ma to swoje plusy - powstaje tyle cudownych blogów, tyle cudownych książek, które otwierają mi oczy na pewne kwestie i utwierdzają mnie w tym, że to ta właściwa droga. Dla jednych ta moda przeminie, a dla innych stanie się częścią reszty życia.(Tu <- wyjaśniałam trochę dlaczego było nas tak mało, dlaczego postanowiłam zacząć szukać swojej drogi, dlaczego duszę się w tym całym natłoku wrażeń i wyobrażeń. Jeśli was ominął ten post, macie szansę nadrobić.)Czym dla mnie jest minimalizm, czym dla mnie jest proste życie?Wolnością  - a wolność dla mnie ma ogromne znaczenie. Nie lubię ograniczeń, nie lubię zakazów, nakazów i rzeczy, które mnie uwierają. A uwierają mnie od dłuższego czasu rzeczy materialne, pęd za posiadaniem i uwarunkowywanie swojego szczęścia od ilości (nowości) rzeczy posiadanych. Jest sposobem na życie - spokojne, ułożone, proste. A prostotę lubię - w różnej postaci.  Jest odpowiedzią na wiele wątpliwości, na stres.Jest oddechem dla skołatanych myśli i rozterek pod tytułem "mieć czy być".To przeplatanie się życia rodzinnego, z poszukiwaniem swoich pasji, realizacją siebie - dla siebie samego. Nie szukanie poklasku, nie szukanie uznania w oczach innych. To po prostu bycie tu i teraz, bez przesadnego wybiegania w przód, bez kreowania wszystkiego dookoła na  najbliższe dwadzieścia lat. To uczucie szczęścia bez względu na to gdzie jesteśmy, co nas otacza i ile mamy w portfelu.Jeśli nie potrafisz znaleźć szczęścia w prostych rzeczach, które są dookoła Ciebie, jeśli nie doceniasz tego co masz na wyciągnięcie ręki i wciąż wydaje Ci się,że gdzieś w innym miejscu byłoby Ci lepiej - prawdopodobnie nie zaznasz i tak tam szczęścia.  A ja właśnie tak myślałam...Był taki czas, że chciałam więcej niż mogłam sobie pozwolić, czułam presję. Czułam się z tym źle. Przeglądanie internetów, inspiracji i pięknych obrazków wysysało ze mnie życie, a odłączenie się od Sieci sprawiało, że wszystko dookoła wydawało się takie byle jakie, nudne, pospolite i nic niewarte.Zapominałam o tym jak wiele tak naprawdę mam, ile szczęścia dookoła mnie, jak dobrze układa się nam ten wspólny czas, nasze życie, jak piękny album wspomnień razem tworzymy. Pogubiłam się, skupiłam zupełnie na na tym co trzeba, a przecież wszystko czego potrzebowałam miałam na wyciągnięcie ręki.Wiedziałam, że coś jest nie tak, nie wiedziałam tylko gdzie dokładnie szukać przyczyny - a potem odpuściłam. I przestałam się przejmować.Uwierzcie mi - oczyszczenie swojej głowy, przestrzeni dookoła siebie rozpościera przed nami zupełnie nową perspektywę. Lepszą, jaśniejszą i przyjemniejszą. Dawno nie byłam tak spokojna i tak bardzo pogodzona z tym co mam. Dawno nie było mi tak dobrze - choć po drodze wydarzyło się parę rzeczy dla mnie mniej przyjemnych, które musiałam zaakceptować. Dałam jednak radę  i jestem z siebie dumna, bo wymagały one ode mnie wiele wysiłku i mocno zaciśniętych zębów.  Jesień to idealny czas na porządkowanie głowy i przestrzeni. Idealny czas na wtopienie się w miękkie poduchy kanapy, z kubkiem ciepłej, aromatycznej herbaty i przemyślenie, czy aby na pewno warto tak pędzić? Nigdy nie jest tak, że budzimy się pewnego dnia i wszystko układa się samo. Zmiany i praca nad naszym stosunkiem do świata i otoczenia to proces, który wymaga czasu. Wymaga kilku głębszych oddechów, jeszcze większej ilości ustępstw i zaciśniętych zębów.  Potem jest tylko lepiej.  I nagle jesteś pogodzony sam ze sobą.  A to już milowy krok ku byciu lepszym dla innych. To mój kolejny cel.

Najprostsze kokosanki świata - bez glutenu, bez laktozy, bez jajek.

MAMA GRANDA

Najprostsze kokosanki świata - bez glutenu, bez laktozy, bez jajek.

Bambolina hand made (with love).

MAMA GRANDA

Bambolina hand made (with love).

O Zuzi pisałam Wam wiele razy, a odniesienia do jej profilu pojawiały się u nas wielokrotnie Nic nie poradzę, że w ostatnim czasie to chyba jedna z bliższych mi osób, a Pola ostatni bywa często częścią jej sesji.Bambolina to rzeczy, które powstają z ogromnego talentu, w które wkładane jest całe serce i które zaczarowują dziecięcy świat. Trochę retro, trochę idące z nurtem. Minimalistyczne, ale bardzo urocze. Idealne na ten jesienno- zimowy okres - ale jeśli zajrzycie do niej w lecie - na pewno się nie rozczarujecie. Jej produkty nie są sezonowe. Dla niej nie pora roku jest wyznacznikiem - a pomysł. Wszystko powstaje z wysokiej jakości, naturalnych materiałów. U nie ma tam   miejsca na byle jakość i banał.  Jej najnowsza kolekcja to COLOUR .Jak nie trudno się domyślić - pełna koloru - a wciąż dobrze wpisująca się w jesienny klimat.Znajdziecie w niej rampersy, bonetki, jelonkowe sweterki i nieśmiertelne mokasyny, które mamy już w swojej kolekcji  i szczerze - są super - jak druga skóra dziecka. Idealne dla tych rodziców, którzy cenią sobie swobodę stopy dziecka. To czego nie mogę jej odmówić - to wizji i spójności jej produktów. Sama nie wiem dlaczego, i to chyba nie jest brak obiektywizmu ze względu na nasze zażyłości - ale wszystko co wyjdzie spod jej rąk - czaruje. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać Bamboliny, koniecznie zajrzyjcie na jej stronę, ale także na blog. Bo tam znajdziecie jej bardzo klimatyczne zdjęcia.A na dokładkę macie Polkę w sesji do najnowszej kolekcji. :) BAMBOLINĘ ZNAJDZIECIE TU:Sklep BAMBOLINABlog BAMBOLINAFacebook BAMBOLINAInstagram BAMBOLINAps. I jakkolwiek post nie brzmiałby - nie jest sponsorowany ;))

Home office - inspiracje.

MAMA GRANDA

Home office - inspiracje.

#czarnyprotest

MAMA GRANDA

#czarnyprotest

Dawno nie tykałam się trudnych tematów - nie dlatego, że mnie nie interesują, a dlatego, ze nie czuję podstaw by narzucać komuś moje zdanie. Oczekuję tego również od innych.Dziś, w obliczu zagrożenia jakim jest wolność nasza - Kobiet, matek, przyszłych czy obecnych. Wolność naszych córek, a nawet synów choć niebezpośrednio, pozwalam sobie zabrać głos w sprawie, która jest dla mnie ważna, która otwiera pewne rany.Wydawało się, że doczekaliśmy czasów wolności, swobodności wyrażania swojego zdania, swoich poglądów - wydawało się, że czasu niewoli i dyktatury są już dawno za nami. A okazuje się., że żyliśmy w błędzie.Nie jestem osobą wierząca, moje córki nie są ochrzczone - bo nie chcieliśmy robić szopki na pokaz, dla rodzin. Nie chodzimy do kościoła, nie żyjemy podług wartości religijnych. Ale szanuję ludzi wierzących i pozwalam Lei chodzić z babcią do kościoła - wierzę, że ona będzie lepiej potrafiła przekazać jej nauki kościoła niż ja. Co z tego wyniknie? Myślę, że Lea zdecyduje o tym sama.Żyję w zgodzie z własnym sumieniem, z szacunkiem dla innych sumień. I w związku z tym chciałabym, a wręcz wymagam, aby inni szanowali moje wybory. Serce mi się ściska, że my kobiety musimy dziś podnosić glos w sprawach z których nikt, poza nami samymi nie powinien nas rozliczać i za nas decydować.Aborcja to trudny temat. Jakże indywidualny. Kiedyś przeczytałam, że każdy z nas zna kogoś, kto dokonał aborcji, albo kogoś kto pomógł w jej dokonaniu. Nie muszę daleko szukać, a przypadki, które"znam",niosą ze sobą różne motywacje - od ciężko chorego dziecka, które urodzić miało się martwe, po "nie ten czas". Nie oceniam żadnej z tych motywacji, bo wierzę i wiem, że były one przemyślane. Ale szanuję te decyzje .Nie apeluję o pochwałę aborcji, ale o rozum w przyjmowaniu projektów, które decydują o życiu innych ludzi, z narzuceniem im własnej woli, własnych przekonań, własnych wartości. Nie godzę się na to, aby kto ktokolwiek był karany za dokonywane wybory. Apeluję o głos w sprawie, która kiedyś może dotyczyć kogoś z naszych bliskich. Bo czy w obliczu realnego zagrożenia, zawsze będziemy patrzeć z tej samej perspektywy?Nie życzę nikomu konieczności dokonywania takiego wyboru, bo w żadnym wypadku nie jest on łatwy. I naprawdę chciałabym, aby ominęło to każdego, a przede wszystkim żeby miał wybór. Czytam również opinie drugiej strony i argumenty ich dla mnie bywają zrozumiałe, gdy nie tracą hipokryzją. Przeraża mnie natomiast obrażanie drugiej ( protestującej) strony. Komentarze niewybredne, wlewające na nas wiadro pomyj. Oskarżające o to, że same prosimy się o gwałty - a skoro "nasze ciało, nasze decyzje" - powinno się umarzać wszelkie zgłoszenia gwałtu czy molestowania. Same jesteśmy ponoć sobie winne. Że powinniśmy cofnąć się do czasów, kiedy kobiety nie miały żadnych praw... I wiele, wiele innych. Nawet już nie chodzi o ich treść, bo to już utarte slogany, powtarzane wciąż od nowa. Najgorsze, jest to, że nie niosą w sobie żadnych wartościowych treści. Są tylko po to, by obrażać. Czy to jest język, który chcemy się posługiwać? Mam nadzieję, że tego typu komentarze, są po prostu smutnym żartem. Szanuję ludzi prawdziwie wierzących i żyjących w zgodzie z własną wiarą i chciałabym, aby Oni szanowali mnie.To jest mój protest i mój apel o szacunek.

O fotografii, nieudolnej.

MAMA GRANDA

O fotografii, nieudolnej.

I to miejsce jest moim miejscem....

MAMA GRANDA

I to miejsce jest moim miejscem....

4 lata

MAMA GRANDA

4 lata

To takie banalne zapytać- "Kiedy to zleciało!?", a przecież to jako pierwsze przychodzi mi na myśl.Zapewne tak samo pomyślę za rok, za dwa, za dziesięć, za ileś gdy obudzę się we własnym łóżku i zrozumiem, że moich dzieci pod tym samym dachem już nie ma.Mówią, że po dzieciach najbardziej widać przemijający czas. Dla mnie choć, Ona rośnie - zatrzymał się jakby w miejscu.Ani starsza nie jestem, nie wiem czy wydoroślałam, nie wiem czy stałam się poważniejsza. Mnie samej trudno siebie oceniać, bo przecież wiek młody, mimo dwójki dzieci u boku.Patrzę na moich rówieśników, patrzę i nie widzę siebie wśród nich, ale nie widzę siebie też wśród większości matek mijanych każdego dnia w przedszkolnej szatni.  Tkwię gdzieś pomiędzy... Choć czasem spoglądam w lustro i krzyczę z łazienki do męża, że mam zmarszczki, o tu-  w kąciku.  Śmieje się ze mnie.  Ja śmieję się mniej.Potem znów zakładam trampki i zwykłe szorty, by kolejnego dnia trochę pozazdrościć tym matkom, z tej szatni, ich szminek i szpilek już przed ósmą rano. Ale przecież w mojej szafie jedna para szpilek i to jeszcze ślubnych.Próbuję odnaleźć się w świecie bycia matką, próbuję wytyczyć sobie jakaś drogę, ale jeszcze nie wiem dokąd ona mnie zaprowadzi. Wciąż myślę sobie, że mam czas, choć ten - no właśnie - biegnie nieubłaganie.I tak biegnie już cztery lata...  Zdjęcia : LuluphotographyTort: SłodkaDziurkaDziękujemy <3

Niby nic.

MAMA GRANDA

Niby nic.

Kosmetyczka na lato.

MAMA GRANDA

Kosmetyczka na lato.

O niczym, a i o wszystkim.

MAMA GRANDA

O niczym, a i o wszystkim.

O spóźnionych urodzinach, sesji i rodzącej się przyjaźni.

MAMA GRANDA

O spóźnionych urodzinach, sesji i rodzącej się przyjaźni.

Dwa miesiące temu Pola skończyła rok. Bardzo intensywny pierwszy rok. Zresztą, nie trzeba pewnie o tym wspominać, bo nasze trudności w byciu razem podkreślałam non stop.Dwa miesiące temu ten dzień nie był idealny. Wszyscy chorzy, w gorączce - bez sił na organizację super -hiper- imprezy, godnej zapamiętania. Było kameralnie, przyjemnie i tortem - pierwszym upieczonym przeze mnie. Nie mam nawet pliku zdjęć z tego dnia, mówię, że odbijemy sobie na drugie urodziny. Ale znów zastanawiam się czy to tak ważne , jak bardzo wypasione będą te urodziny?Przestałam się tym przejmować, przestałam myśleć o tym, że nie będę miała "co pokazać na blogu". Co raz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że blog tak bardzo zawładnął ostatnimi latami naszego życia, że straciłam poczucie tego co ważne. Na szczęście udało / udaje mi się wrócić na odpowiedni tor.Tak czy siak, choroby od tamtej pory nie odstępują nas ani na krok. No, może na mały kroczek, by po dwóch dniach w przedszkolu, znów zapukać do naszych drzwi. brakuje mi już sił i pomysłów na odbudowę odporności - jestem na etapie byle przetrwać, a przy okazji żyję nadzieją, że tym razem pochodzi do przedszkola chociaż ze trzy dni... albo tydzień! Gdzieś tam pomiędzy jednym katarem a drugą gorączką... znalazłyśmy chwilę na realizację Poli urodzinowego prezentu - sesji roczkowej. Trochę spontanicznej, trochę dwa w jednym, po przy okazji użyłyśmy akcesoriów od Bambolina.Zuza mówi, żebym już nie pisała o niczym co ona zrobiła ( ostatnio robiła mi moje pierwsze w  życiu hybrydy - o czym miałam oczywiście nie pisać ;)) Nic nie poradzę jednak na to, że jest tak wszechstronną osobą, że robi wszystko. Zdecydowanie lepszą stroną blogowania było to, że udało mi się poznać tak fantastyczną osobę, która z każdym naszym spotkaniem staje mi się co raz bliższa.I to mnie cieszy najbardziej...Fotografia: Lulu Photography StudioAkcesoria (mokasyny, bonetki) Bambolina 

O życiu, frustracjach i poszukiwaniu.

MAMA GRANDA

O życiu, frustracjach i poszukiwaniu.

Pokój dwójki -  łóżko piętrowe - inspiracje.

MAMA GRANDA

Pokój dwójki - łóżko piętrowe - inspiracje.

Detoks cukrowy - Pierwszy tydzień za mną !

MAMA GRANDA

Detoks cukrowy - Pierwszy tydzień za mną !

Jeśli liczycie na to, że przedstawię wam jakiś magiczny sposób na zgubienie setek kilogramów to możecie się bardzo rozczarować. To żadna dieta cud, zresztą nie lubię, gdy ktoś używa określenia "dieta" na równi z "muszę szybko schudnąć".To tak nie działa.Do tego jak dziś wygląda mój talerz, dochodziłam małymi kroczkami przez dosłownie (!) kilka lat i codziennie uczę się i dowiaduję czegoś nowego. Detoks cukrowy otworzył moje oczy na zupełnie nowe kwestie w temacie zdrowego odżywiania się.Nie da się w jednej chwili zmienić stałych nawyków żywieniowych. To co spożywamy na co dzień uzależnia nas tak samo fizycznie jak i psychicznie. Zanim zaczniemy faktycznie działanie i wyrzucimy wszystkie "fe" rzeczy z naszych lodówek i schowków, musimy pewne sprawy ułożyć sobie w głowie.O tym dzięki czemu w 6-mcy ubyło mi 25 ciążowych kg pisałam TU. Więc jeśli ominęliście ten post, zajrzyjcie - tam być może znajdziecie odpowiedź na niektóre z nurtujących was pytańSame odpowiedzcie sobie najpierw :Po co i dlaczego?Czy tylko dlatego, żeby zrzucić 5 kg, a potem znów wrócić do dawnych nawyków z nadzieją, że kg nie wrócą?Czy po to, żeby naprawdę zacząć dbać o siebie i swoją rodzinę  poprzez dbanie o to co ląduje na waszych talerzach?. Jeśli wybieracie drugą ścieżkę, detoks cukrowy może być dla was pierwszym krokiem ku temu, aby nauczyć się rozpoznawać sygnały jakie daje nam nasze ciało.Na COOK IT LEAN trafiłam tuż po Nowym Roku, gdy czułam się fatalnie po okresie świąteczno-sylwestrowym. Mój organizm sam prosił się o oczyszczanie i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę - szukałam rozwiązania. Wiele osób mylnie kojarzyło detoks cukrowy z odstawieniem słodyczy i nie słodzeniem herbaty, czy kawy, bądź nie piciem gazowanych napojów i soków. Dla mnie to pomniejsza kwestia, ponieważ u nas w domu "cukier to dla gości albo do ciast", a z butelkowanych rzeczy to tylko woda.Słodyczy jako takich nigdy w domu w zapasie  nie trzymamy, więc wyrzucać nie było co. Ale tak jak wspomniałam, DETOKS CUKROWY to nie tylko słodkości. To przede wszystkim ograniczenie produktów o wysokiej zawartości węglowodanów, którego celem jest ustabilizowanie poziomu cukru we krwi, a tym samym zmniejszenie naszego apetytu na "słodkie", oczyszczenie się i poczucie milion razy lepiej.Z założenia wykluczamy "cukier" występujący naturalnie w owocach, oraz niektórych warzywach (ziemniaki, bataty), mleku krowim i produktach sojowych. Odrzucamy cukier występujący w "gotowych" produktach i półproduktach. ( sosy, panierki, gotowe dania itp.)  oraz z przetworzonych węglowodanów: (makarony, gotowe tortille itp.) i co dla mnie - kanpkożercy najtrudniejsze - porzucamy cukier zawarty w pieczywie.  O ciastkach, batonach, gazowanych napojach i sokach wspominać nie muszę? Ah, nie stosujemy zamienników - ksylitol, stewia, miód, syropy -klonowy, z agawy itp. - są zakazane - nie tylko nie spożywamy cukru, ale i odzwyczajamy się od jego smaku i zapachu.Co więc jeść?Dowolne ilości mięsa, warzyw, jaj, nabiał pełnotłusty, oleje, wszelkie sosy i dodatki (np.majonez) przygotowanie "od podstaw" z produktów dozwolonych. Dokładną Tabelkę znajdziecie TU.Uwierzcie mi-  można niezłe rzeczy wykombinować z tego, aczkolwiek w chwilach kryzysu ( niestety zdarzają się takie) wszystko wydaje się takie monotonne. EFEKTY:Pewnie to, co was najbardziej interesuje.Detoks miał być dla mnie detoksem, nie sposobem na zrzucenie kilogramów. Podjęcie się tego wyzwania było dla mnie o tyle łatwiejsze, o ile mój talerz od dłuższego czasu był już uboższy o niektóre produkty "zakazane" - jednym słowem wyrzeczeń miałam mniej. Co nie znaczy, że Wam się nie uda! - Lepsze samopoczucie - przestałam być ospała i bez energii, na przemian z wybuchami złości. - Pozbyłam się uczucia obrzmienia, mrowiących dłoni i nóg  (skutek pozbycia się nadmiaru wody z organizmu).Dwa pierwsze punkty od dawna są dla mnie znakiem że mój organizm potrzebuje oczyszczania i zwalczenie tych objawów, było dla mnie priorytetem.Skutki uboczne, które chętnie akceptuję:- Mniejsza waga - częściowo, była to utrata wody, z której zatrzymywaniem mam problemy. Operując liczbami - waga pokazała 2,8 kg mniej niż tuż przed rozpoczęciem detoksu.- Totalnie płaski brzuch - takiego efektu nie udało mi się uzyskać żadnymi ćwiczeniami, ba takiego brzucha nie miałam nawet przed pierwszą ciążą!- Zgubiłam nadmiar tkanki tłuszczowej w moich newralgicznych miejscach - dolnej części brzucha, boczkach i biodrach. I to cieszy mnie najbardziej, gdyż  z tymi miejscami próbowałam walczyć na różne sposoby, różnego rodzaju ćwiczeniami - bez efektu, czasami z wręcz przeciwnym efektem ( rozrastające się mięśnie pod tkanką tłuszczową.)Muszę was jednak uprzedzić - dla każdego detoks przyniesie coś zupełnie innego. Niektóre z dziewczyn na detoksie wręcz tyją  - choćby dlatego, że do tej pory jadły znacznie mniej, ale niezdrowo, bądź sporo ćwiczą,  a ich przyrost mięśni uzależniony jest od większej ilości spożywanego białka. Inne w pierwszy tygodniu gubią po kilka kg, aby w następnym nie zrzucić ich wcale, bądź  waga ledwo im drgnie.Jeśli zdecydujesz się na detoks tylko by zrzucić zbędne kilogramy - musisz się liczyć z tym, że mogą one wrócić równie szybko, jak szybko zniknęły.Detoks cukrowy to nie jest dieta odchudzająca. To oczyszczanie, a wręcz uwalnianie organizmu od tego co nas najbardziej przytłacza - zarówno fizycznie jak i psychicznie. Jeśli już postanowicie się do niego przekonać - jestem święcie przekonana, że na otaczające wasze produkty oraz to co ląduje na waszym talerzu zaczniecie patrzeć zupełnie inaczej.Gwarantuję to wam ja - ale także MÓJ MĄŻ, który po raz pierwszy w życiu towarzyszy mi w jakimkolwiek wyzwaniu, który często jest dla mnie podporą, gdy mam kryzys i który jest równie zadowolony z efektów jak ja.Trzymam za was kciuki i zachęcam do zrobienia czegoś dobrego dla siebie i dla swojego zdrowia.      Szczegóły znajdziecie na stronie COOK IT LEAN.Jest tam mnóstwo pomocniczych artykułów, listy zakupów, porady jak zaplanować detoks, zakupy, ale także przepisy itp. I nie jest to wpis sponsorowany ;) Po prostu bez nich trudno byłoby mi odnaleźć się w tym wyzwaniu.Równie pomocne okazały się trzy pozycje książek kucharskich z mojej półki:Pyszne do pudełka,Qumam kaszePysznie bez glutenu.wyd.MUZA

Rozwój - słowo na rok 2016

MAMA GRANDA

Rozwój - słowo na rok 2016

Fit ekshibicjonizm

MAMA GRANDA

Fit ekshibicjonizm

Taki czas, że bycie fit, healthy i strong - jest niemalże powinnością każdej matki. Jej zadaniem jest udowodnienie wszystkim dookoła, że macierzyństwo to nie tylko powyciągane dresy i tłuste włosy.Tu już nawet nie chodzi o kreacje celebrytek, bo ten temat był wałkowany tysiąc razy - a mnie guzik one obchodzą.Tu chodzi znów o mnie. O moją deklarację, że napiszę wam jak schudłam po ciąży, jak wróciłam do swej nikłej formy sprzed i jak teraz bosko czuję się sama ze sobą. Głupia byłam, bo faktycznie w przypływie euforii czułam, że chcę się z kimś tym podzielić, ale gdy przyszło co do czego - pomyślałam sobie, że ten ekshibicjonizm mi jednak nie leży.Innym razem znów wzrastała we mnie chęć obnażenia się przed wami - prawdopodobnie złakniona komplementów i obcych zachwytów, potrzebuję waszych miłych słów.Obserwuję blogowe ( i nie tylko) koleżanki, zachwycające się sobą. Co poniedziałek, albo co pierwszy dzień miesiąca z ponownie wracające do bycia fit, healthy and strong, nie zapominając oświadczyć o tym całemu ( fejsbukowem) światu.Spoglądam na ich fit stylizacje, na focie w windzie w drodze na siłownie, na kolejne zdjęcie nowych reeboków, zżera mnie zazdrość. Bezustannie.Jestem do nich podobna, tylko trochę mi wstyd i z drżeniem serca wrzucam zdjęcie odsłoniętego ramienia na swój profil na instagramie. A potem nerwowo przeglądam lajki i komentarze.Nie nadaję się do tego. Nie potrafiłabym wrzucić wam tu swoich zdjęć "sprzed" i "po".  Nawet samych "po" bym nie wrzuciła. Jest we mnie ogrom wstydu, kompleksów i lęków  - i nawet kolejne zrzucone kilogramy nie zwrócą mi pewności siebie - bo takowej nigdy nie posiadałam.Wypełniam głowę waszymi chudymi nadgarstkami i kościstymi obojczykami.Są dni, kiedy moje ciało wygląda (w mojej głowie) całkiem ok, są takie, gdy go nienawidzę i ryczę zamknięta w łazience. Czerwona szminka niczego tu nie zmieni.Przez długi czas oszukiwałam siebie, że wcale nie jest tak źle. Wmawiałam sobie, że pogodziłam się ze swoim wyglądem, że w pełni go akceptuję, że powinnam powiedzieć wszystkim - jestem matką, kocham swoje ciało - kocham każdy dodatkowy wałeczek, każdy rozstęp na moim brzuchu, biodrach, pośladkach.Tak przecież trzeba, to jest ok.Niezupełnie, bo jeśli z jakiegoś powodu płaczę - to to nie jest ok, choćby nie wiem jak bardzo mi wmawiano.Z drugiej strony. Uległam temu byciu fit, healty and strong.Ma szereg pozytywnych efektów ubocznych, które przyjęłam z ulgą ( np. zniknięcie problemów z kręgosłupem). Czuję się lepiej.To uzależnia i każdy kg, w dół motywuje do dalszego działania.Nie zmieniło to jednak w żaden sposób mojego postrzegania swojego ciała.Po pierwszych 10 kg, było pragnienie kolejnych 5... potem wyznaczyłam sobie cel, który wydawał mi się " optymalny" i "gdybym tyle ważyła czułabym się fantastycznie, a  moje życie odzyskałoby sens". Guzik prawda - bo gdy zeszłam 5 kg, poniżej tego celu, który miał nadać mojemu życiu sens - wciąż przeglądam zdjęcia fit koleżanek i wciąż moje ciało jest "nie te".  Doskonale zdaję sobie sprawę, że mój problem leży głównie w mojej głowie - a ślepe podążanie za fit trendem, nie wiele tu zmieni.Wciąż mam te po ciążowe rozstępy, skórę, która robi się wiotka za każdym razem, gdy robię sobie kilkudniową przerwę w ćwiczeniach, wodę, która zbiera się w organizmie w zależności od dnia cyklu - stos rzeczy, które nie przystają do bycia fit motywatorką i nie pozwalają mi być w pełni z siebie zadowoloną. Wciąż jestem niezadowolona - ale to już taka moja natura.Pola za miesiąc skończy rok.  W samej, drugiej ciąży przytyłam ok. 10-12 kg. Od dnia porodu przez pierwsze 9 m-cy ubyło mi 25 kg.Czego się nauczyłam w tym czasie?Nie jestem w stanie podać niezawodnego sposobu na schudnięcie, nie mam żadnego magicznego specyfiku, który pozwolił mi dokonać tego w jakimś niesamowicie krótkim czasie.Nie szukałam sobie wymówek, eksperymentowałam zarówno w kuchni, jak i  w ćwiczeniach. Mimo wszystko czerpałam inspiracje z facebookowych grup dla "fit" mamusiek.Sednem całej sprawy jest poszukiwanie swojej ścieżki.Nie naśladuj  - skoro wszyscy ćwiczą z Chodakowską to ćwiczę i ja ( co z tego, że stawy mi wysiadają, że nie daję rady zrobić nawet 1/3 treninngu) - bo to prowadzi tylko do frustracji, a ostatecznie rezygnacji z jakiejkolwiek aktywności. Szukaj, aż znajdziesz kilka  zestawów idealnych dla Ciebie i rób ten na który masz w danym momencie ochotę,  ( Ja Chodakowskiej nie znoszę i szybko traciłam przy niej zapał, choć próbowałam się zmuszać.)Nie poddawaj się, rób tyle na ile starczy Ci sił, albo czasu. Nie ważne czy to 15 minut, czy 45- ważne, że w ogóle. ( Przy Poli wyszperanie 30 minut na ćwiczenia to był luksus, ale nie rezygnowałam i szukałam treningów, które trwały nie więcej niż 30 minut - mimo, że zazdrość mnie zżerała, gdy czytałam, że ktoś zaliczył ponad godzinny trening).Nie dieta - a odżwianie - banał, o którym już słyszeli wszyscy, posiadający jednak głębszy sens.Wydawało mi się, że jem zdrowo - od dobrych kilku lat (jeszcze przed pierwszą ciążą) zrezygnowałam z białego, pszennego pieczywa na rzecz, razowego, żytnie i innych( dokładnie czytając inf. o składzie), porzuciłam cukier w postaci białej, sypkiej itd., od lat pijałam tylko zieloną i czerwoną herbatę, nie jadaliśmy w fastfoodach, pizzę zamawialiśmy może ze dwa razy w roku, w innym wypadku robiliśmy własną. A wciąż coś było nie tak.Problem tkwił w tym, że jadłam mało. Zdecydowanie za mało, monotonnie i byle jak.Gdy zaczęłam jeść więcej i nauczyłam się eksperymentować w kuchni, łączyć smaki, o których łączeniu wcześniej wcale bym nie pomyślała, mój metabolizmy zdecydowanie przyśpieszył i pociągnęło to za sobą lawinę kg - w dół.Zadbaj o swój talerz.Na grupach zauważyłam posty -' Nie mam pomysłu na obiad", "czy ktoś mi poda jakiś jadłospis"? A potem kończy się na tym, że na każdym talerzu pierś gotowana na parze, garstka ryżu i trzy listki sałaty z plasterkiem pomidora. Codziennie ten sam zestaw - nikt by nie wytrzymał długo, a organizm potrzebuje urozmaicenia. Potrzebuje też grzeszków i jeśli zamienisz tą pierś na grillowany camembert twój świat wcale się nie zawali.I te trzy ciastka, którym dziś uległaś, też nie wiele zmienią, nie musisz wszystkiego spisywać na straty, załamywać się i mówić, że wszystko na marne. Nie zaczynaj od początku, tylko idź dalej.Nauczyłam się przede wszystkim nie przejmować  jeśli nie zrobię dziś treningu, jeśli zjem dzisiaj pół tabliczki czekolady ( o właśnie teraz, gdy piszę ten post) - jutro wciąż jest przede mną  i to nie będzie nowy start. To będzie kolejny dzień, taki po prostu.  Nauczyłam się odróżniać dobre stany od złych stanów  i gdy wiem, że odpuściłam sobie za bardzo - wcale nie z ciężkim sercem, wracam do stanu prawidłowego.Nie żyję po to, żeby być fit, żeby udowadniać komukolwiek, cokolwiek. Robię swoje i wciąż pracuję nad obrazem siebie w mojej głowie, a cała reszta jest dodatkiem.

Proste, świąteczne dekoracje stołu na ostatnią chwilę !

MAMA GRANDA

Proste, świąteczne dekoracje stołu na ostatnią chwilę !

Świąteczne przygotowania - czym zająć dzieci i zdobyć chwilę spokoju?

MAMA GRANDA

Świąteczne przygotowania - czym zająć dzieci i zdobyć chwilę spokoju?

Inspiracje prezentowe - kartonowe książeczki dla malucha.

MAMA GRANDA

Inspiracje prezentowe - kartonowe książeczki dla malucha.

Inspiracje prezentowe - klocki z recyklingu.

MAMA GRANDA

Inspiracje prezentowe - klocki z recyklingu.

Sposób na księżniczkę. NIUPLA minibeds

MAMA GRANDA

Sposób na księżniczkę. NIUPLA minibeds

Jak się wyspać mając dwójkę dzieci?

MAMA GRANDA

Jak się wyspać mając dwójkę dzieci?

Kalendarz adwentowy DIY

MAMA GRANDA

Kalendarz adwentowy DIY

Idealna kuchnia dla małych dziewczynek i ich małych pokojów - BRIO

MAMA GRANDA

Idealna kuchnia dla małych dziewczynek i ich małych pokojów - BRIO

TOP 4  - Ja przygotować się do świąt? Czyli tagi, bileciki, organizery do druku. :)

MAMA GRANDA

TOP 4 - Ja przygotować się do świąt? Czyli tagi, bileciki, organizery do druku. :)

Pokój przedszkolaka - wieszak na ścianę DIY

MAMA GRANDA

Pokój przedszkolaka - wieszak na ścianę DIY