W roli Mamy

Moje dziecko mnie nie potrzebuje

Przyzwyczaiłam się mieć swoje dziecko w zasięgu wzroku. Jeśli zostawiam je w szkole czy u znajomych, to niejako przekazuję pałeczkę komuś innemu. Tymczasem ostatnio ze zdumieniem zauważam, że moje dziecko mnie nie potrzebuje. Coraz chętniej oddala się ode mnie, chce być samodzielne i niezależne. Pamiętam pierwszy raz, kiedy straciłam Duśkę z oczu na dłużej. Miała […] Post Moje dziecko mnie nie potrzebuje pojawił się poraz pierwszy w W Roli Mamy.

O czym marzyłaś 5 lat temu? (4 rocznica bloga w tle :))

Makóweczki

O czym marzyłaś 5 lat temu? (4 rocznica bloga w tle :))

Chciałam Wam te zdjęcia dodać na Światowy Dzień Fotografii, jednak wrzucam je z tygodniowym opóźnieniem, jako, że World Photography Day był 19 sierpnia czyli równy tydzień temu. Dlaczego? Dziś jest ważniejsza data, rocznica. Równe 4 lata od założenia bloga! Był to niesamowity, bardzo rozwijający okres. Cztery lata blogowania uczą o reklamie, marketingu, e-commerce, więcej niż tyle samo trwające studia. Dają możliwość obcowania z kampaniami, strategiami marek ‚od kuchni’. Kreowanie wizerunku produktu czy marki staje się naszym udziałem. Codziennie odpisuję na dziesiątki maili podrzucając pomysły i rozwiązania na kampanie, akcje produktowe czy wizerunkowe marek. Żeby była jasność. To było moim marzeniem odkąd po raz pierwszy zapytano mnie kim chcę być w przyszłości. Chciałam robić kreatywne kampanie reklamowe dużych marek. Myślałam bardziej o karierze rodem z ‚Devil wears Prada’ czy ’13 going 30′ (który to obejrzałam z 10000x), jednak obecna wersja moich spełniających się marzeń pozwala mi być również.. rodzicem. Poczyniłam także niesamowity postęp jeśli chodzi o fotografię. Szczególnie widać to jeśli przyjrzycie się naszym pierwszym sesjom (I, II, III). Wszystko jako samouk, bo na pierwsze warsztaty pojechałam dopiero w tym roku, a już za kilka chwilę zdradzę Wam, że zaproszono mnie do jury rewelacyjnego konkursu fotograficznego. Zmieniłam sprzęt, którym fotografuję, zaczynam skupować obiektywy. Kocham zdjęcia! Uspokajają mnie, wyciszają. Pomagają odnaleźć spokój i rezerwę. Prowadzenie bloga jest bardzo aktywne, porywające, angażujące, czasami jednak.. stresujące. Pakuję wtedy dzieci w auto u uciekam nad jezioro, w góry czy do puszczy. Tam oddycham pełną piersią i mam także właśnie czas na złapanie kilku kadrów. Jak te poniżej.. kiedy to na dosłownie 5 minut. zajechałam do mojej koleżanki, która sprowadziła się z Teneryfy do serca Puszczy Białowieskiej. Wpadłyśmy się tylko umówić na wrzesień i załapałam kilka kadrów. Lubię je. Chciałabym sprzedać Wam kilka mądrości,po tych czterech latach. Patrzę wstecz i myślę jakich wyborów mogłam dokonać. Najlepszą opcją byłoby nicnierobienie. Mąż z dobrą wypłatą, 100-metrowe mieszkanie. Czego chceć od życia więcej? Ale ja uparcie dążyłam do posiadania czegoś własnego. Mogłam iść na ciepłą posadką. Wypić rano kawę, przeskrolować maile, lub sprzedać kilka koszul. Dostać 2,5 tysiąca i mieć święty spokój. Chyba.. bo mógł mi się trafić stresujący szef i wredne koleżnaki ;). Ale to zawsze jest opcja. Wybrałam drogę pod górkę startując jako jeden z pierwszych blogów w swojej tematyce. Pracowałam ciężej niż ktokolwiek z Was realnie  potrafi to zrozumieć. Wie to tylko moja rodzina, przyjaciele. Zdaję sobie sprawę, że Wam, tam po drugiej stronie często wydaje się, że praca blogera, to sweet focie i gratisiki. Wciąż dostaję komentarze, że ‚za buty czy żelazko się sprzedałaś’. Cóż… Już nawet nie chce mi się tłumaczyć. Jest to moja praca. Zarobkowa. Którą kocham całym sercem. Daje mi dużo satysfakcji, spełnienia i – bądźmy realistkami – pieniędzy. Ludzie często czepiają się najróżniejszych szczegółów bloga. Od wpisów sponsorowanych, przez wizerunek mój i dzieci, po pracę za gratisy i pierdyliard innych spraw. A ja Wam powiem, że za każdym razem mi smutno, bo żal mi tych ludzi. Zamiast zakasać rękawy i wziąć się za swoje życie od teraz, nie od kolejnego poniedziałku, czy nowego roku, i zacząć coś robić ze swoim życiem, wszyscy mają wiele rad jak ktoś powinien postępować. A to jego droga. Jego spełniajace się co chwilę marzenia. Marudy uważają, że wiele rzeczy jest nieosiągalnych, poza zasięgiem marzeń nawet. Nie warto się starać bo na koncie pusto, praca ciężka, na sport nie ma kiedy chodzić i kto w ogóle opłaci karnet? A ja Wam mówię, że można! Wszystko. Czy to z dzieckiem na ręce, czy o jednej nodze. Co roku niepełnosprawni olimpijczycy pokazują, że można wszystko. Niewidomi i niepełnosprawni wchodzą na szczyty gór i opływają atlantyk. Codziennie marzyciele wstają o 5 rano i biegają, piszą, lepią w glinie czy robią cokolwiek tam na co mają ochotę. Bo wierzą, że się uda. Bo droga do celu jest dla nich przyemnością. Ludzie sukcesu nie marnują czasu na hejt. Nigdy. Zapamiętajcie moje słowa i wróćcie do nich kiedy będziecie miały ochotę napisać komuś coś nieprzyjemnego. Od 4 lat nie napisałam żadnego negatywnego, obrażającego czy jakiegokolwiek innego komentarza anonimowo czy rekreacyjnie. Ludzie spełnieni nie mają czasu ani ochoty na mówienie komuś, że ma brzydkie buty, albo robi coś źle. Konstruktywne rady budują, jednak próżno szukać ich w internecie. Mądrych komentarzy negatywnych i wynikających z nich dyskusji na 4 lata miałam może z 5. Hejtu z 5 tysięcy. Ja nauczyłam się z nim żyć i zazwyczaj nawet nie cyztam po pierwszysch 3 słowach, banuję i nie analizuję treści, ale zawsze poświęcam chwilę na zastanowienie się na temat osoby, która jest tam po drugiej stronie. Co sprawiło, że poczuła, że musi się wypowiedzieć, obrazić mnie czy sprawić przykrość. Jak smutny człowiek siedzi tam po drugiej linii. Dlatego postanowiłam co jakiś czas pisać tego typu teksty. Jako wstrząs dla marud. Każdy może zmienić ścieżkę po której idzie. Odmienić swoją codzienność. Rozważyć przy winie wieczorem ‚czy to jaki jestm mnie satysfakcjonuje? czy moja praca daje mi radość, a codzienność- szczęście?’ Nie zapominając kim jesteś i o czym marzyłeś jeszcze 5 czy 10 lat temu. To jest w zasięgu Twojej ręki. Kołcz Marlena ;)

ostatni weekend

DWARAZYW

ostatni weekend

UWAGA!!! Palec się pali czyli wakacyjne piątki z eksperymentami

KREATYWNIE W DOMU

UWAGA!!! Palec się pali czyli wakacyjne piątki z eksperymentami

Do tego eksperymentu dojrzewałam pół roku. Zdecydowanie nie jest to eksperyment, który warto przeprowadzać z dziećmi a już nie polecam z dziećmi 3-6. Ja się nie odważyłam... jeszcze by mi dom spalili ;) Może kiedyś im pokażę. Dodatkowo aby przeprowadzić eksperyment męża musiałam wysłać w delegację... kazałby mi się puknąć w głowę jakby to zobaczył ;) Jak już męża nie było, dzieci spały mogłam zaszaleć ;)Czytaj więcej »

On Ona i Dzieciaki

Magiczny atrament

     To już ostatni wakacyjny piątek, a co za tym idzie ostatni piątek z eksperymentami, ale z pewnością nie jest to ostatni eksperyment jaki zrobimy i jakim podzielimy się z Wami na blogu.        Tym razem prezentujemy bardzo proste doświadczenie, które wywołało wielkie WOW u dziewczynek. No bo jak to? Do czystej wody dodajemy coś niebieskiego, a ona nadal jest przezroczysta, a później

Młoda Mama w Dolinie Hipsterów

Program Rodzina 500+ oczami matki jedynaka

Jakiś czas temu popełniłam wpis o tym, jak obliczyć dochód w programie Rodzina 500+ i myślałam, że więcej do tematu nie wrócę. Dzisiaj jednak na pewnej facebookowej grupie dla mam widziałam ogłoszenie kobiety z pewnej stacji telewizyjnej, która poszukiwała osób, którym ten program pomógł do tego stopnia, że mogły porzucić pracę i szczęśliwie wychowywać swoje dzieci. W związku z tym, że wniosek złożyłam blisko 4 miesiące temu i miałam starcie ze ścianą w urzędach, to coś we mnie pękło i postanowiłam odezwać się po raz wtóry. Bo ten program miał zachęcić mnie do posiadania większej ilości dzieci, a jedyne co zrobił, to zachęcił mnie do przypomnienia sobie któregoś ze znanych mi języków obcych i przeglądania Internetu w poszukiwaniu najlepszego miejsca do życia, gdzieś z dala od naszego kraju.  Na wstępie od razu powiem, że jestem realistką i wiem, że rząd nie dodrukuje pieniędzy na ten program, a wyciągnie je z naszej kieszeni i odda w postaci wielkiej, dobrodusznej darowizny, by następnie skontrolować nasze następne kroki – to, na co wydajemy własne pieniądze. Chore koło, co? Najbardziej chore w tym wszystkim jest to, że wielu ludzi kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy i cieszą się jak małe świnki przed pełnym korytem. Żal mi tylko tych dzieci, których matki za rok, dwa obudzą się bez pracy, bez pieniędzy i bez perspektyw. A propagandowe programy, o których wspomniałam wyżej, mocno mnie irytują. To już nie jest naginanie rzeczywistości pod swoje potrzeby. To zwykłe pranie mózgów, na które wielu ludzi się zgadza i mało kto się mu przeciwstawia. Oczywiście, założenia programu Rodzina 500+ są piękne i nie sposób nie uznać go za wielki, dobry gest w stronę społeczeństwa. Możemy udawać, że Polska jest państwem prorodzinnym i cieszyć się chwilą ułudy, którą sprezentowała nam rządząca partia jako kiełbaskę wyborczą. A możemy też powiedzieć, jak zepsuta to była i jest kiełbaska. Matka jedynaka i program Rodzina 500+ Moje dziecko nie miało szans na państwowy żłobek, bo moja umowa o pracę zakończyła się w momencie porodu. W rozumowaniu dyrekcji mogę więc się nim zająć osobiście. Zdawałam sobie z tego oczywiście sprawę, decydując się na dziecko, niemniej jednak wiem, że nie wszyscy są w tak dobrej sytuacji. Wolę nie wyobrażać sobie, co musiałabym teraz zrobić, gdyby Mężowaty odwrócił się ode mnie, jak miliony innych mężczyzn na świecie. Harować po 12 godzin dziennie i jeszcze dorabiać po nocach z domu, żeby opłacić żłobek i mieszkanie? Dlatego już w tym miejscu szufladkuję program Rodzina 500+ jako głupi: dużo lepiej spożytkowane byłyby te miliardy, gdyby wybudować za nie państwowe żłobki i przedszkola. Im więcej, tym lepiej. Złożyłam wniosek w tym programie z dwóch względów. O pierwszym pisałam we wcześniej wspomnianym poście: uważam, że nasze pieniądze należy odbierać. Drugi natomiast jest taki, że właśnie skończył mi się zasiłek rodzicielski i jestem o krok od założenia własnej firmy. Kto był w takim momencie swojego życia, ten wie, że jest na tyle niepewny, że każdy grosz jest na wagę sztabki złota. 500 złotych to nie jest dużo i każda matka zdaje sobie z tego sprawę. Ale kiedy chodzi o nasze dzieci, jesteśmy gotowe walczyć o każdy grosik, byle zapewnić im wszystko, co najlepsze. Albo, po prostu, cokolwiek. Program ruszył 1. kwietnia, zatrudniono masę dodatkowych urzędników, żeby działał sprawnie. Oczywiście rozumiem, że – jak każdej nowości – pracownicy musieli się go nauczyć, dlatego poczekałam, aż największy szał minie i złożyłam wniosek 10. maja, uzupełniając go o kopie wszystkich (!) umów od 2014 roku, zaświadczenie z US, a także odręcznie napisane oświadczenie o wszystkich moich dochodach na przestrzeni ostatnich 2 lat. Na decyzję czekam do dziś (podobno od poniedziałku idzie do mnie listem poleconym). Po drodze stoczyłam jeszcze słowną potyczkę z urzędniczką, która ze szczerym zdziwieniem przyjęła moje słowa, że istnieją istotne różnice pomiędzy umową o dzieło a umową – zlecenie i poprosiła o wytłumaczenie. Musiałam jeszcze raz uzupełniać wniosek i pisać oświadczenia (po upływie 3 miesięcy od daty złożenia wniosku), co generalnie, wziąwszy pod uwagę fakt, że przecież pobieram rodzinne, jest bez sensu. Nie piszę tego, by się żalić, bo jestem na tyle zaradna, że dzisiaj mam z czego wyżywić dziecko. Dorabiam sobie pisaniem, a mój mąż walczy o kolejne zlecenia w niepewnym przecież zawodzie aktora. Gdybym jednak pracowała fizycznie i nie miała możliwości powrotu do swojego ostatniego miejsca pracy, a w takiej sytuacji jest przynajmniej kilkoro moich dzieciatych znajomych, poczułabym się w tym miejscu mocno niepewnie, myśląc o mojej przyszłości. Poczułabym się mocno oszukana przez państwo, które rzekomo chce mi pomóc. Poczułabym się przede wszystkim bezradna, bo zaufałam temu państwu na tyle, że założyłam, że ten miesiąc to ono pomoże mi przetrwać, zanim nauczę się stawiać kroki w nowej rzeczywistości – tej bez pensji, bez macierzyńskiego, z malutkim dzieckiem u boku. Kolejne dzieci? Raczej nie Niektóre matki cieszą się, że zaszły w drugą ciążę, bo państwo pomoże im w utrzymaniu się. Zadaję sobie pytanie: jak długo? Czy byłabym na tyle odważna, by decydować się na drugie dziecko z myślą, że od państwa otrzymam na nie wsparcie w wysokości 500 złotych? Henio jest zdrowy – jedyną kwestią generującą koszty jest jego alergia na białko mleka krowiego. Napoje owsiane, kokosowe czy ryżowe są znacznie droższe – oczywiście można je robić w domu i koszta maleją (na szczęście!). To nie koniec wyliczanki, bowiem do tego dochodzi specjalne mleko modyfikowane, które do tanich nie należy. Wizyty u alergologów, by jednak wciąż mieć dofinansowanie ze strony NFZ, też kosztują sporo, a z kolei oczekiwanie na wizytę na NFZ to istne szaleństwo: wyznaczono nam wstępny termin na maj przyszłego roku. Henio kategorycznie nie chciał pić mojego mleka, więc dość szybko przeszliśmy na mieszankę i od razu musiała to być mieszanka specjalna, więc 500 złotych ledwie wystarczałoby, by pokryć te koszta. Co mają powiedzieć kobiety, których dzieci są naprawdę chore? Pewnie, że gdybym jednak była w ciąży, każde wsparcie byłoby dla mnie ważne. Oczywiście, że gdybym teraz urodziła dziecko, skorzystałabym z tego programu. Jestem matką i chcę dla dziecka jak najlepiej. Nie jestem jednak nauczona prosić, błagać i żebrać o litość, za to nauczono mnie ciężkiej pracy. Poniżające jest dla mnie chodzenie co rusz do tego mopsu i kajanie się przed niedouczoną urzędniczką, by jak najszybciej wydała decyzję w mojej sprawie. Oczywiście, dla dziecka chowam swoją dumę i idę. Bo wbrew wszystkim uwagom ludzi, których program ten nie obejmuje – że niby my, rodzice, dorabiamy się na tych pieniądzach – 500 złotych to kropla w morzu potrzeb i nie ma siły, by nie wydać jej na potrzebne dla dziecka rzeczy. Program Rodzina 500+ to piękna pomyłka Tłumaczę się ze swoich dochodów, a niedługo będę musiała tłumaczyć się także ze swoich zakupów. Dodatkowo, chcą naznaczyć nas bonami, jakbyśmy byli niespełna i nie wiedzieli, które przedmioty są dla dzieci i jak mamy prawidłowo rozporządzać własnymi pieniędzmi. Nie stać mnie dzięki temu na żłobek ani opiekunkę, żebym mogła dalej rozwijać się zawodowo. W zasadzie, prawie nic mi to nie ułatwia, a jeszcze zatruwa życie, bo w każdej chwili muszę być gotowa udowadniać, że nie włożyłam tego szmalu w manicure i kosmetyczkę, odejmując dziecku od ust obiad na cały tydzień. To upokarzające. Młode matki mają tyle problemów, które można by zwalczyć za te ciężkie pieniądze. Nie mówię już o wyposażeniu i remoncie sal porodowych, bo te także wołają o pomstę, ale… chociażby dodatkowa edukacja położnych w zakresie doradztwa laktacyjnego. Niech te młode babeczki wiedzą, z czym się je całe to karmienie piersią i jak się w ogóle do tego zabrać, żeby się nie poddać. Idźmy dalej. W kobietach po porodzie szaleją hormony, które często doprowadzają je na skraj depresji. Nieobowiązkowa wizyta środowiskowej to za mało – niech kobiety, przynajmniej w okresie połogu, będą objęte bezpłatną pomocą psychologiczną. DALEJ… Niech w miastach będą żłobki państwowe, dzięki którym młode dziewczyny mogłyby spokojnie wrócić do szkoły czy na studia, a dorosłe rozwijać się zawodowo. Niech ruszą szkolenia dla młodych mam, które nie mają pojęcia, co ze sobą zrobić, kiedy znajdą się w punkcie, w którym jestem teraz ja. W miastach brakuje placów zabaw, placówki oświatowe są niedoposażone… Nie mam zwyczaju narzekać. Ale kocham swój kraj i chciałabym w nim żyć. Pod postem kobiety, o której wspominam we wstępie, wiele mam zaczęło się śmiać, że zamiast nieść plotę, że za 500 złotych da się wychować dziecko, niech poruszą temat tysięcy kobiet, dla których nie ma powrotu do pracy – choćby chciały, nie mają możliwości oddania dziecka do żłobka, za który musiałyby płacić więcej niż zarobią. Bo ten sam rząd podniósł płacę minimalną, jednocześnie pozbawiając nas choćby nadziei wyższych zarobków – koszta zatrudnienia bowiem przerastają pracodawców. Wiele kobiet chciałoby od życia czegoś więcej – chciałyby kształcić się, pracować i w rezultacie oddawać pieniądze na państwo, legalnie i uczciwie opłacając podatki. Za 500 złotych rzucą pracę, tak jak dziennikarze się spodziewają, tylko z zupełnie innego powodu. Z biedy i bezradności. *** Spodobał Ci się ten post? – Będzie mi bardzo miło, jeśli zagłosujesz na mnie w konkursie – KLIK – Polub go lub udostępnij na Facebooku – Możesz też polubić mój fanpage lub zaobserwować mnie na Instagramie – Zostaw po sobie komentarz lub napisz do mnie @ – chętnie poznam Twoje zdanie! Artykuł Program Rodzina 500+ oczami matki jedynaka pochodzi z serwisu Młoda Mama w Dolinie Hipsterów.

przyjazny pedagog

Niezwykły czas dwulatka :)

Dzieci w wielu dwóch lat zazwyczaj przechodzą tzw "bunt dwulatka" - jest to bardzo burzliwy okres zarówno w życiu dziecka, jak i rodzica. Jednak, nie można nazwać go straszliwym czy potwornym, moim zdaniem jest to ciężki, ale niezwykły czas w życiu każdej rodziny. ( przejawia się w wielu mniej więcej od 18 do 26 miesiąca życia - lecz należy pamiętać, że każde dziecko rozwija się w sposób

Astronomicznie fantastyczna

MALUSZKOWE INSPIRACJE

Astronomicznie fantastyczna "Misja Kosmos"

Pamiętacie jedno z moich tegorocznych książkowych odkryć "O rety! Przyroda"?Ta genialna książka autorstwa Tomasza Samojlika to zdecydowanie jesna z naszych ulubionych pozycji wydawniczych.Niedawno ukazała się jego kolejna książka, tym razem poświęcona kosmosowi.Jeśli tak, jak my złapaliście "samojlikowego" bakcyla, to z pewnością wam się spodoba :)Czytaj więcej »

Romantyczne wieczory we dwoje (troje ;) )

KAMPERKI

Romantyczne wieczory we dwoje (troje ;) )

„Takie wakacje, to nie wakacje”, „nic nie odpoczniecie”, ” a nie lepiej zostawić ją z dziadkami”. Standard. Utarło się, że wakacji z dzieckiem rajem nazwać nie można, że się zamęczymy, że nie będziemy leżeć plackiem, że będziemy zabiegani i zmęczeni. Może i tak.. Nie potrafię sobie wyobrazić, że zobaczyłabym czy doświadczyła czegoś sama, nie mając u boku męża czy córki. Nie mówię o przyziemnych sprawach, jak zjedzenie w tajemnicy wafelka ;), ale o przeżyciu i wspomnieniach, które zostają na lata. Zawsze, kiedy zdarzy mi się coś ekscytującego to chcę, żeby oni przeżywali to ze mną, chcę żeby byli obok i żebym mogła dzielić z nimi radość. Wakacje podpadają właśnie pod taką kategorię – wspólne przeżycia. Zmęczyliśmy się, to prawda. Zamiast jednej walizki mieliśmy trzy, zamiast jednego ręcznika, tachaliśmy trzy, do tego kilka piłek, wiadro zabawek, materace i łopatki. Nie leżeliśmy plackiem, nawet mogę powiedzieć, że ciągle biegaliśmy – Liwia za Wojtkiem, bo to ich ulubiona zabawa, a ja za nimi, żeby mi w porcie nie powpadali do wody :) Byliśmy zmęczeni noszeniem ciężaru, bo małe nogi nie dawały rady pływać, zwiedzać i jeszcze dreptać w tą i z powrotem pod górkę, na której był nasz pokój. Ale byliśmy szczęśliwi, widząc swoją radość w oczach. I nawet powiem Wam, że udało nam się spędzić romantyczne wieczory na plaży, pośród szumu fal, przy zachodzącym słońcu i wśród okrzyków mamuś muszelka, tatuś tu jest krab, ale super, patrz mamusiu jaki kamyk! To właśnie takie momenty pokazują mi, że warto być razem i kolekcjonować wspomnienia. Dla chcącego, nic trudnego i nawet z dzieckiem można przeżyć spokojne chwile. Trzeba tylko znaleźć złoty środek, czasem są to lody dwa razy dziennie, a czasem po prostu torba zabawek i tona kamieni.       Wakacje z dzieckiem, to najlepszy czas na wzmocnienie więzi i odcięcie się od monotonii i rzeczywistości. Za niedługo powie nam, że chce jechać z koleżanką, a może i chłopakiem, ale do tego czasu, o ile będę mogła, będę czerpała tą radość i iskry z jej wielkich, niebieskich oczu… Liwia: koszulka, spodenki – Smyk | Sandałki – Zara | Okulary – Babiators (kupisz tutaj) | Strój – Little Gold King Zabawki: wiaderko silikonowe – Funkit World Scrunch Bucket – kupisz tutaj | kwiatuszki – Quut Lili kwiatek – kupisz tutaj –  plecam Wam gorąco, bo zabawka ma więcej funkcji, niż może się wydawać:) a teraz służy nam w kąpieli i przypomina wakacje :) Artykuł Romantyczne wieczory we dwoje (troje ;) ) pochodzi z serwisu Kamperki.

Czas

KANTOREK KATJUSZKI

Czas

NEBULE

Nowości z bibililoteczki

Nieuchronnie zbliżają się długie wieczory w domu z dobrą książką. Mam dla Was sporo bardzo ciekawych nowości dla dzieci w różnym wieku. Zacznę od najmłodszych „Moja pierwsza encyklopedia obrazkowa” Jak Kallwejt wyd. Nasza Księgarnia Duża, kartonowa książka obrazkowa dla najmłodszych. Urzekły mnie przede wszystkim ilustracje, które idealnie trafiają w mój gust. Są proste, tak żeby… Artykuł Nowości z bibililoteczki pochodzi z serwisu Blog dla świadomych rodziców - Nebule.pl.

Piwnooka

Skąd wiadomo, że to TEN jedyny na całe życie?

Powiem Wam od razu: Nie wiadomo. Między pewnością, że chcemy z kimś spędzić resztę życia a tym, co może się w przyszłości wydarzyć, jest jednak duuuuża ...

PAMIĘTNIK MAMY

Jak radzić sobie z wypaleniem rodzicielskim?

Rezygnacja z rozwoju zawodowego na rzecz wychowania dziecka to ogromne poświęcenie, między innymi własnych marzeń oraz czasu. O ile zatrudnienie w firmie wymaga od kobiety realizowania zadań w ciągu ustalonego czasu jej pracy, macierzyństwo domaga się dyspozycyjności przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, każdego dnia w roku, aż do osiągnięcia niezależności przez dziecko, co nie zawsze jest jednoznaczne z pełnoletnością. Wychowywanie pociechy to praca bardzo wymagająca i wyczerpująca. Tak jak podczas wykonywania każdej innej, tak i tu matce grozi „wypalenie zawodowe”. Czym jest wypalenie rodzicielskie i jak sobie z nim radzić? Często zdarza się nam słyszeć o tak zwanym wypaleniu zawodowym. Dotyka ono głównie osoby, które między innymi przez brak asertywności, nadmierny perfekcjonizm i zaangażowanie w firmę, długotrwałe obciążenie nadmiarem obowiązków, stres czy brak perspektyw na rozwój i awans, tracą radość z wykonywanej pracy. Objawy mają charakter psychofizyczny, zwykle prowadząc do chronicznego zmęczenia, kłopotów ze snem, schematycznego działania i wycofania z życia społecznego, aż do braku satysfakcji z wykonanej pracy. Przyczyny wypalenia rodzicielskiego Macierzyństwo to praca przez całą dobę. Kiedy dziecko jest małe, czeka Cię ciągłe karmienie i przewijanie, rutynowe badania. Jednak obowiązki nie maleją razem z rozwojem malucha. Te, z których wyrasta, zastępowane są kolejnymi. Niezależnie od jego wieku, masz stale ręce pełne roboty i zwykle znikomą pomoc innych osób. Starasz się być perfekcyjna w każdym zadaniu, nie oszczędzając się przy tym. Każde odstępstwo od Twojego planu traktujesz jak ogromne niepowodzenie, katując się myślami o byciu złą matką. Zamiast stawiać swoje szczęście na równi ze szczęściem dziecka, nadałaś priorytet temu drugiemu, zaniedbując nawet swoje zdrowie. Czy widzisz tu siebie? Wypalenie rodzicielskie — jak rozpoznać Pamiętasz, że kiedyś bardzo lubiłaś spędzać czas ze swoją pociechą, bawić się z nią, planować wycieczki. Minęło jednak kilka miesięcy lub lat, a Twój entuzjazm na myśl o wspólnych zabawach nie jest już tak duży, jak wtedy. Konieczność ta przyprawia Cię o zawroty i ból głowy, szybko tracisz cierpliwość i wolisz robić cokolwiek innego, co pozwoli Ci, choć na chwilę uciec przed tym „przykrym” obowiązkiem. Dodatkowo znowu zapomniałaś przygotować kolację, wyprowadzić psa i zrobić zakupy. Nie masz też pojęcia, gdzie zostawiłaś swój portfel. Ciągle wściekasz się na wszystko i wszystkich dookoła, przy czym wszczynasz konflikty z najdrobniejszych powodów z najbliższymi Ci osobami To mogą być między innymi oznaki tego, że wypalasz się jako rodzic. Jak sobie radzić z wypaleniem rodzicielskim? Przede wszystkim musisz zrozumieć, że bycie po prostu dobrą matką, jest wystarczające dla prawidłowego rozwoju oraz szczęścia malucha. Nie musisz być perfekcyjną panią domu, panią Doubtfire i robotem w jednym, by czuć się spełnioną. Nie oczekuj od siebie rzeczy niemożliwych i zawsze pamiętaj, że jesteś tylko człowiekiem, który popełnia błędy tak jak inni. Jeśli potrafisz mieć wyrozumiałość dla osób w Twoim otoczeniu, które mimo starań nie zawsze realizują powierzone im zadania, dlaczego nie miałabyś odrobiny wspomnianej wyrozumiałości zachować również dla siebie? Znajdź czas, który pozwoli Ci na małe przyjemności, chwilę odosobnienia oraz odpoczynku. Nie jesteś tylko rodzicem, ale po prostu człowiekiem, który ma swoje granice fizyczne i psychiczne. Będzie to o wiele łatwiejsze, jeśli zaangażujesz w swoje codzienne działania rodzinę oraz partnera. Ich wsparcie może okazać się zbawieniem dla Twoich nerwów oraz ciała zmęczonego ciągłą pracą. Nie zapominaj też o swoim zdrowiu. Badaj się regularnie i odwiedzaj lekarza, jeśli czujesz się gorzej niż zwykle. Chora i nieszczęśliwa mama na pewno nie będzie w stanie prawidłowo zadbać o swoje dziecko, a dodatkowo stan ten wpływać może również na dziecko, a tego chyba właśnie nie chcesz. Masz czasem takie dni, że najchętniej wzięłabyś sobie urlop od bycia rodzicem?

LEFTI

Jedyną szansą by nie krzywdzić własnych dzieci, jest powrót do swojego dzieciństwa

W kilku poprzednich wpisach mówiłam o tym jak ważne jest, rozliczenie swojego dzieciństwa i tego jak traktowani byliśmy przez swoich rodziców. Dzisiaj na konkretnym przykładzie pokażę Wam jak działa mechanizm przenoszenia na swoje dorosłe życie i na swoje dzieci, krzywdy, której doświadczyliśmy.   Poznajcie Elwirę, 40-sto letnią kobietę, matkę dwojga . . .Czytaj więcej

Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały

Audiobook „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Top20. Teksty z lat 2014-2016”

Wiem, że jesteście zajęci i wielu z Was nie ma czasu czytać moich teksów przy komputerze. Wychodzę więc tej Waszej potrzebie naprzeciw. Odważyłam się i czytam dla Was moje teksty. Wybrałam 20 na początek. Spieszcie do sklepu. Oto spis treści: 1. Akceptacji worek na dobry wtorek 2. Chwalenie owocuje 3. Czwartek bez rywalizacji 4. Daj dziecku to, czego Ci brakuje 5. Dzieci chcą być słyszane 6. Jak mówić, żeby dzieci współpracowały 7. Jak przyspieszyć poranne wyjście z domu z dzieckiem? 8. Kto bije dzieci i dlaczego? 9. Nakazy i zakazy nie działają 10. Nie chcę być „dozorcą”, a Ty? 11. Nie chcę iść do przedszkola 12. Nie lubię tego! To jest głupie! 13. Plon się zbiera długo po zasianiu 14. Potrzeba bezpieczeństwa w 10 krokach 15. Prawo do intymności 16. Samodzielność dziecka zaczyna się w umyśle rodzica 17. Stwarzaj swoich bliskich 18. Wasze dzieci to pierdoły? Sami mieliście na nie pomysł 19. Więcej swobód, mniej karania 20. Wsparcie w złości. Audiobook w wersji MP3. Czas: 67 minut. Wysyłany mailem. Wielkość: 80 MB. Artykuł Audiobook „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Top20. Teksty z lat 2014-2016” pochodzi z serwisu Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały.

Z dwulatkiem w Tatrach

Wcześniak i co dalej

Z dwulatkiem w Tatrach

Za nami wakacje. Może krótkie, ale ja odpoczęłam, maż się zmęczył a dziecko choć szczęśliwe też już miało trochę dosyć. Wyjechaliśmy w poniedziałek, a wróciliśmy w piątek. Dla nas w sam raz. Ponieważ mieliśmy możliwość pobytu w uroczym domku w Tatrach za free wybór był prosty: kierunek Zakopane. A dokładniej okolice Zakopanego. Zapakowaliśmy naszą Pandę po dach i ruszyliśmy. W nocy dołączyli do nas przyjaciele ze swoją 6-miesięczną córeczką. Czytaj więcej »

KURA KU RAdości

Ustronie

Pozdrawiam Kura PS Rysunek taki żółty od słońca

Attachment parenting czy Attachment Living?

Sprytnie blog

Attachment parenting czy Attachment Living?

Dużo mówi się o wpływie Rodzicielstwa Bliskości na dzieci. Prawie w ogóle nie mówi się o jego wpływie na... rodziców. Czy to, jak wychowujemy dzieci, ma wpływ na nas samych, na nasze otoczenie i na to w jaki sposób traktujemy innych? Czego możemy dowiedzieć się o ludziach patrząc w oczy naszych dzieci?Czytaj więcej »

Kurtki Softshell Lidl - hot or not?

KREATYWNYM OKIEM

Kurtki Softshell Lidl - hot or not?

KOSMETOMAMA

Przepis na blondynkę. Czyli pyszne ciasto, którego musisz spróbować!

Lekko chrupiąca wierzchnia warstwa i miękki środek to wszystko sprawia, że to ciasto czyli „blondi” stało się jednym z moich ulubionych. Nie jest suche, ale też nie należy do ciast mokrych. Ciężko określi jego konsystencje, a więc najlepiej będzie jak sami zrobicie i ocenicie. Wykonanie jest naprawdę proste więc myślę, że każdy napewno da sobie rade. Kobieto zrób je na rodzinny obiad, mężczyzno upiecz je ... Post Przepis na blondynkę. Czyli pyszne ciasto, którego musisz spróbować! pojawił się poraz pierwszy w kosmetomama.

Oczekując

Musli z owocami, miodem, orzechami… Pyszne na śniadanie, kolację i deser! Nasz strzeżony przepis ;)

Lubicie musli? Ja też kiedyś nie lubiłam, ale ostatnio odkryłam jego dobroczynne działanie.   Staramy się zdrowo odżywiać i już od kilku miesięcy wprowadziliśmy w domu zasadę pięciu posiłków. Codziennie jemy śniadanie, drugie śniadanie, obiad, deser/podwieczorek oraz kolację. Ważne jest, by między posiłkami przerwa wynosiła 2-3 godziny i by nie przejadać się, ale jeść tyle, ile jest nam potrzebne. Jedną z moich ulubionych form śniadania jest musli z owocami i jogurtem. Musli najlepiej jest zrobić samemu w domu ze składników, które lubimy. W skład musli wchodzą: płatki (owsiane, zbożowe, kukurydziane), nasiona, orzechy oraz owoce – mogą być suszone lub surowe. oczekujac.pl

W roli Mamy

Jak zostać kotem – czy iść z dzieckiem do kina?

Zanim trafiłam do kina, przeczytałam w sieci kilka opinii na temat filmu – zdecydowana większość widzów nie zostawiła na nim suchej nitki. Ale czego nie robi się dla dziecka, które bardzo chciało zobaczyć „Jak zostać kotem”. Z jednej strony cieszyłam się na wspólny wypad do kina, z drugiej – nie ukrywam – byłam negatywnie nastawiona […] Post Jak zostać kotem – czy iść z dzieckiem do kina? pojawił się poraz pierwszy w W Roli Mamy.

lody amaretti

Smakołyki Alergika

lody amaretti

O tym jak odnowiłam stare plecaki. W 15 minut! Bez szycia!

MAMA W DOMU

O tym jak odnowiłam stare plecaki. W 15 minut! Bez szycia!

„Mamo, nie chcemy już tych plecaków. Są beznadziejne!” Spojrzałam z niepewnością na to, co moi chłopcy właśnie usiłowali wyrzucić. Jednolity czarny plecak, kupiony za grosze na wyprzedaży, idealnie nadawał się na krótkie wakacyjne wycieczki. Z drugiego spoglądał na mnie uśmiechnięty Kubuś Puchatek, kiedyś gwiazda numer jeden, teraz sprany symbol dzieciństwa. „A jaki wzór byście chcieli?” […]

Jak umilić sobie podróż, czyli podróżnicze gadżety Trunki

MALUSZKOWE INSPIRACJE

Jak umilić sobie podróż, czyli podróżnicze gadżety Trunki

PANNA OCEANNA

Lek na całe zło.

Czas niepokoju nastał. Czas stresu i zmartwień. Ta ciąża zupełnie inna jest, bardziej problematyczna, mniej radosna, przepełniona większą ilością łez. Ciężko mi i choć wsparcie mam ogromne w mężu i rodzinie, łzy same wieczorami płyną po policzkach. Wierzę jednak, że wszystko się ułoży, a los przyniesie nam szczęśliwe zakończenie.  Nerwowa jestem niesamowicie, stresuje się bardzo

BAKUSIOWO

Wielkie zmiany w życiu Pączka! (i naszym też)

Idą zmiany, wieeeelkie zmiany! Postanowiliśmy rozpocząć je od wizyty u fryzjera. Ja wielkie wydarzenia pieczętuję zawsze świeżym manicurem… i chociaż jestem dosyć nowoczesną osobą, to jednak Matiego oszczędzę ;) Manicure zrobiłam sobie sama a Bąbla zabrałam do fryzjera po nową fryzurę :) Jak Ci się podoba? Duży chłopak już prawda? No ok. Ale co to za zmiany? Powtórka…

Bezpieczny pistolet dla 6 latka.

DZWONECZKOWY RAJ MAMY

Bezpieczny pistolet dla 6 latka.

Tytuł zaszokuje wielu. A zupełnie nie o to chodzi. Chłopiec jak to chłopiec, bardzo chce podobnie jak koledzy mieć pistolet im bardziej wymyślny tym lepiej. Przypadł mi do gustu ten z kilku powodów, po pierwsze nie jest na baterie, nie wiem jak inni rodzice, ale baterii w domu mam już po kokardy. Lubię zabawki które przy okazji czegoś uczą, bo i o takiej będzie.Czytaj dalej>>>>Czytaj dalej

Inspiracja Mamy by Agata

Opowieść o miłości mamy i córki #najlepszesesje

Naturalna, ciepła, delikatna - taka jest miłość matki do dziecka. Jej esencję możecie zobaczyć w sesji autorstwa Beaty Jeżak. Zdjęcia Beaty są absolutnie niebanalne, delikatne i piękne. Nie ma w nich typowej dla fotografii rodzinnej stylizacji i cukierkowości. Nie ma też sielskości i zaaranżowanego tła. Jest tylko naturalność i miłość. Mam nadzieję, że sesja Beaty przypadnie Wam do gustu

On Ona i Dzieciaki

Pszczółka Maja - Wielka księga łamigłówek

     Jest gdzieś, lecz nie wiadomo, gdzie świat, w którym baśń ta dzieje się. Maleńka pszczółka mieszka w nim, co wieść chce wśród owadów prym."      Był okres w życiu moich dziewczynek, że Pszczółka Maja była jedną z ich ulubionych postaci bajkowych. Codziennie chodziły do babci aby oglądnąć filmik o jej przygodach, podstawiały mi do czytania książkę o tej małej pszczółce, kolorowały