Inspiracja Mamy by Agata

Jak ozdobić mieszkanie zdjęciami rodzinnymi?

Robimy i mamy ich setki. Najczęściej przechowujemy je w pamięci komputerów lub telefonów. Mowa o fotografiach, które zapisują nasze wspomnienia i rodzinne historie. Warto je wywołać i stworzyć ścienną galerię zdjęć, która będzie piękną ozdobą mieszkania. Dziś podpowiem jak to zrobić. Co czyni dom przytulnym? Najczęściej mówi się o wyjątkowej, ciepłej atmosferze, miękkich tekstyliach

Ankieta na Nowy Rok

KANTOREK KATJUSZKI

Ankieta na Nowy Rok

Piwnooka

Zadbaj o nie już dziś i rób to regularnie! Zobacz, jak ja to robię.

Założę się o każde pieniądze, że pomyślałaś o piersiach. I bardzo dobrze! O nie dbać trzeba od wczesnych lat i nie należy spoczywać jedynie na ... Artykuł Zadbaj o nie już dziś i rób to regularnie! Zobacz, jak ja to robię. pochodzi z serwisu piwnooka.

Balony sylwestrowe DIY

OLGA&OKOLICE

Balony sylwestrowe DIY

MAMA W DOMU

30 pomysłów na zimowe prace plastyczne, dekoracje i eksperymenty

Moje dzieciństwo kojarzy mi się nieustannie z licznymi zjazdami z górki na sankach, lepieniem bałwana czy wojnie na śnieżki, w której zawsze przegrywałam ze starszymi braćmi. Niestety zimowe wspomnienia moich dzieci nie będą aż tak pełne śniegu, bo białego puchu ostatnio jak na lekarstwo. Mimo to, wcale nie nudzimy się zimą, nawet siedząc w domu. […]

Angielski kieszkonkowiec - gramy w karty po angielsku

KREATYWNYM OKIEM

Angielski kieszkonkowiec - gramy w karty po angielsku

Mama na pełny etat

Jak przywitać z dzieckiem Nowy Rok, czyli brokatowe fajerwerki

Sylwester to błysk, brokat i blask. Ale jak tu błyszczeć gdy spędza się sylwestra z dziećmi? W ogóle jakie atrakcje przygotować na ten wieczór? Mamy dla Was pomysł łączący zabawę, twórczość artystyczną i obowiązkowo brokat. Zobaczcie jak zrobić z dzieckiem fajerwerki. To nasz drugi pomysł na wykonanie sztucznych ogni. Zapraszam na post, w którym pokazujemy jak zrobić fajerwerki pastelami

WIKILISTKA

Smart Beauty czas START! Czyli nad czym pracowałam w ostatnich miesiącach…

wikilistka.pl Dziś chcę Ci opowiedzieć o projekcie, nad którym „na backstage’u” pracuję właściwie już od września i czasem co nie co przemyciłam o nim na Instagramie. O projekcie bardzo dla mnie ważnym i stanowiącym ważną część smart life’u. Ten pomysł chodził mi po głowie od dawna, próbowałam kiedyś nawet liznąć tematu na blogu, ale nie była to forma, z której byłam  zadowolona, a teraz – dzięki temu, że udało mi się pozyskać świetnych partnerów, którzy umożliwią mi zrealizowanie projektu tak, jak to zaplanowałam, bo w pełni podzielają moją filozofię „beauty” i całą ideę projektu, mogę wreszcie nadać swojemu pomysłowi realny kształt. Projekt SmartBeauty(&Fit ?: ) ), który w 2017 rusza na blogu, pokaże Ci jak dbać o siebie z głową . Chcę promować coś, co nie do końca jest popularne. Ideę, że piękna to znaczy przede wszystkim zdrowa, zadbana, czująca się dobrze ze sobą nie tylko po wyjściu od kosmetyczki, ale też wstając do dziecka o 3 nad ranem i wracając z powrotem do łóżka do męża ( lub ‚niemęża’ ;)) Bo każda z nas jest piękna, wystarczy tylko trochę o siebie zadbać. Promuję tu mocno idęę świadomego życia, pokazuję Wam, że musicie być dla siebie ważne. Przerażona jestem tym, ile kobiet kompletnie rezygnuje z siebie w macierzyństwie i chcę tę sytuację zmienić – zaczynając od dawania przykładu, że można. Zawsze. Jednym z głównych partnerów projektu jest Clinica Cosmetologica, z którą zajmiemy się kompleksowym podejściem do problemów takich jak np. rozstępy czy depilacja laserowa. Obalę mity, przedstawię fakty, pokażę Ci jak bardzo wierzymy czasem w kompletne brednie… a to nie wszystko. Do projektu dołączyła też klinika stomatologiczno-ortodontyczna Miladent, której specjaliści pomogą mi przygotować dla Ciebie materiały o całkiem nieoczywistych konsekwencjach np. nieprawidłowego zgryzu, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy, a mogą być przyczyną codziennych uciążliwości – jak widzisz beauty to nie tylko to osławione „zewnętrze”. W kontekście beauty prowadzę jeszcze rozmowy z kilkoma potencjalnymi partnerami, ale – z nimi czy bez nich – opowiem Ci o zabiegach, z których sama korzystam. Dlaczego to robię, dlaczego warto i  znów – obalę mity na temat niektórych z nich, a skupimy się na faktach. Mam też ambitny plan poruszenia w całym projekcie kwestii zdrowia z takiej strony, na którą większość nie zwraca uwagi, ale do tego punktu mocno dorastam i ten etap projektu ewoluuje wraz z moimi doświadczeniami – liczę na to, że za kilka miesięcy będę mogła być przykładem, który pokaże Ci jak bardzo mi można bagatelizować pewnych spraw. Chcę zacząć mówić głośno o tym, że „nie mam czasu” to beznadziejna wymówka. Jedna z wymówek, które wciąż wmawiamy same sobie, odsuwając siebie na szary koniec listy priorytetów. Pokażę Ci, że jeśli ja, pracując w domu na właściwie 2 etaty, do tego ogarniając dom i dzieci ( w tym roczniaka, z którą na kolanie pracuję przez większość dnia;)), bez babć, niań i cioć choć raz ma miesiąc, bez milionów monet na koncie, daję radę jakoś się ogarnąć, to naprawdę każda z nas może, bo ja przecież w międzyczasie jeszcze gdzieś się szkolę, książki czytam, seriale oglądam z mężem i czasem nawet znajduję pół godziny na … kolorowanie! Każda z nas może czuć się piękna i zadbana i nie wymaga to ani dodatkowej doby ani milionów monet, a często zwyczajnie dokonywania mądrzejszych wyborów, bo – uwierz mi – pojęcia nie mamy, jak bardzo czasem ulegamy nieświadomie manipulacjom speców od reklamy.  Mam nadzieję, że ten cykl sprawi,  że spojrzycie na dbanie o siebie z trochę innej strony. Szerzej, w innym kontekście niż tylko ten przedstawiany przez media. Po raz kolejny liczę na to, że uda mi się skłonić Cię do przemyśleń w kolejnym aspekcie życia i udowodnię Ci, jak wielkie znaczenie dla jakości codzienności maja takie z pozoru błahe sprawy. Pierwsze wpisy z cyklu jeszcze w styczniu, więc … stay tuned ;)! wikilistka.plPost Smart Beauty czas START! Czyli nad czym pracowałam w ostatnich miesiącach…

WIKILISTKA

Projekt SmartBeauty – czas start! Czyli nad czym pracowałam w ostatnich miesiącach…

wikilistka.pl Dziś chcę Ci opowiedzieć o projekcie, nad którym „na backstage’u” pracuję właściwie już od września i czasem co nie co przemyciłam o nim na Instagramie. O projekcie bardzo dla mnie ważnym i stanowiącym ważną część smart life’u. Ten pomysł chodził mi po głowie od dawna, próbowałam kiedyś nawet liznąć tematu na blogu, ale nie była to forma, z której byłam  zadowolona, a teraz – dzięki temu, że udało mi się pozyskać świetnych partnerów, którzy umożliwią mi zrealizowanie projektu tak, jak to zaplanowałam, bo w pełni podzielają moją filozofię „beauty” i całą ideę projektu, mogę wreszcie nadać swojemu pomysłowi realny kształt. Projekt SmartBeauty(&Fit ?: ) ), który w 2017 rusza na blogu, pokaże Ci jak dbać o siebie z głową . Chcę promować coś, co nie do końca jest popularne. Ideę, że piękna to znaczy przede wszystkim zdrowa, zadbana, czująca się dobrze ze sobą nie tylko po wyjściu od kosmetyczki, ale też wstając do dziecka o 3 nad ranem i wracając z powrotem do łóżka do męża ( lub ‚niemęża’ ;)) Bo każda z nas jest piękna, wystarczy tylko trochę o siebie zadbać. Promuję tu mocno idęę świadomego życia, pokazuję Wam, że musicie być dla siebie ważne. Przerażona jestem tym, ile kobiet kompletnie rezygnuje z siebie w macierzyństwie i chcę tę sytuację zmienić – zaczynając od dawania przykładu, że można. Zawsze. Jednym z głównych partnerów projektu jest Clinica Cosmetologica, z którą zajmiemy się kompleksowym podejściem do problemów takich jak np. rozstępy czy depilacja laserowa. Obalę mity, przedstawię fakty, pokażę Ci jak bardzo wierzymy czasem w kompletne brednie… a to nie wszystko. Do projektu dołączyła też klinika stomatologiczno-ortodontyczna Miladent, której specjaliści pomogą mi przygotować dla Ciebie materiały o całkiem nieoczywistych konsekwencjach np. nieprawidłowego zgryzu, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy, a mogą być przyczyną codziennych uciążliwości – jak widzisz beauty to nie tylko to osławione „zewnętrze”. W kontekście beauty prowadzę jeszcze rozmowy z kilkoma potencjalnymi partnerami, ale – z nimi czy bez nich – opowiem Ci o zabiegach, z których sama korzystam. Dlaczego to robię, dlaczego warto i  znów – obalę mity na temat niektórych z nich, a skupimy się na faktach. Mam też ambitny plan poruszenia w całym projekcie kwestii zdrowia z takiej strony, na którą większość nie zwraca uwagi, ale do tego punktu mocno dorastam i ten etap projektu ewoluuje wraz z moimi doświadczeniami – liczę na to, że za kilka miesięcy będę mogła być przykładem, który pokaże Ci jak bardzo mi można bagatelizować pewnych spraw. Chcę zacząć mówić głośno o tym, że „nie mam czasu” to beznadziejna wymówka. Jedna z wymówek, które wciąż wmawiamy same sobie, odsuwając siebie na szary koniec listy priorytetów. Pokażę Ci, że jeśli ja, pracując w domu na właściwie 2 etaty, do tego ogarniając dom i dzieci ( w tym roczniaka, z którą na kolanie pracuję przez większość dnia;)), bez babć, niań i cioć choć raz ma miesiąc, bez milionów monet na koncie, daję radę jakoś się ogarnąć, to naprawdę każda z nas może, bo ja przecież w międzyczasie jeszcze gdzieś się szkolę, książki czytam, seriale oglądam z mężem i czasem nawet znajduję pół godziny na … kolorowanie! Każda z nas może czuć się piękna i zadbana i nie wymaga to ani dodatkowej doby ani milionów monet, a często zwyczajnie dokonywania mądrzejszych wyborów, bo – uwierz mi – pojęcia nie mamy, jak bardzo czasem ulegamy nieświadomie manipulacjom speców od reklamy.  Mam nadzieję, że ten cykl sprawi,  że spojrzycie na dbanie o siebie z trochę innej strony. Szerzej, w innym kontekście niż tylko ten przedstawiany przez media. Po raz kolejny liczę na to, że uda mi się skłonić Cię do przemyśleń w kolejnym aspekcie życia i udowodnię Ci, jak wielkie znaczenie dla jakości codzienności maja takie z pozoru błahe sprawy. Pierwsze wpisy z cyklu jeszcze w styczniu, więc … stay tuned ;)! wikilistka.plPost Projekt SmartBeauty – czas start! Czyli nad czym pracowałam w ostatnich miesiącach…

Oczekując

Smoothie śniadaniowe z płatkami żytnimi, czyli moc owocowo-zbożowa nieco inaczej

Szczerze, to nie wiedziałem, że płatki zbożowe można wypić.     A można, i dowiedziałem się tego z opakowania. Po nieco bardziej tradycyjnych sposobach przyrządzenia płatków, które pokazaliśmy w TYM i w TYM wpisie, zostałem nielicho zaskoczony przepisem znalezionym na opakowaniu żytnich płatków Lubella. Zaproponowano tam, by zrobić z nich smoothie owocowo-zbożowe. I o ile w recepturze sugerowanej na opakowaniu wskazano konkretne owoce do wykorzystania w tym szejku :), to główną mocą tego śniadania jest to, że ten miks można przygotować niemal z każdych owoców, które masz pod ręką, no i z garści płatków. I tak oto w szklance dostajesz prawdziwą bombę zdrowia oczekujac.pl

Teneryfa w grudniu, czy warto? – pogoda, hotel, lot, ceny itp.

Makóweczki

Teneryfa w grudniu, czy warto? – pogoda, hotel, lot, ceny itp.

  Kiedy znajomi oraz czytelnicy bloga, pytają mnie czy warto pojechać zimą na wakacje na Teneryfie, przyznaję, że nie do końca rozumiem pytanie. Naprawdę ktoś może zastanawiać się czy z tej szarości ponurej i burej, z zimna i chlapy, zapadanych szyb i dnia kończącego się o 14:30 można chcieć wyjechać w tropiki i słoneczko? Trudna decyzja… serio ;) Tak na poważnie to rozumiem dylemat. Sama googlowałam namiętnie przez pół roku czy decyzja o zimowym wyjeździe, którą podjęliśmy w lipcu jest trafiona. Czy będzie tak idealnie jak to sobie wyobrażamy, kiedy myślimy o wakacjach pod palmami? Pomysł na wyjazd rzuciłam ja. PT chciał wziąć dodatkowy tydzień urlopu w sierpniu, żeby przeznaczyć go na jeszcze jeden atrakcyjny wyjazd z dziećmi, jako, że po dwóch miesiącach nikt już nie pamiętał o Majorce, na której byliśmy w czerwcu. Dodatkowo Maks miał dłuuużące się wakacje i PT chciał mu zrobić dodatkową niespodziankę. Szukaliśmy ofert last minute i wtedy poczułam, że.. że wakacje w sierpniu mijają się z celem. Należę do ludzi, którzy chcieliby żeby ciepełko zaczynało się już w maju po niedorzecznie długiej zimie, braku słońca i możliwości nałożenia szortów, stąd nasz pomysł, żeby na ukochane wyspy latać w maju lub czerwcu (jak to czynimy od kilku lat). Potem w Polsce jest ciepło, lub przyzwoicie ciepło i w sierpniu – wrześniu człowiek jest nasycony słońcem, letnimi sukienkami, lodami i bosymi stopami. Nawet tęskni za kardiganami! Nie czułam więc potrzeby wyjeżdżania gdziekolwiek w tym okresie. Rzuciłam więc pomysł, żeby wykupić wakacje na… grudzień. Pogoda na Teneryfie w grudniu Tysiąc pytań dostałam na temat pogody, i sama głównie o nią się martwiłam. Totalnie nie potrzebnie. Nie ważne czy było 20 czy 25 C, cały fun polega na tym, że wyjeżdżasz z 0C i pluchy (w dniu wylotu w B-stoku było -9C w nocy!) i ta zmiana jest sama w sobie jak raj. Nie ważne czy masz dzień 22C i chmurki i spacerujesz po plaży, zwiedzasz parki przyrodnicze, czy też jest 25C i słonko i wygrzewasz się na basenie… Nie ma to znaczenia! Bo wszystko jest cudem w porównaniu do tego co zostawiłaś w kraju i co czeka Cię po powrocie przez najbliższe 3-4 miesiące. Ważna jest lokalizacja hotelu. Przeczytacie to w każdym opisie pogody na Teneryfie – wyspa, jedna mała wyspa ma w sobie trzy strefy klimatyczne – ciepłe południe, zimny wulkan i krainę wiecznej wiosny – północ. Dlatego dobrze dokładnie przeczytać mapę przed wyjazdem, jako, że 5 kilometrów od naszego miasteczka może być już 3-4C zimniej! Mieliśmy taką dokładnie sytuację z naszym wyjazdem. Nasz hotel zlokalizowany był w Costa Adeje, a w Adeje, miejscowości oddalonej od 5 km było codziennie około 17-20 C kiedy u nas był upał! Pięknie obrazuje to mój filmik nagrany w Siam Parku —-> TEN A tu jeszcze macie obecną pogodę dla Costa Adeje (klik) i Adeje (klik) #takasytuacja. Po drugiej stronie wyspy 90% naszego wyjazdu było 17C i deszcz. Jeden dzień znaleźliśmy, żeby pojechać do Loro Parku, żeby nie padało. Jeden na tydzień! Dla odmiany obecnie jest tam super pogoda i pełne słońce —> (klik). Pogodowa schizofrenia to cecha wyróżniająca Teneryfę. Śmiałam się z Panem Tatą, że najlepiej byłoby wypożyczyć auto i jeździć tam gdzie danego dnia jest słoneczko. Bo to loteria. Osobiście polecam okolice Costa Adeje, Playa de Americas oraz Los Christianos (obydwa ostatnie miejsca mają sztuczną piaskową plażę). Pewnie dziewczyny latające latem złapią się za głowę co ja polecam, przecież tam tłumy! No więc nie w zimie. Ludzi było malutko, w restauracjach i na plażach luźno. Ideał. A dokładnie w naszym wypadku wyglądało to tak – rankiem 19-20C, jednak nie polskie, a tropikalne, więc była to pogoda idealna na krótki dół i i sweterek. Taka pogoda utrzymuje się mniej więcej do 10-11, więc co rano mamy idealny czas żeby się wyspać lub jak my, zjeść śniadanie i zwiedzać okoliczne deptaki i plaże. Mieliśmy swój własny codzienny rytuał – wycieczkę do McDonalda po kawę. Hiszpanie nie mają pojęcia czym jest zwykła americana lub co gorsza latte, więc to był nasz ratunek. Po 10/11 w dni słoneczne robi się upał. Mieliśmy 3 takie dni i żadnego nie ma na zdjęciach bo… się kąpaliśmy :). Cały dzień w Siam Parku – 26C i upał. Opaliliśmy się mocno mimo stosowania filtra 30-tki (filmy i zdjęcia TU, TU, TU, TU, TU). Dwa dni w okolicach basenu – najlepsze dni wg. moich dzieci- pluskanie się w wodzie, skoki, pływanie z rodzicami. Jaka była pogoda w 2 dni z naszego wyjazdu nie wiemy bo wyjeżdżaliśmy do Loro Parku i na Teide. Jeden dzień i pół innego dnia były spacerowe, po prostu nie było słońca. To jest clue plażowo – basenowych dni – słońce. Bez niego robi się ‚niekąpielowo’, tak bym to ujęła. Bo ciepło jest nadal. Nie jest to jednak pogoda na wylegiwanie się na leżaku. Pół naszego zimniejszego dnia widzicie na zdjęciach poniżej. Dodam Wam, że pogoda była bardzo podobna do tej,  którą mieliśmy w maju na Fuercieventurze –> (TU) Wakacje ekonomiczne czyli Hotel Isabel… wart swej ceny? Po Majorce, która kosztowała nas za samą wycieczkę kilkanaście tysięcy, miałam silną potrzebę przetestować wakacje w wersji ekonomicznej. Plan był taki, że wynajmiemy apartament gdzieś na Teneryfie, sami kupimy loty i zmieścimy się w określonym budżecie. Zrobiłam dokładny research z pomocą koleżanki, która mieszkała na Teneryfie. Kiedy już miałam wszystko wybrane Pan Tata, który fanem tego rozwiązania nie był orzekł, że on znajdzie w tej samej cenie hotel 4* i to ze śniadaniem. Jak się okazało nie miał najmniejszego problemu. Za 6-7 tysięcy można na luzie znaleźć hotel dla rodziny 4-osobowej. Tyle samo wychodziło nam za tygodniowy pobyt w apartamencie, bez wyżywienia i transferu z lotniska (że o room serwisie, braku basentów itp. nie wspomnę). Najdroższe były loty, które po doliczeniu opłat lotniskówych i bagażu (zawsze mamy 3 walizy) wychodziły w okolicach 3 tys (za 4 osoby w 2 strony). Podobnie mielibyśmy zapłącić za apartament (fajni, nowy, z balkonem, nie spelunę). Zdecydowaliśmy się więc na hotel i nie wiem co ja sobie myślałam z tym apartamentem? Ocean zimny jak Bałtyk latem.. co dzieci miałby robić zimą? :D Ale tak to się działa bez doświadczenia. Maluchy 3/4 hotelowego czasu spędzały w basenie, a Lenka ani razu nie zamoczyła stopy w oceanie bo bała się fal (były dość wielkie). Także przyznaję, że Pan Tata, tym razem, wyjątkowo miał rację ;) Jak sam hotel? Stosunek jakości do ceny bardzo adekwatny, wręcz mocno na +. Różnicę trochę widzieliśmy, zawsze wybierając najlepsze hotele w okolicy, jednak nie miało to wpływu na naszą codzienność. Apartamenty duże (salon + aneks kuchenny + sypialnia), przestronne, czyste. Nowe to one nie są, ale obsługa bardzo dba o czystość. Trzy baseny, jeden dla maluszków, drugi (podgrzewany) z płaskim zejściem i trzeci, którego nie odwiedziliśmy. Plac zabaw, klub dla dzieci, mini golf, wieczorem disco dla dzieciaków i inne atrakcje w dzień (np. dmuchany plac zabaw w basenie). Nie da się nudzić. Duży minus dla mnie osobiście to.. angole. Nie piszę tu akurat jedynie o samym hotelu ale o całej wyspie. Naprawdę chciałabym to jakoś kulturalnie obejść i napisać delikatnie ale się nie da. Angielska hołota była widoczna na każdym kroku. Aż się zastanawiałam czy to nie jest jakaś wyspa dla brytyjskiej klasy zubożałej. Wulgarni, wytatuowani, głośni, prostaccy, grubi i każdy z papierochem przy dzieciach. Sceny które widzieliśmy to np. matka PUBLICZNIE uderzająca w twarz swoją ok. 10-letnią córkę w twarz na plaży!! Lub brytyjskie rodziny w restauracji chińskiej- dorośli przy jednym stoliku, dzieci przy drugim (z ośmioro czy 10-cioro) łażące po stole, pod stołem, z gilami po pas, rzucające się jedzeniem. Lub.. brytyjskie dzieci nagie w basenie w Siam PArku i ochrona prosząca matkę, żeby ubrała im gacie. Było tego znacznie więcej i ten klimat otaczał nas z każdej strony. Bardzo różniąc się od spokojnej, niemieckiej, dobrze ułożonej Majorki. Ale dało się przeżyć ;) Wracając do hotelu, mam silne postanowienie wybierać hotele w tej klasie budżetowej. Wydaliśmy na wycieczkę połowę tego co na Majorce mimo, że nie mieliśmy pełnego wyżywienia tylko śniadania. Bo na miejscu i tak się wydaje i to morzem euro. Wejście do Siam czy Loro parku to jak zwykle ok 100 EU za rodzinę. Jeść na miejscu trzeba bo jest zakaz wnoszenia jedzenia (ale nikt tego nie sprawdza, choć jeśli kupujecie bilety wcześniej to ostrzegają że nie można.. pewnie tylko sprytnych polaków ;)). W każdym razie coś tam wnieśliśmy – owoce, napoje i i ukochane kanapki dzieci z masłem orzechowym i dżemem a i tak wydaliśmy z 50 EU. Za wynajęcie auta (bardzo ekonomicznego, co było błędem! serpentyny, góry i silnik 1,6 to żart ;) zapłaciliśmy ok 100 EU za 3 dni. Obiad dla 4-osobowej rodziny, taki bez szaleństw to 50-80EU, z szaleństwami (np. ten z krabem)- 150EU. Podstawowe zakupy (chleb, bułki, ser, wędlina, woda, owoce, warzywa, sok, masło orzechowe, dżem itp.) to koszt 50EU +. Piszę to bo jest wiele osób, które myśli, że wyda np. 1000zł na wakacjach. Słuchajcie to już obowiązkowo z własnymi konserwami i zamrożonym chlebem. Strefa euro  jest w.. euro. Tam się nie da ‚zaoszczędzić’. Tysiąc euro to dla rodziny takie minimum, żeby gdzieś być, coś zwiedzić, normalnie zjeść i nie odmawiać sobie wszystkiego. 6-godzinny lot Ostatnio strasznie dramatyzowałam opisując nasz lot na Fuerteventurę (TU i TU). Jednak inaczej wygląda taka wyprawa z 1,5- roczniakiem i 4,5-latkiem niż z 5-latką i 8-latkiem. Było naprawdę na luzie. Tzn. jak wiecie, znam tylko jedną stonę lotu ( patrz —> TU), ale Pan Tata mówił, że było dość na luzie- książeczki, rysowanki, wypełnianki, gry karciane, ipad, bajeczki i jakoś poszło. W drugą stronę było ciężej bo ja spędziłam lot.. z głową w klozecie. Mi to zawsze atrakcji za mało :D. Teneryfa- czy to piękne miejsce? Główną zaletą Teneryfy jest to, że jest tam ciepło zimą. Latem nie wybrałabym jej stanowczo jako kierunku lotu na wakacje. Wyspa jest kamienista, ma wybirnie nieurodziwe plaże. Tuż obok te na Fuercie wyglądają tak —-> TU. Złoty piasek, lazur, a na Teneryfie żużel.. głównie żużel ;). ALE.. to latem. Zimą i tak się w oceanie nikt nie kąpie, więc te czarne kamieniste plaże mają swój urok. Przyroda w okolicach hoteli i parkó∑ jest przepiękna. Miejscowi mają świadomosć, że kupa kamieni nie uraduje turysty więc robią z miast, hoteli i wszelakich miejsc, piękne ogrody. Co najważniejsze, w Teneryfijczykach (?) można się totalnie zakochać. To chyba najmilszy naród świata. W autobusie jak zapytasz czy dojedziesz do jakiegoś miejsca, to pan na danym przystanku zatrzyma autobus, wyjdzie Ciebie szukać i powie, że to już. W restauracjach,m sklepach, hotelach dzieci są jakś święte- każdy się z nimi wida i daje co tam ma w rękach- owoc, zabawki (pewnie cyzjeś zagubione ;)). Wszyscy są super mili a to robi naprawdę niezwykły klimat. Duży minus daję za.. karaluchy. Były w całym Costa Adeje, w każdym hotelu, nawet najdroższym, na plaży, na alejkach. Już nawet myślę, że to może nie karaluchy, tylko takie bzyczki, które u nas latają latem.. nie wiem. Ale słabo to wyglądało. Czy tam wrócimy? Starałam się wam opisać wyspę szczerze, żeby nikt nie był rozczarowany, jeśli poleciałby tam z mojego polecenia. Więc my na pewno wrócimy na Wyspy Kanaryjskie o okresie zimowym, jeśli nam tylko pozwolą fundusze. W okresie zimowym, podkreślam. Latem jest dużo bliższych, równie pięknych kierunków europejskich. Teneryfa rozkochała nas w sobie klimatem, zróżnicowaną formą przyrodniczą, zalesionymi palmamy górami Maski, pięŻnym ogrodem Loro Park, a dzieciaki pokochały Siam Park. Spacery na plaży w ciepełu, wylegiwanie się na leżaku – to niesamowicie naładowało nasze podwątlone jesienio- zimą akumulatory. Wakacje zimą- to ma sens znacznie większy niż te latem. Spróbujcie kiedyś i dajcie znać jak wrażenia…  

BAKUSIOWO

Odchudzające LAST MINUTE przed Sylwestrem!

Sylwerster już za kilka dni. I wszystko byłoby super, gdyby kilka dni temu nie skończyły się Święta. Gdyby nie te Święta, na bank, mogłabym dopiąć się w sukienkę z zeszłorocznej wyprzedaży, która miała być w sam raz na schudnięcie. Ale nie! Musiał sie napatoczyć serniczek, musiałam się przewrócić twarzą w szarlotkę… wypadki chodzą po ludziach […] Artykuł Odchudzające LAST MINUTE przed Sylwestrem! pochodzi z serwisu Bakusiowo.pl | Najpopularniejszy blog parentingowy w Polsce.

sylwestrowy bufet dla alergika

Smakołyki Alergika

sylwestrowy bufet dla alergika

Czasem zdarza się tak, że idziemy na Sylwestra nie do końca na takich warunkach, na jakich byśmy chcieli. Tak konkretnie to chodzi mi tu o Sylwestra z dziećmi. Oczywiście taka domówka też jest jakoś tam fajna, ale musimy wtedy pomyśleć o menu dla naszego małego alergika. Taki bufecik sprawdzi się także w czasie, gdy spędzamy Sylwestra we własnym domu z dzieciakami albo musimy wykarmić matkę karmiącą.Stoliczek dzieciowo-alergiczny warto atrakcyjnie zaaranżować. Jeśli nie ma możliwości osobnego stoliczka, wydzielmy przestrzeń na stoliczku ogólnym. Niech ta przestrzeń będzie kolorowa i fajowa, żeby się nawet nie chciało sięgać po inne przekąski. Postawmy tam ulubione przekąski naszego alergika, coś słodkiego, napoje. Danko na ciepło stać tam nie będzie, ale musimy je na wszelki wypadek mieć.Co można postawić na kolorowym stoliczku?przekąski:babeczki z burakowym pestowrapy owsiane z warzywami (zawinięte i lekko zgrillowane na grillu elektrycznym)szaszłyki z suszonych owocówchipsy owocowekawałeczki pasztetupokrojone w słupki warzywa, np. ogórki kiszone, marchewna słodko:herbatniki pełnoziarnisteciasteczka z piankącukierki sezamowedomowe pianki marshmallowscake popsdeser z mangoa na ciepło same hity:pizzahot dogistripsy z kurczaka z gotowaną kukurydząlub coś zdrowszego:burger z buraków z sałatą w bułce orkiszowej na zakwasiepieczone frytki z batatówzupę-krempakoręMam nadzieję, że te propozycje będą wam smakowitą inspiracją.Udanego Sylwestra!

MUTRYNKI

Koniec Mutrynków?

Może to jakiś hormonalny rozstrój. Może chwilowe zaburzenia pogodowe. Może zwątpienie. Podsumowanie. Jesień/zima. Strach i niepewność przed zbliżającym się nowym rokiem. Dzieci. Obowiązki. Zmęczenie. Wypalenie. Nie wiem kurczę. Siedzę sobie samotnie w kawiarni. To pierwszy… Artykuł Koniec Mutrynków? pochodzi z serwisu Mutrynki.pl.

51/52 - 2016

Z ŻYCIA MAMY I CÓRKI

51/52 - 2016

przyjazny pedagog

Analiza wzrokowa - ćwiczenie przygotowujące do nauki czytania. :)

Karta pracy, - analiza wzrokowa - znajdź 5 różnic na obrazku- dzieci, które mają rozpocząć naukę czytanie muszą być do tego przygotowane, od dzisiaj będę przygotowywać również karty pracy, które pomogą dzieciom w nauczeniu się tak trudnej umiejętności jak czytanie.  Pozdrawiam  karta pracy Znajdź 5 różnic na obrazkach pozornie identycznych.

przyjazny pedagog

Nauka czytania - pierwsze sylaby

Karta pracy wspomagająca naukę czytania- polecam Wczesne wspomaganie czytania.

przyjazny pedagog

Ćwiczenie utrwalające naukę pisania. Litera "Z"

Kolejna karta pracy, tym razem czas na literę " Z" Oczywiście, jak zawsze jest w formacie PDF, którą można bez problemu wydrukować.  Karta Pracy - Litera "Z:                 

Alergiczne Dziecko

11 Postanowień Noworocznych

Masz już jakieś? Wyjątkowo w tym roku? A może, wręcz przeciwnie, robisz je w każdego Sylwestra? Przyznam Ci się, że ja nigdy nie mam postanowień noworocznych. Jestem jedną z tych osób, które gdy sobie coś wbiją do głowy, to potrzeba cudu lub innych supermocy, żeby to wybić. I nie ma znaczenia, czy to Sylwester, czy jakakolwiek inna okoliczność. Znam jednak i takich, którym konkretna data ułatwia podjęcie decyzji lub jakichś innych przedsięwzięć. Jeżeli należysz właśnie do nich i chcesz w Nowym Roku coś zmienić w swoim życiu, ale nie do końca wiesz jak to sprecyzować, to ta propozycja jest dla Ciebie. Konkretna i uniwersalna, dla wszystkich tych, którzy chcą być zdrowsi, piękniejsi i pogodzeni sami ze sobą 1. Jedz mniej mięsa, a więcej warzyw i owoców. Nie chodzi o to, żeby od razu zostać weganem, ale większość z nas naprawdę zjada za dużo białka zwierzęcego. Przyczynia się to do wielu chorób określanych jako „cywilizacyjne” (z rakiem włącznie). Wystarczy spytać swoich dziadków jak często jadali mięso i to nie w kontekście ilości posiłków w ciągu dnia, a raczej ilości w tygodniu. Zacznij od małych kroczków, niech jeden z głównych posiłków będzie bezmięsny. Najłatwiej będzie ze śniadaniem, zamiast kanapek z wędliną lub jajecznicy na kiełbasie, zjedz owsiankę, jaglankę lub jeszcze inną kaszę, owoce, zielone szejki, smoothies, orzechy. Można. Serio. 2. Nie kupuj jedzenia marnej jakości. Nie musisz od razu ciułać na wołowinę z Kobe, kupowanie jedzenia dobrej jakości nie musi być droższe, choć jest pewnie trochę bardziej czasochłonne. Jeśli nie stać Cię na wędliny po 40 zł, to możesz kupić mięso i zrobić je samemu. Czasem więcej nie znaczy lepiej. Nie wyrzucaj jedzenia, kombinuj co można zrobić z pozostałościami obiadu, jak dać drugie życie staremu chlebowi i co można zrobić z natką marchewki. 3. Pij więcej wody. Nie pij kolorowych, gazowanych, energetyzujących napojów, wód smakowych, pseudosoków owocowych. Pij wodę i… wino (w rozsądnych ilościach oczywiście ). 4. Ruszaj się. Nie kupuj karnetu full-opcji na siłownię, nie planuj, że będziesz 5 razy w tygodniu na basenie, jeśli Twoja dotychczasowa aktywność fizyczna kończyła się na porannej toalecie i dojściu do auta (w porywie – odśnieżeniu auta partnerki). Bądź realistą. Zacznij spokojnie, a nawet odpuść tą siłkę, ale zrób wieczorem 10 pompek, albo pójdź do sklepu na piechotę. Z aktywnością fizyczną jest tak, że wciąga. Sam/a zobaczysz, że nagle poczujesz ochotę, żeby się zmęczyć, zlać potem i poczuć zakwasy w miejscach, w których nawet nie podejrzewałaś/łeś, że mogą być mięśnie. Ponadto zyskujesz czystą głowę, znikają myśli o głupotach, a ciało robi się apetyczne. Mmmm… 5. Ogranicz stosowanie kosmetyków. Skóra to Twój płaszcz ochronny i naprawdę nie potrzebuje wiele, żeby właściwie funkcjonować. Najbardziej jej pomaga…. gdy jej nie przeszkadzasz. Ogranicz do minimum stosowanie antyperspirantów ze związkami aluminium (czemu? Poczytaj TUTAJ), nie wcieraj w skórę ropy naftowej (konkretnie parafiny, poczytaj o tym TUTAJ). Stosuj naturalne kosmetyki, oleje i masła roślinne. To najlepsze co możesz zrobić dla swojej skóry i zdrowia. 6. Bądź dobry/a dla siebie. Nie katuj się dietami, wysiłkiem, złą myślą. Nie mów o sobie: „jestem beznadziejny/a”, „nic mi się nie udaje”. Każdy negatywny przekaz zmień w pozytywny. Wyluzuj, odpuść sobie. Nie przejmuj się tym, co myślą o Tobie obcy ludzie. Ważne co myślą o Tobie najbliżsi. Dla nich też bądź dobry/a. 7. Włącz pozytywne myślenie. Myśl pozytywnie. Myśl o tym co chcesz osiągnąć, albo mieć, w czasie… przeszłym, dokonanym. Chcesz zajść w ciążę? Codziennie wieczorem w łóżku mów” zaszłam w ciążę”. Chcesz spotkać swoją drugą połówkę pomarańczy? Myśl w każdej chwili: „spotkałam/em swoją miłosć”. Musi być konkretnie, ale i realnie. Śmiejesz się? To nic. Spróbuj i bądź cierpliwy/a, a już wkrótce przekonasz się jaką moc ma pozytywne myślenie. 8. Otaczaj się dobrymi osobami, które są Tobie życzliwe. Nie ma sensu walczyć z wiatrakami i tracić czas z osobami, przy których Ci źle. Możesz go poświęcić tym, z którymi Ci dobrze, wesoło i na luzie. Raz się żyje, nie marnuj chwil. 9. Obudź w sobie dziecko. Śmiej się głośno, złość się rzucając talerzami. Nie kiś w sobie emocji, ciesz się z błahostek, pytaj bez skrępowania, zauważ piękny zachód słońca i miej w sobie empatię. 10. Ceń swój czas. Naucz się mówić „nie”, jeśli nie chcesz czegoś robić. Zwracaj uwagę na jakość swojego czasu, pamiętaj, że ważniejsze jest „z kim”, a nie „co”. Poświęcaj czas bliskim. Zadzwoń, jeśli ktoś, kogo dawno nie widziałaś/łeś, chodzi Ci po głowie. Zostaw gary, odkurzanie i wszystko to, na co odpowiadasz: „nie teraz, jestem zajęta/y”. Przytul się do męża, żony, partnera, partnerki, zrób z dzieckiem bazę z koca, albo poukładaj puzzle. 11. Żyj tu i teraz. Nie rozpamiętuj przeszłości, nie masz na nią wpływu, ale wyciągnij wnioski i ucz się na błędach. Nie analizuj przyszłości, bo jest nieoczekiwana, a Twoje przemyślenia i plany mogą wziąć w łeb już jutro. Staraj się być najlepszym każdego dnia.   Kochani. Wiem, że do Nowego Roku jeszcze kilka dni, ale wiem również, że do Nowego Roku tu nie zajrzę (z różnych względów ), dlatego życzę Wam wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku, trzymajcie się postanowień i zobaczymy się o rok starsi. Do siego!  

On Ona i Dzieciaki

Wystrzałowo - Sylwestrowo, czyli tworzymy fajerwerki

     Kolejny rok dobiega końca. Wiem, że zabrzmi to bardzo banalnie, ale nie mam pojęcia kiedy to zleciało. Dopiero świętowaliśmy nadejście 2016 roku, a już nadszedł czas aby go pożegnać.      Z okazji zbliżającego się wielkimi krokami Sylwestra pobawiłyśmy się trochę fajerwerkami. Nasze zabawy były całkowicie bezpieczne, do ich wykonania nie były nam potrzebne materiały pirotechniczne, a

„Bądź gotowa na Karnawał”. Makijaż krok po kroku

Lady of the House

„Bądź gotowa na Karnawał”. Makijaż krok po kroku

MAMA TRÓJKI

NIE CHCĘ BYĆ, JAK WSZYSCY.

                       Urodziłam się w smutnych czasach. Szalone lata siedemdziesiąte miały swoją świetność gdzieś z dala od mojego miasteczka. Wszyscy ubierali się jednakowo. Do dziś pamiętam brunatnego miśka nazywanego paltem, którego musiałam nosić do przedszkola. Był bardzo ciężki, ale ciepły. Obecnie doceniam lekkie, ciepłe kurtki, które kupuję dzieciom. Z modą nigdy nie zgrywałam się w

Bajkorada

Ciasto śliwka w czekoladzie

Ciasto dla wielbicieli słynnych śliwek w czekoladzie.W wersji z alkoholowym ponczem zdecydowanie dla dorosłych, ale można je nasączyć po prostu wodą z cukrem pudrem i cytryną, wtedy spokojnie mogą je zajadać dzieci. Składniki biszkoptu (blacha 23 cm x 33 cm):4 jajka1/2 szklanki cukru1/2 szklanki mąki pszennej2 łyżki kakao1/4 szklanki mąki ziemniaczanejMasa budyniowa:500 ml mleka2 budynie waniliowe lub śmietankowe z cukrem200 g masłaŚliwki w czekoladzie:400 g suszonych śliwek150 g czekolady ( u mnie 100 g mlecznej i 50 g gorzkiej)50 g masłaPoncz:1/2 szklanki przegotowanej wodymocny alkohol (ilość według uznania) - w wersji dla dzieci sok z cytryny1 łyżka cukru pudruBiałka ubić z cukrem na sztywno. Zmniejszyć obroty miksera i dodać żółtka. Wyłączyć mikser i przy pomocy łyżki wmieszać przesiane mąki i kakao. Ciasto przelać do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni i piec 25 minut. Po wyjęciu z piekarnika upuścić blaszkę (z ciastem) w dół - z odległości ok. 50 cm. Zapobiegnie to opadnięciu biszkoptu. Budynie ugotować z 500 ml mleka i ostudzić (budyń musi być dobrze schłodzony). Masło utrzeć i dodawać małymi porcjami budyń. Śliwki zalać wrzątkiem na 5 minut. Odcedzić i pokroić w paseczki. Upieczony i ostudzony biszkopt nasączyć ponczem (ja dałam 2 łyżki alkoholu i był lekko wyczuwalny, ale można dać więcej). Na biszkopt wyłożyć masę budyniową a następnie pokrojone śliwki. Całość polać polewą czekoladową (czekolady i masło rozpuścić stawiając miskę na garnku w wrzącą wodą). Przechowywać w lodówce. 

Pierogowa Mama

I obyś Matko, żadnego błędu nie popełniła.

Żyjemy w dobie świadomego rodzicielstwa. Cieszy mnie to. Naprawdę. Cieszy mnie dostęp do wiedzy o, której moja mama i Babcia mogły tylko pomarzyć. Cieszy mnie, że mamy już badania naukowe potwierdzające rolę więzi Dziecka z matką, że mamy te wszystkie artykuły i grupy, które często pomagają nam sobie odpuścić, wyluzować, spuścić z tonu. Lecz z drugiej strony mówią, że niewiedza to błogosławieństwo – i mam wrażenie, że w czasach świadomego macierzyństwa to 100% prawdy, bo wszystkie te badania i naukowe artykuły sprowadzają czasem tylko to Nasze rodzicielstwo do wielkiego zlepku błędów. Błędów, które oczywiście kosztują nasze Dzieci co najmniej ich zdrowie psychiczne. Mało tego, że my popełniamy błędy to popełniając je, uruchamiamy machinę, która sprawia, że Nasze dzieci też będą je popełniać. Będą niezdatnymi członkami społeczeństwa, niezdolnymi do miłości i akceptacji własnego potomstwa (bez kitu taki artykuł ostatnio czytałam). I to się nazywa presja nie? W tych artykułach nie ma miejsca na błędy, na wyciąganie wniosków z nich. Krzyknęłaś? Uderzyłaś? To koniec! Złamana psychika i jesteś dewiantem i na takiego samego dewianta wyrośnie Twoje dziecko. A na pocieszenie od znajomej Mamy, której przyszłaś wypłakać się w ramię, usłyszysz, że brak Ci myślenia perspektywicznego. Przecież to do przewidzenia było! Nie popieram ani krzyków ani bicia, ale popieram dawanie sobie prawa do błędów. Do tego, że czasem się trzeba rozsypać i pozbierać na nowo. Możesz chcieć się poddać, krzyczeć i płakać. Nie ma żadnego show must go on. To jest życie. I ja już to kiedyś pisałam – nie ma znaczenia Twój błąd, nie możesz zranić swojego dziecka kochając je, nawet kochając na jakiś swój własny autorski sposób, znaczenie ma to, że spróbujesz ten błąd naprawić. Tylko nie łapcie mnie za słówka, nie mówię tu o jakichś skrajnych przypadkach przemocy psychicznej i fizycznej i o przyuczaniu dziecka od małego, że na miłość sobie musi zasłużyć. Wiele z tej presji nakładamy na siebie same, stawiając sobie chore poprzeczki, wymagania i frustrując się gdy nie jesteśmy w stanie ich sięgnąć. Odpuszczamy swoim rozbrykanym dzieciom, krytykującym krewnym, niewspierającym partnerom, a sobie samym nie potrafimy. Czasem świat Matek to świat czarno-biały. Jesteś dobra albo zła. Jeżeli masz tego farta, że stosujesz metodę wychowawczą, która została gdzieś opisana i pozytywnie zaopiniowana, to masz szansę przetrwać, jeśli nie to Cię zjedzą. Zakrzyczą. Często są na tyle łaskawe, że akceptują Twoje zachowanie, choć one same by tak nie postąpiły, co podkreślają wielokrotnie, ale stop, przepraszam, czy ktoś tu gdzieś kogoś prosił o jakąkolwiek akceptację? Mam wrażenie, że nasze pokolenie zostało tak wychowane, byśmy naszym zachowaniem wiecznie zadowalali innych, ale nigdzie już nie było mowy o tym, by być zadowolonym z siebie. Tak naprawdę nie jest mi trudno z mikro człowiekiem, który czegoś ode mnie chce przez 12 godzin na dobę (noce przesypia na szczęście :D) trudno jest mi z presją. Z presją starszego pokolenia, presją otoczenia. Tym, że zmęczona słuchaniem czego oni wszyscy ode mnie chcą, nie jestem w stanie usłyszeć tego najważniejszego – co mówi moje Dziecko, co mówi moje serce. Bycie matką to jak życie na bardzo wysokim stołku. Bez przerwy ktoś patrzy. Ogólnie odnoszę wrażenie, że kobiety przechodzą ocenę otoczenia ze wszystkich możliwych perspektyw. Jako kobieta i osoba jestem oceniana przez pryzmat tego, że pokazuję ciało na Instagramie, jako partnerka i gospodyni przez pryzmat bałaganu w domu i niewyprasowanych kurteczek mojego Dziecka, jako przyszła żona przez pryzmat tego na jak wiele pozwalam przyszłemu małżonkowi i tego, że biedaczek nie ma na stole trzydaniowego obiadu po powrocie do pracy, a ja wolę sportowe szorty zamiast seksownej bielizny. I to nie jest tak, że oceniają mnie same osoby zainteresowane, czyli w tym przypadku moje Dziecko czy mój przyszły mąż. Nieee, oceniają mnie wszyscy inni. A najchętniej obce baby z internetu. O mamie, Teściowej i kobietach starszego pokolenia z Rodziny już nie wspominam, bo one ocenianie to mają w życie wpisane Boże, jak mnie to męczy. Z różnych przyczyn ostatnie 2 tygodnie spędzamy z Julkiem głównie w domu (wyjąwszy ostatni tydzień świąteczny) o matko jak mi dobrze. Jaki spokój. Nikt nie ma nic do powiedzenia na temat mój, ani mojego dziecka. Nie muszę słuchać na temat tego jak się zachowuje, albo jak się nie zachowuje. Czasem zadzwoni telefon i wtedy z przerażeniem patrzę na wyświetlacz, ale szczęśliwie to najczęściej telemarketer. We własnym domu jedyne co muszę dostosowywać to swój tyłek do fotela. I spędzam czas z jedyną osobą na tym świecie, która nie ma wobec mnie żadnych oczekiwań. Nie muszę spełniać żadnych jego kryteriów. Ostatnio myślałam, że chciałabym jak to mówią, pierdolnąć to wszystko i wyjechać w Bieszczady czy na inną bezludną wyspę, nie musiałabym jej sprzątać, dziecko mogłoby biegać nago w niewyprasowanej odzieży, pranie by się też ograniczyło, jedzenie prosto z natury więc odpada już problem eko i bio, a nie tego okropnego łososia hodowlanego z Lidla co ma tyle rtęci ile wszystkie wycofane przez Unię szklane termometry. Jakie to wszystko byłoby proste gdyby wszyscy po prostu zamknęli papę i się nie odzywali niepytani o zdanie. Gdybym miała dostać grosik za każdym razem gdy otrzymałam radę o którą nie prosiłam, albo opinię o którą nie prosiłam, od momentu gdy zostałam matką, to zaprawdę byłabym już milionerką. A to ledwie 19 miesięcy. Co jest takiego magicznego w byciu Rodzicem, że uruchamiamy całe to gadanie? Że zawsze jest ktoś komu się wydaje, że jest mądrzejszy i wie lepiej co dobre nie tylko dla Twojego Dziecka ale ba, dla Ciebie i całej Twojej rodziny. Gdy Julek był malutki natknęłam się kiedyś w sieci na bodziaka z napisem „Moja Mama nie potrzebuje Twoich rad” – wtedy się roześmiałam i pomyślałam, że przecież nie może być aż tak źle. Może P.S Jak się natkniecie na jakąś nie za drogą bezludną wyspę to dajcie cynk!

Zdrowy fit (fig) deser w kilka minut.

Po drugiej stronie brzucha

Zdrowy fit (fig) deser w kilka minut.

PAMIĘTNIK MAMY

Nie taka kolka straszna jak ją malują

Nie taka kolka straszna jak ją malują Płaczące i wierzgające nóżkami niemowlę, którego nie da się uspokoić to ciężki widok dla każdej matki. Bezradność, która towarzyszy w tych momentach z pewnością nie pomoże opanować sytuacji. Dlatego dziś postanowiłam przybliżyć Wam temat kolki jelitowej niemowląt, z którą w dzisiejszych czasach boryka się coraz więcej rodziców. Bardzo dużo mam zapytań o kolkę i dużo rodziców szuka pomocy w tym temacie. Jak zatem rozpoznać, że moje dziecko ma kolkę, jakie są jej przyczyny i jak pomóc niemowlęciu uśmierzyć ból?  Zanim jednak przejdziemy do konkretów, wyjaśnijmy czym właściwie jest kolka. Definicje określają ją jako dolegliwość, objawiającą się ostrym, napadowym płaczem, trudnym do ukojenia. Zazwyczaj te objawy łączy się z zaburzeniami dotyczącymi przewodu pokarmowego, za przyczynę płaczu uznając ból brzucha niemowlęcia, wywołany nagłym, bolesnym skurczem jelit. Dokładna etiologia tej dysfunkcji nie jest niestety znana. Istnieje jednak kilka teorii mówiących o czynnikach, które mogą ją powodować: niedojrzały układ pokarmowy – tak małe dzieci mają jeszcze nieuregulowaną pracę jelit; niedojrzały układ nerwowy – kolka może być wynikiem odreagowywania zbyt dużej ilości bodźców, z którymi nie radzi sobie niemowlę; połykanie powietrza podczas karmienia (przez co dochodzi do wytwarzania nadmiernej ilości pęcherzyków, powodujących wzdęcia i skurcze jelit); przejedzenie – niemowlę, które zje zbyt dużo pokarmu może nie radzić sobie z prawidłowym i sprawnym trawieniem; nietolerancja laktozy – nadwrażliwość na białko mleka krowiego, dostarczane wraz z pokarmem matki; nieodpowiednia dieta matki karmiącej piersią np. spożywanie produktów ciężkostrawnych i wzdymających; według psychologów kolkę może wywoływać także nadmierny stres i przemęczenie mamy. Dzieci płaczą, bo to ich jedyny sposób na zasygnalizowanie nam swoich potrzeb. Jak więc odróżnić płacz dziecka spowodowany głodem czy dyskomfortem związanym z mokrą pieluszką od płaczu wywołanego kolką niemowlęcą? Poniżej przedstawiam Wam charakterystyczne objawy kolki: płacz lub krzyk, który trudno jest ukoić, pojawiający się zazwyczaj o tych samych porach;   płacz trwający minimum 3 godziny w ciągu doby (jest to łączny czas płaczu, a nie ciągły płacz przez 3 godziny), powtarzający się minimum 3 razy w tygodniu;   niemowlę pręży się i podkurcza nóżki;   ataki kolki pojawiają się zazwyczaj w 2-3 tygodniu życia dziecka, a mijają po 16 tygodniu;   brzuszek dziecka jest wzdęty, niemowlę ma problemy z oddawaniem gazów i zrobieniem kupki;   dziecko mimo ataków płaczu dobrze się rozwija. Nikt nie lubi jednak jak jego dziecko cierpi, ale na kolkę nie ma cudownego leku, musi po prostu sama minąć. Są jednak sposoby na złagodzenie objawów tej nieprzyjemnej dolegliwości, którymi chętnie się z Wami podzielę. Naturalne metody walki z kolką: masaż brzuszka np. wykonywanie okrężnych ruchów zgodnie z ruchem wskazówek zegara czy podciąganie kolanek do brzucha dziecka;  kąpiel w ciepłej wodzie; ciepłe okłady na brzuszek np. położenie rozgrzanej żelazkiem pieluszki; jak najczęstsze kładzenie maluszka na brzuchu i masowanie mu pleców (uciśniemy w ten sposób brzuch co spowoduje wydalenie gazów); stosowanie lekkostrawnej diety, wyeliminowanie niektórych składników tj. cebula, czosnek, nabiał; picie herbatki z kopru włoskiego; prawidłowa technika karmienia dziecka – przy karmieniu piersią dbanie o to, by dziecko dobrze się przyssało i nie łykało powietrza podczas karmienia; przy karmieniu butelką dbanie o dobrej jakości smoczki tzw. antykolkowe; pamiętanie o tym, aby po karmieniu dziecku się odbiło; przytulanie, kołysanie (noszenie dziecka w takiej pozycji aby głowa była wyżej niż brzuch). Jeśli powyższe metody nie przyniosą żadnych rezultatów można zastosować farmakologiczne metody walki z kolką, do których zaliczamy: preparaty na bazie simetikonu lub dimetikonu – to związki zmniejszające napięcie powierzchniowe pęcherzyków gazu, ułatwiając ich pęknięcie, a co za tym idzie usprawniając wydalanie gazów. środki zawierające laktazę. Jeśli przyczyną kolki jest nietolerancja laktozy warto podać niemowlęciu enzym laktazę, który rozkłada laktozę, dzięki czemu jest ona lepiej przyswajalna. Stosując opisane przeze mnie metody z pewnością złagodzimy ból brzucha, poprawiając tym samym samopoczucie nie tylko naszego dziecka ale i nas samych. W końcu szczęśliwe dzieci to szczęśliwi rodzice ☺. A jakie Ty znasz skuteczne sposoby na kolkę?

Sylwester z dziećmi – 6 pomysłów do wypróbowania w tym roku

NASZE KLUSKI

Sylwester z dziećmi – 6 pomysłów do wypróbowania w tym roku

MATKA NIE IDEALNA

Podsumowanie poświąteczne.

Święta, Święta i po Świętach. Wiadomo jak jest. Trzy dni legalnego obżarstwa, plus dwa/pięć (niepotrzebne skreślić) kilogramy na liczniku i tydzień narzekania, że dupa nie zmieści się w sylwestrową kreację. Paradoks świąt? Wchodzisz do teściowej w pierwszej osobie a wychodzisz w trzeciej. Albo jeszcze gorzej, jak wchodzisz do babci, wtedy wychodzisz w liczbie mnogiej. Każda […] Artykuł Podsumowanie poświąteczne. pochodzi z serwisu matka-nie-idealna.pl.

Ciasteczka serowe

BABYLANDIA

Ciasteczka serowe

Nasza rodzinka to straszne łasuchy. A najbardziej na świecie uwielbiamy słodkości. Wiem, wiem... to nic dobrego. Zamiast postarać się zrzucić choć kilka kilogramów takie delicje mi w głowie. Ale czasem to naprawdę silniejsze ode mnie. Mam zdecydowanie zbyt słabą wolę... Muszę nad nią popracować. Ale zanim to nastąpi pochwalę się Wam kolejnym wypiekiem, który podbił serducha moich bliskich. ;)Dziś podam Wam przepis na niezwykle łatwe i wyjątkowo smaczne ciasteczka serowe :)Od razu Wam powiem, że w książce, z której ten przepis wzięłam wyglądają one zupełnie inaczej. Nie wiem w czym tkwi problem, bo robiłam te ciasteczka już dwa razy, za każdym razem ściśle trzymałam się przepisu, a i tak są zupełnie inne niż na zdjęciu. Może po prostu używam innego sera? Nie mam, pojęcia, ale przyznam Wam się szczerze, że wcale mi to nie przeszkadza. Bo moje są cuuuuudne :)Tak więc na początek składniki:- 250 g półtłustego sera,- 2 szklanki mąki- 1 kostka masła- sól- 1 jajko- cukier do posypania ciastekNajpierw ser wkładamy do miski i ugniatamy widelcem. Następnie wrzucamy do niego szczyptę soli, mąkę i masło. Z tych składników zagniatam cisto. Następnie rozwałkowuję dość cienkie placki na stolnicy i przy pomocy szklanki wykrawam okrągłe ciasteczka. Układam je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Na jedną blachę wchodzi mi dokładnie 20 ciasteczek. Rozkłóconym jajkiem smaruję ciastka z wierzchu. Następnie posypuję je cukrem i wstawiam do nagrzanego do 190 stopni piekarnika. Piekę około 10 minut. I gotowe!Ciasteczka w książce miały przypominać zwykłe ciastka maślane. Moje wyglądają i smakują zupełnie jak cisto francuskie. Są przepyszne. Uwielbiam je!Przepis pochodzi z książki "Kuchnia polska dla każdego"Wydawnictwo: OlesiejukWięcej na jej temat TUTAJSMACZNEGO!

Make One Wish

Święta bez lukru i grudzień w kadrach

Dla mnie święta zaczęły się już w piątek, bo chociaż miałam na ten dzień pracowite plany (związanych głównie z gotowaniem wigilijnych potraw), to mąż nie szedł już do pracy, a to zawsze wielki plus. Organizacyjnie poszło mi świetnie. A dzięki… Czytaj dalej →