W roli Mamy

Gra „Domek”, czyli dlaczego nie miałam ochoty w nią grać

Gra „Domek”… Gdyby to ode mnie zależało, nigdy nie nazywałaby się tak… infantylnie? Dziecinnie? Myląco? Mnie osobiście nazwa skojarzyła się z domkiem dla lalek, a od samej gry cudów nie oczekiwałam. Jakże się myliłam! W epoce gier komputerowych gry planszowe wydają się trochę archaiczne. Mimo to, o ironio losu, znalazły swoją niszę na rynku gier […] Post Gra „Domek”, czyli dlaczego nie miałam ochoty w nią grać pojawił się poraz pierwszy w W Roli Mamy.

HELOWA MAMA

Nieporadnik małżński, epizod kolejny: jak NIE czytać cudzych wiadomości.

-nie będziesz zadowolona.-przeważnie nie jestem, jaka to różnica?-noooo, chodzi o niedzielę...-niech zgadnę...mecz!-yhm.-no nie jestem zadowolona, zważywszy na fakt, że to kolejna niedziela.-ale jest jeszcze coś.-dajesz.-trening w sobotę. Bardzo ważny. Omawiamy taktykę.Bardzo chciałbym na nim być. Powinienem.- w tym momencie moja lewa brew szybuje w górę naruszając symetrię twarzy i zatrzymując się mniej więcej w połowie czoła. Rak w odwecie wywraca oczami. To normalna taktyka w małżeńskich potyczkach. Mina o roboczej nazwie "krzywa gęba" oznacza kilka minut niemiłosiernego mędzenia, po którym to nastąpi łaskawa zgoda. Wywracanie oczami to z kolej naturalna reakcja na nadchodzące mędzenie. Rak rozumie, że muszę pomędzić, żeby móc pogodzić się z kolejnym samotnym weekendem. No wiec zgodnie z utartym zwyczajem biorę głęboki wdech i zaczynam:-no pewnie! Dlaczego nie zamieszkasz z kolegami, łatwiej ci będzie, nie będziesz musiał tracić czasu na dojazdy! Ja rozumiem, chcesz się poruszać, jestem za, ale każdy weekend? Mamy połowę wakacji, a jeszcze nie urządziliśmy dziecku wycieczki z prawdziwego zdarzenia...Rak świeci białkami oczu, ale inteligentnie milczy. Wie, że ewentualne wtręty w rodzaju: nie przesadzaj, daj spokój itd. byłyby strzałem w kolano. Po kilku minutach zdaje się, że sytuacja jest opanowana, ale nie! On ma kolejne rewelacje!-no i... nie ma sensu żebym w sobotę nocował w domu.-uffffff....puffff!-no bo sama zobacz, w piątek wieczorem jedziemy do Wiśni. Żeby dojechać do Słupska potrzebuję ponad dwóch godzin. Trening na piętnastą do samego wieczora. Potem musiałbym pchać się na noc do Koszalina, żeby z samego rana wracać do Słupska na autokar do Bydgoszczy!-a gdzie ty zamierzasz spać? Twoi kumple z drużyny mają średnio po dziesięć lat mniej i mieszkają z mamusiami. Może u czirliderek w internacie?-no nie przesa....-wrrrrrrrrrrr....-u kumpla, tego Amerykanina z importu.-obra, weź mnie nie denerwuj. Jak zwykle, ja od poniedziałku z dzieciakiem do szpitala, ale tatuś za jajkiem pobiega z kolegami. Jakieś priorytety wypadałoby mieć...itd, itp, coraz ciszej, ciszej i ciszej. Koniec. Corrida odegrana. Byk i torreador żyją. Yin i yang. I byłby to koniec, gdyby Rak nie poszedł do sklepu zostawiając otwarte okno dialogu na fejsbukowym mesendżerze. Żeby było jasne, brzydzę się takimi praktykami, ale to okno jest otwarte i na mnie patrzy. W odwecie rzucam niezobowiązujące spojrzenie. Nie zamierzam czytać, ale jak człowiek  raz posiadł tę umiejętność, to na widok liter mózg sam je składa. No więc mózg wbrew woli składa rząd czarnych znaczków w następującą treść:chocolateGirls are internationalTo tekst czarnoskórego importowanego kumpla. Rakowa odpowiedź brzmi:He he he Oczy wychodzą mi z orbit mnięj więcej w tym samym momencie, co pierwsza "kurwa" z ust. Ja ci dam chocolate girls! O ty dziadu! Jak się nie zerwę, jak nie zacznę szukać w kuchni odpowiednio ciężkiego sprzętu, żeby uszkodzenia nim zadane były możliwie największe, jak nie zacznę wyzywać...-mamo, co ci jest?- dobiega z pokoju obok.-nic Heluś, baw się zaraz do ciebie przyjdę.Ponownie zasiadam do komputera, a sprawdzę se ile dają w Polsce za morderstwo w afekcie, co mi szkodzi. Rzucam okiem na otwarte okno dialogu. W głowie zapala mi się lampka. A może sprawdzę? -przychodzi mi do głowy. W końcu kilka miesięcy temu podejrzewałam Raka o romans z reklamą google (kto do kurwy nędzy wysyła ludziom reklamy zaczynające się od Tęsknię za tobą?!). Pokonując wewnętrze opory przewijam rozmowę i oczom moim ukazuje się dialog (przejdę na polski, bo piszę z pamięci a mój angielski pozwala mi jedynie na przedstawienie się i wezwanie pomocy):Rak: chyba będę na tym treningu, jeśli mnie przenocujecie. Muszę tylko porozmawiać z żoną, a to najtrudniejsza część zadania.Importowany kolega, którego zdążyłam uraczyć wszystkimi obelgami świata, łącznie z rasistowskimi którymi brzydzę się bardziej niż czytaniem cudzej korespondencji:flowers, andchocolateGirls are internationalKurtyna.

Brudne dzieci to szczęśliwe dzieci! Się ubierze. Się!

Makóweczki

Brudne dzieci to szczęśliwe dzieci! Się ubierze. Się!

Od kilku dni po sieci krąży bajeczny mem dotyczący prania (by KURA): Tak to mniej więcej wygląda w każdej rodzinie. Nawet super wspierający mąż i ojciec nie ogarnie pralki. Czasami podejrzewam, że to jakaś genetyczna nieudolność i trwałe zmiany w mózgu. Ci sami mężczyźni co dłubią w komputerze, 75 kabli do telewizora podłączą, latają szukając pokemonów i używają okularów wirtualnej rzeczywistości, podchodząc do pralki minę mają nietęgą. Asotoosochosi? – to jedyne co potrafią wystękać. Więc my im rozprawkę o programach, kolorach, proszkach, rodzajach. To dziecięce, to dorosłe, czytaj metki. I patrząc na ten błędno – przerażony wzrok dochodzimy do wniosku, że zrobimy to same. Lepiej. Wiadomo. A dzieci? No brudne. I szczęśliwe, nikt nie zaprzeczy. Jak jedzą arbuza to kapie po szyji, brzuchu, kolanach, do skarpet. Jak czereśnie to wsmarowane we włosy, uszy, koszulkę i dywan, że o lodach nawet nie wspomnę… Teraz odpiera się je łatwiej, bo są duzi i szczęśliwie niealergiczni. Odplamiacz, proszek i po sprawie. Jak się nie odpierze to… telefon do mamy i ona odprawi swoją magię i potem jest jak nowe (pewnie dopiero przed śmiercią mi zdradzi co tam z tymi ubraniami tak naprawdę robi, że wszystko się odpiera ;)). Ale kiedyś nie było tak łatwo… Wrażliwa i delikatna skóra maluszka wymagała delikatnego proszku od zawsze. Moja mama opowiadała, że kiedyś nie było to takie proste i prało się w płatkach mydlanych. Wszystko było super, poza tym, że ubranka średnio pachniały, a plamki po jedzeniu słabo się dopierały. Obecnie nie musimy stać przy tarze, ani ‚Frani’, jednak wciąż zależy nam na ochronie delikatnej i wrażliwej skóry maluszka. Proszek Bobini jest przyjazny dla portfela mamy, jak również dla dziecka. Hipoalergiczny, niepodrażniający, przeznaczony do prania ubranek mających kontakt ze skórą wyjątkowo delikatną i wrażliwą. Zastosowana formuła chroni kolory ubrań i zapobiega transferowi barwników między tkaninami podczas prania. Receptura oparta na naturalnym mydle (tym, którego używały nasze mamy), skutecznie usuwa zabrudzenia i nie powoduje podrażnień. Może być używany już od pierwszych dni życia. Nie zawiera enzymów, wybielaczy optycznych i barwników, które mogą powodować podrażnienia. Ma bardzo dobre opinie wśród mam (–> TU)! Cechy i funkcje produktu: Hypoalergiczny, zawiera naturalne mydło, dzięki któremu skutecznie usuwa zabrudzenia, dobrze się wypłukuje i nie powoduje podrażnień Dedykowany do ubrań kolorowych – zastosowana formuła chroni kolory i zapobiega transferowi barwników miedzy tkaninami Może być stosowany od pierwszych dni życia Posiada delikatną kompozycję zapachową Nie zawiera enzymów, które w kontakcie ze skórą dziecka mogą wywołać alergie Nie zawiera barwników – które mogą wzmagać reakcję alergiczną, zwiększając wrażliwość skóry na inne składniki Nie zawiera wybielaczy optycznych, które mogą powodować podrażnienia Nie zawiera  fosforanów – składników chemicznych,  które zanieczyszczają zbiorniki wodne Posiada nowoczesną, skoncentrowaną formułę Został przebadany dermatologicznie Polecany do prania odzieży osób o skórze szczególnie wrażliwej i skłonnej do alergii  

Brudne dzieci to szczęśliwe dzieci! Się upierze. Się!

Makóweczki

Brudne dzieci to szczęśliwe dzieci! Się upierze. Się!

Od kilku dni po sieci krąży bajeczny mem dotyczący prania (by KURA): Tak to mniej więcej wygląda w każdej rodzinie. Nawet super wspierający mąż i ojciec nie ogarnie pralki. Czasami podejrzewam, że to jakaś genetyczna nieudolność i trwałe zmiany w mózgu. Ci sami mężczyźni co dłubią w komputerze, 75 kabli do telewizora podłączą, latają szukając pokemonów i używają okularów wirtualnej rzeczywistości, podchodząc do pralki minę mają nietęgą. Asotoosochosi? – to jedyne co potrafią wystękać. Więc my im rozprawkę o programach, kolorach, proszkach, rodzajach. To dziecięce, to dorosłe, czytaj metki. I patrząc na ten błędno – przerażony wzrok dochodzimy do wniosku, że zrobimy to same. Lepiej. Wiadomo. A dzieci? No brudne. I szczęśliwe, nikt nie zaprzeczy. Jak jedzą arbuza to kapie po szyji, brzuchu, kolanach, do skarpet. Jak czereśnie to wsmarowane we włosy, uszy, koszulkę i dywan, że o lodach nawet nie wspomnę… Teraz odpiera się je łatwiej, bo są duzi i szczęśliwie niealergiczni. Odplamiacz, proszek i po sprawie. Jak się nie odpierze to… telefon do mamy i ona odprawi swoją magię i potem jest jak nowe (pewnie dopiero przed śmiercią mi zdradzi co tam z tymi ubraniami tak naprawdę robi, że wszystko się odpiera ;)). Ale kiedyś nie było tak łatwo… Wrażliwa i delikatna skóra maluszka wymagała delikatnego proszku od zawsze. Moja mama opowiadała, że kiedyś nie było to takie proste i prało się w płatkach mydlanych. Wszystko było super, poza tym, że ubranka średnio pachniały, a plamki po jedzeniu słabo się dopierały. Obecnie nie musimy stać przy tarze, ani ‚Frani’, jednak wciąż zależy nam na ochronie delikatnej i wrażliwej skóry maluszka. Proszek Bobini jest przyjazny dla portfela mamy, jak również dla dziecka. Hipoalergiczny, niepodrażniający, przeznaczony do prania ubranek mających kontakt ze skórą wyjątkowo delikatną i wrażliwą. Zastosowana formuła chroni kolory ubrań i zapobiega transferowi barwników między tkaninami podczas prania. Receptura oparta na naturalnym mydle (tym, którego używały nasze mamy), skutecznie usuwa zabrudzenia i nie powoduje podrażnień. Może być używany już od pierwszych dni życia. Nie zawiera enzymów, wybielaczy optycznych i barwników, które mogą powodować podrażnienia. Ma bardzo dobre opinie wśród mam (–> TU)! Cechy i funkcje produktu: Hypoalergiczny, zawiera naturalne mydło, dzięki któremu skutecznie usuwa zabrudzenia, dobrze się wypłukuje i nie powoduje podrażnień Dedykowany do ubrań kolorowych – zastosowana formuła chroni kolory i zapobiega transferowi barwników miedzy tkaninami Może być stosowany od pierwszych dni życia Posiada delikatną kompozycję zapachową Nie zawiera enzymów, które w kontakcie ze skórą dziecka mogą wywołać alergie Nie zawiera barwników – które mogą wzmagać reakcję alergiczną, zwiększając wrażliwość skóry na inne składniki Nie zawiera wybielaczy optycznych, które mogą powodować podrażnienia Nie zawiera  fosforanów – składników chemicznych,  które zanieczyszczają zbiorniki wodne Posiada nowoczesną, skoncentrowaną formułę Został przebadany dermatologicznie Polecany do prania odzieży osób o skórze szczególnie wrażliwej i skłonnej do alergii   A mamie po praniu zostaje tylko prasowanie, sortowanie, układanie… :)

Świat według Żunia.

DZWONECZKOWY RAJ MAMY

Świat według Żunia.

Kiedy zobaczyłam zapowiedź tej książki wiedziałam, że będzie moja. Początkowo tylko  z tego powodu, że sentymentalna ze mnie osoba. A autorkę i jej syna miałam możliwość poznać osobiście. Ta rodość, uśmiech i miłość, która od nich bije jest niesamowita. Podbnie jak to w jaki sposób pisze autorka.Czytaj dalej>>>>Czytaj dalej

PANNA OCEANNA

Projekt salon część III

Czasem potrzeba zmian. Zmian w życiu czy mieszkaniu. Czasem wystarczą drobne dekoracje, a w innym przypadku  zmiany potrzebne są znacznie większe. U nas miały być drobne zmiany, malowanie ścian i zaopatrzenie pokoju w dodatki. W kilka dni, jednak powstał plan, a chwilę później jego realizacja. W tydzień zmieniliśmy cały pokój, a w końcowym efekcie jestem zakochana po uszy. Kiedy

MATKA NIE IDEALNA

Dwie córki.

Kiedy dowiedziałam się o drugiej ciąży pomyślałam, że fajnie byłoby mieć siurka dla płciowej odmiany w domu. Chciałam syna za pierwszym, chciałam za drugim razem. Takiego w obdartych Conversach, długich włosach merdających po rzęsach i pięścią, zawsze gotową obronić siostrę. Wiadomo, że co za dużo to nie zdrowo, my mamy w domu jedną pełnowartościową łazienkę […] Artykuł Dwie córki. pochodzi z serwisu matka-nie-idealna.pl.

kreatywne gotowanie dla alergika

Smakołyki Alergika

kreatywne gotowanie dla alergika

Wybuch wulkanu pod wodą. Możliwe?

KREATYWNIE W DOMU

Wybuch wulkanu pod wodą. Możliwe?

Wybuchające wulkany to chyba jeden z najbardziej ulubionych eksperymentów moich dzieci. Po ostatnim wybuchowym worku pozostała nam tylko wypalona trawa :P cóż skutki uboczne ;)Dziś będzie również wybuchowo...Czytaj więcej »

Czytaj i baw się

KREATYWNIE W DOMU

Czytaj i baw się

Bardzo lubimy interaktywne książki (nie koniecznie grające i świecące). Wydawnictwo Olesiejuk właśnie wydało serię takich książeczek Czytaj i baw się, która pozwala małemu czytelnikowi nie tylko wejść w świat bajki ale również stać się jego częścią. Seria zawiera obecnie 4 tytuły, dwa bajkowe (Czerwony Kapturek i Kopciuszek) i dwa dotyczące aut (Plac budowy i Wóz strażacki). Dziś będzie bajkowo...Czytaj więcej »

On Ona i Dzieciaki

Kolorowy wybuch

     Wybuchy, szczególnie te kolorowe, cieszą się dużym zainteresowaniem dziewczynek. Ocet (lub kwasek cytrynowy) z sodą wybuchały już u nas nie raz.      Tym razem spróbowaliśmy czegoś zdecydowanie bardziej wystrzałowego i efektownego.       Do plastikowej butelki po wodzie wlałyśmy wodę utlenioną, kilka kropli płynu do naczyń i niewielką ilość barwnika spożywczego.

Młoda Mama w Dolinie Hipsterów

Kiedy dziecko z wielodzietnej rodziny ma dziecko

Wychowałam się w rodzinie wielodzietnej, takiej z prawdziwego zdarzenia. Razem z rodzicami śmiało mogliśmy wskakiwać na boisko i kopać piłkę w jednej drużynie. Jak to jednak w życiu bywa, czasem grywa się do przeciwnej bramki. A im więcej ludzi, tym trudniej o jedność – tak przynajmniej głoszą plotki. Nie do końca się zgadzam, ale i zaprzeczyć zdecydowanie nie mogę. O ile jedynakom zarzuca się wiele, o tyle nam, wychowanym w wielodzietnych rodzinach, wielu rzeczy się współczuje. Nierzadko nami się pogardza, jednak w przeciwwadze stają ci, którzy podziwiają naszych rodziców za upór i – najlepsze – wyprowadzenie dzieci na ludzi, cokolwiek miałoby to oznaczać, w gruncie rzeczy. Dzisiaj sama staję przed tym zadaniem, z bagażem wyjątkowych doświadczeń, którym postanowiłam się przyjrzeć. Tworząc przyszłość, nie sposób wyzbyć się tego, czym nasiąkło się za młodu – czy to, co przekażę przez wspomnienia swojemu dziecku będzie dobre? Choć czasy mojego dzieciństwa zdecydowanie różniły się od obecnych (nieco to przerażające, wszak rocznik mój to 94!), na wstępie od razu obalę mit, że w wielodzietnej rodzinie dzieci chowają się same. Taka sytuacja zdarza się tylko w rodzinach, w których brakuje miłości. Starsze rodzeństwo, w liczbie szczęśliwej 7, pokazało mi pewnie nieco sprawniej niż zrobiłoby to naturalne otoczenie, jak się żyje pod prawem dżungli, ale i niejedną pozytywną umiejętność przekazali mi zupełnie nieświadomie. Z perspektywy czasu wspominam więc dzieciństwo z uśmiechem. Pewnie, że spotykałam się z krzywdzącymi uwagami, których słowa do dzisiaj gdzieś kryją mi się w tyle głowy i nie wierzę, że nie miały żadnego wpływu na moje losy i podejmowane decyzje. Jednak nigdy nie pozostawałam sama ze sobą i nie czułam zbyt często nudy. Strach przed burzą dzielił się na 9, zamiast mnożyć i narastać we mnie samej. No i ten hula – hop, co w drut uderzył i pozbawił prądu pół wioski – to ja nie wiem, do dzisiaj nie pamiętam, które z nas próbowało go przezeń przerzucić. Nie jestem do końca pewna, czy to, co Ci dzisiaj o swoim macierzyństwie, a i przecież o mnie samej po części, zdradzę, zrodziło się przez fakt posiadania aż 8 rodzeństwa. Nie mogę tego jednak z całą pewnością wykluczyć – okres dorastania do roli matki zajął mi zdecydowanie większą część życia, której nie odcięłam wraz z pępowiną, łączącą mnie z Heniem. Bardzo jestem ciekawa, czy jakaś mama – jedynaczka mogłaby się podpisać pod moimi słowami. Wspólnota – czego nie? Nie rozumiem, dlaczego moje dziecko nie może chwilkę pobawić się zabawką innego dziecka. Wierz lub nie, ale naprawdę nie widzę problemu też w tym, że jakiś chłopczyk lub dziewczynka na chwilę zabierze coś, co należy przecież do mojego syna. Pomijam fakt wkładania do buzi wszystkiego, co znajdzie się w zasięgu dłoni – etap niemowlęctwa ma to do siebie, że dzielenie się czymkolwiek jest nieco trudne i zwyczajnie niehigieniczne. Niedługo jednak (mam niemałą nadzieję) mój syn z tego wyrośnie. I dopóki jakiś chytrusek nie połasi się na rzeczy mojego dziecka i nie zagarnie ich dla siebie na własność, naprawdę nie widzę powodów, by mu je odbierać i jeszcze rugać matkę, że 14-miesięcznego dziecka kultury za grosz nie nauczyła. Z ręką na sercu! – widziałam taką scenę i z hukiem szczęka padła mi na chodnik. Żyliśmy w wielkim domu, jednak nie był to pałac, by każdy swoją komnatą mógł wedle zamysłu rozporządzić. Jako płeć żeńska, dość szybko dostałam ją w przydziale, niemniej jednak większość czasu spędzaliśmy na „wspólnym terenie”, który pewnie śmiało można by nazwać bawialnią. Wyobraźcie sobie taki mały żłobek. Dzieci zabierają sobie różne rzeczy, ale z czasem uczą się nimi dzielić. Opiekunka czujnym wzrokiem śledzi poczynania małych odkrywców świata, jednak bez potrzeby nie ingeruje. Człowiek z natury jest stworzeniem stadnym i natura podpowiada mu właściwą kolej rzeczy – ogładę na poziomie wystarczającym do przetrwania dostajemy w pakiecie z życiem w momencie narodzin. Nie sądzę, by mój synek postanowił się zemścić za złamane grabki do piasku. Tę paskudną cechę za jakiś czas wszczepi mu społeczeństwo (z moim skromnym udziałem, jak sądzę). Rodzice to nie przyjaciele, ale… rodzice Gdyby Henio był Henią, moje podejście raczej by się nie zmieniło. Tak jak mój syn nie będzie się wymieniał fotkami „fajnych foczek” w wiadomościach prywatnych na Facebooku ze swoim ojcem, tak i ja nie chodziłabym ze swoją córką na młodzieżowe imprezy. Nie widzę powodu, by mieszać te życiowe role i mam nadzieję, że nigdy nic w tym myśleniu mi się nie przestawi. Nie chodzi bowiem o to, by zbudować między nami mur, w którym furtka otwiera się tylko w naszą stronę, ale by być wsparciem i drogowskazem. Nie kumplem, którego można w każdej chwili olać, przecież będzie następny, ale kimś wyjątkowym, kto poświęcił wszystko, by dziecku było dobrze, najlepiej; do kogo można w każdej chwili przyjść po radę i pomoc, ale z kim można też dzielić największe życiowe radości. Moi rodzice dużo pracowali, co raczej jest logiczne – 9 dzieci to koszt jednego pomnożony razy 9. Tak upraszczając, łatwo możemy się przekonać, że w tym momencie nas na to nie stać. Przynajmniej w moich obliczeniach taki właśnie wynik widnieje – za mało. Być może w innej sytuacji, gdyby mieli więcej czasu, ta więź zbudowana byłaby kompletnie inaczej. Ja się jednak cieszę, bo wiem, że mam w nich oparcie – mogę z nimi poplotkować, ale zupełnie bez sensu byłoby im opowiadać o moich wieczornych imprezach studenckich, których przecież do końca sama nie pamiętam. Jednocześnie jednak czuję pełną swobodę – nigdy nadopiekuńczością nie hamowali moich własnych decyzji. Staram się za dwoje Nie ma nic niezwykłego w tym, że chcę, by mój syn miał najlepiej. Chciałabym znaleźć nie tylko pieniądze na jego wychowanie, ale przede wszystkim czas, by dobrze go poznać. Wymieniam sobie w głowie punkty, których nie lubiłam w swojej relacji z rodzicami i stawiam za cel stworzeniw rodziny w zupełnie innym duchu. Dokładnie tak, jak robi to każda kochająca mama. U dziecka z rodziny wielodzietnej to nie tylko kolejny „check” na liście do wykonania, to absolutny „must have”, obowiązek, przymus wręcz! Żadna to tajemnica, że rodzina wielodzietna czasem czegoś nie ma. Każdy grosik ma swoje przeznaczenie, a nieplanowany wydatek burzy wypracowaną równowagę. U nas było podobnie, choć nie mogę narzekać na brak przyjemności. Stereotyp „muszę mieć lepiej” jednak zakorzenia się mocno w głowach dzieci z rodzin wielodzietnych i większość z nas walczy z nim przez całe życie. Ja uważam, że w odpowiedniej dawce jest zdrowy i motywujący. Grunt, by nie przerodził się w chorą ambicję, która ujście znajdzie na Bogu ducha winnym dziecku. Jedynak? Dlaczego nie! Całe życie otoczona byłam ludźmi i teraz chyba czas trochę na pewnego rodzaju spokój. Henio jest moim pierwszym, upragnionym i bardzo kochanym dzieckiem. A co, jeśli by tak na nim zaprzestać dalszego powiększania rodziny? Nie trzeba by kupować większego samochodu, a i mieszkanie dwupokojowe nieco tańsze przecież będzie… Poważnie, jako dziecko z wielodzietnej rodziny widzę dużo plusów bycia jedynakiem – wszelkie braki w kontaktach międzyludzkich można nadrobić na kursach i w różnego rodzaju świetlicach i salkach. A kiedy nie ma się na nie ochoty, przynajmniej nie jest się do nich przymuszonym. Wielu jedynaków już niejednokrotnie obaliło mi tę teorię. Szczerze żałuję, bo chciałabym w nią wierzyć. Nie wyobrażam sobie jednak rodzić kolejnych dzieci tylko po to, by móc ewentualnie (kto mi to zapewni?) dać przyjemność mojemu pierworodnemu. To moja cząstka egoizmu, która uchowała się w takiej komunie, jaką jest 11-osobowa rodzina. Od ponad 20 lat przyglądam się tej mrówczej, tytanicznej pracy moich rodziców i darzę ich ogromnym szacunkiem. Nie chciałabym jednak powtarzać tego scenariusza. Możesz nazwać mnie człowiekiem wygodnym, niech będzie – pytanie tylko, czy miałaś okazję poznać problem od podszewki? Jestem za tym, by każdy żył zgodnie ze swoją naturą i drugiej osobie do gara i łóżka nie zaglądał zbyt często. Od czasu do czasu porównać się nie zaszkodzi – dzięki temu nawykowi można wyplenić w swoim ogródku różne chwasty, których dawno pozbył się już sąsiad. Nie da się jednak żyć bez przeszłości – to, w jakiej rodzinie się wychowamy, jest fundamentem pod budowę naszej własnej. Najważniejsze jednak dla mnie jest to, że – mimo swoich wszystkich wad i równie niesamowitych zalet – kocham moje dziecko nad życie i tę miłość chcę mu przekazać. W tak dużych ilościach, jak duża była moja rodzina. I większych! A jak to jest u Ciebie? Ile miałaś rodzeństwa i jak to odbiło się na Twojej rodzinie? Wpisy o podobnej tematyce:Dzieci TO robią!Ojciec, tata, tatuśWigilia na 32 ręceArtykuł Kiedy dziecko z wielodzietnej rodziny ma dziecko pochodzi z serwisu Młoda Mama w Dolinie Hipsterów.

Przyjaciel na jedną nogę

MATKA PASJONATKA

Przyjaciel na jedną nogę

PANNA OCEANNA

Jak pozbyć się cieni pod oczami?

Cienie pod oczami mam chyba po mamie. Odkąd pamiętam mama miała ciemne plamy pod oczami, jakby rozmazała tusz do rzęs, którego nigdy w życiu nie używała.  Kiedy zaczęłam zauważać je u siebie, w ruch poszły korektory, fluidy i inne sztuczki , które pomagają zatuszować owe niedoskonałości. Czy jest jednak sposób na pozbycie się tego ustrojstwa? Kiedy cienie występują się przez dłuższy czas,

przyjazny pedagog

Mały pomocnik Mamy:))

Obowiązki domowe, jakie może wykonywać małe dziecko:):) Małe dzieci uwielbiają pomagać Swoim Mamą w pracach domowych- nie tylko w sprzątaniu, ale również podczas gotowania czy pieczenia.  Maluszki mogą wykonywać sporo czynności domowych- oczywiście zawsze trzeba mieć na uwadze ich bezpieczeństwo, oraz możliwości dzieci. Większość prac będzie opierała się pod nadzorem dorosłych-

OPTYMISTYCZNIE

3 razy S, czyli trzy kroki do lepszego macierzyństwa.

Tak wiele, za tak niewiele! Nawet jeśli w to nie wierzysz – warto spróbować! Gdybym na początku mojej „macierzyńskiej drogi” znalazła listę z tymi trzema krokami do lepszego macierzyństwa z pewnością ominęłoby mnie wiele negatywnych sytuacji. Tobie postanowiłam wyłożyć „kawę na ławę” – i przedstawić trzy kroki, które pomagają mi  być lepszą mamą. Szacunek. Nie upokarzaj, nie porównuj, nie obrażaj – jeśli zachowasz się niewłaściwie – pokaż że też potrafisz przeprosić. Baw się, czytaj, razem spacerujcie i podróżujcie, nie ignoruj, słuchaj i rozmawiaj z dzieckiem które dopiero poznaje świat, a Twoim zadaniem jest ten świat mu pokazać. Wiem jak bardzo irytujące bywają pytania „dlaczego, po co, czemu….?” razy milion dziennie, jednak Post 3 razy S, czyli trzy kroki do lepszego macierzyństwa. pojawił się poraz pierwszy w Optymistycznie.

KURA KU RAdości

SMLX

Jestem w sklepie. Przymierzam sukienki. Podchodzi sprzedawczyni. – Może przynieść pani jeszcze jakąś sukienkę? Jaki rozmiar? – pyta. – 34 – mówię. Pani robi wielkie oczy. – 40, żartowałam – mówię szczerząc się w uśmiechu. Dobry żart, pączka wart. Pozdrawiam Kura

W kawiarence

książki które warto przeczytać – moja ukochana Paullina Simons

wkawiarence.pl życie jest trudne. Jest ciężkie i skomplikowane. Często bez chwil radości. Wojna, smród i ubóstwo. Bez chwili wytchnienia, w pośpiechu o przetrwanie. Walka o chleb, o coś do zjedzenia. Tak przedstawia się mniej więcej w przeglądzie ogólnym życie bohaterki książek, które chciałam Wam polecić. Napisane cudownym językiem. Okraszone opisami tego co wokół. Ale też o […] Artykuł książki które warto przeczytać – moja ukochana Paullina Simons pochodzi z serwisu WKAWIARENCE.PL.

Oczekując

Czy, a jeśli tak, to kiedy i w czym prać rzeczy na wyprawkę dla dziecka

Dziś będzie o praniu, o dzieciach i o życiowych decyzjach, czyli coś co my, kobiety lubimy najbardziej

Piasek kinetyczny HIT czy KIT?

Po drugiej stronie brzucha

Piasek kinetyczny HIT czy KIT?

Zabawki nie do kupienia

Być matką...

Zabawki nie do kupienia

W roli Mamy

Mamo, już zjadłem! Czyli o tym, że każda cierpliwość kiedyś się kończy

-Mamo, już zjadłem! Spojrzałam na stół, no tak… Już zjadłem, czyli tradycyjne “ugryzłem kawałek chleba i czekam na oklaski” to standard na śniadania i kolacje. Zjadłem, czyli polizałem trochę masła, powąchałem chlebek, opcjonalnie wciągnąłem szyneczkę ze środeczka i voilà! Ciesz się matka, bo jeden synuś liznął, a drugi pozjadał sam środek kanapki, zostawiając grubą warstwę […] Post Mamo, już zjadłem! Czyli o tym, że każda cierpliwość kiedyś się kończy pojawił się poraz pierwszy w W Roli Mamy.

KREATYWNIE W DOMU

Piękny umysł w każdym wieku

Akademia Umysłu od zawsze dbała i nadal dba o rozwijanie umysłu małych i dużych. W jaki sposób? Poprzez nowoczesne programy i gry edukacyjne. Programy te, skierowane są do wszystkich, którzy chcą rozwinąć kluczowe umiejętności intelektualne potrzebne w szkole czy w pracy zawodowej, a także zdobywać wiedzę w szybki i trwały sposób. Dedykowane są również osobom starszym w celu poprawy pamięci i podniesienia kondycji umysłowej. Dzięki nim poprawia się pamięć i koncentracja. To zabawa, a jednocześnie ćwiczenia mózgu i rozwój inteligencji.Czytaj więcej »

12 Pomysłów na frushi

KIEDY MAMA NIE ŚPI

12 Pomysłów na frushi

MAMA TRÓJKI

JETEŚ STARSZA, OCZEKUJĘ OD CIEBIE...

                 Jestem starszą siostrą. Mama popełniła wszystkie możliwe błędy wychowawcze i kilka mało prawdopodobnych. Byłam nianią, byłam starsza, miałam sobie radzić i radziłam. Czasy były takie, że klucz wisiał na szyi, a jedynym naszym celem było nie zgubienie go. Opieka starszego rodzeństwa nad młodszym? Standardowa praktyka. Nie chciałam mieć więcej niż jednego dziecka. Najmłodsze ma

BAKUSIOWO

Zabezpieczony: 5 sposobów, dzięki którym Twój każdy weekend będzie trwał 3 dni.

Brak zajawki, ponieważ wpis jest zabezpieczony hasłem.

Komiksy - idealna lektura na lato!

MALUSZKOWE INSPIRACJE

Komiksy - idealna lektura na lato!

Komiksy latem czyta się świetnie (zresztąnie tylko latem :)).Rozkładamy koc w cieniu, pod ręką stawiamy misę owoców i rozczytujemy się w obrazkowych historyjkach, które albo dostarszą nam momentów grozy albo rozbawią do łez - częściej to drugie :)Dziś u nas świeża porcja komiksowych zeszytów nie tylko dla komiksomaniaków.Czytaj więcej »

Młoda Mama w Dolinie Hipsterów

Kiedy zaczynasz chcieć za bardzo…

Bardzo dokładnie przyglądam się ludziom w ostatnim czasie. Mam do tego doskonałą okazję, pracując tymczasowo jako bufetowa. Nawet nie domyślasz się, jak wiele osób traktuje tę ścianę przy kasie jak konfesjonał, a jak wielu wyznaje swoje grzechy nieświadomie. I to o tych drugich dzisiaj chciałabym Ci opowiedzieć. Bo to biedni, smutni i – choć może teraz o tym nie wiedzą – wkrótce samotni ludzie. Podobno mamy czasy, kiedy za wszystkim trzeba biec. Rozumiem, że doby w żaden sposób nie da się rozciągnąć, w żaden sposób wpakować w szersze nieco ramy, jednak mody na ciągły pośpiech nie rozumiem. Zwłaszcza, jeśli zwycięzca wyścigu ukoronowany jest wieńcem ze złota i to jedyna jego nagroda. Uczono mnie mimowolnie, że pieniądze są rzeczą ważną, ale i nabytą, więc ich chwilowym brakiem martwię się dopiero, gdy nie mam na jedzenie dla syna. Tymczasem widzę, jak chęć posiadania zżera dobrych ludzi od wewnątrz. W pogoni za pieniędzmi pogubili radosne dusze, pozytywne nastroje, dobre charaktery. Żyją dzisiaj bez „dzień dobry”, bez „proszę”, bez słowa i bez przyjaciół. A mnie na ich widok aż robi się przykro. Początkowo narastała we mnie agresja. Tak, dokładnie! Zasuwając po kilka godzin z szerokim uśmiechem przyklejonym do twarzy w tej pracy, od bemara do kasy, od kasy do lodówki, od lodówki do kasy raz jeszcze, liczyłam na choć minimalne odwzajemnienie moich starań. Tymczasem u niektórych już normą stało się, że beznamiętnie, w pośpiechu wymieniają, po co przyszli, nie odpowiadają na dodatkowe pytania i w zasadzie to tyle słyszę ich głos, ponieważ dodatkowy kompot wskazują palcem, dawno już zdecydowanie nieserdecznym. Przykra to rzecz, że nie są w mniejszości od dawna, a nieprzychylne nastawienie już weszło im w krew. Do tego, by odkryć jak bardzo mnie to smuci, dojrzewałam dość długo. Nadszedł jednak ten moment, kiedy zwyczajnie im współczuję. Trudne mamy czasy, nie można tego ukryć. Dążenie do samodzielności skomplikowały nie tylko matki, których pępowina na wieki przyrosła do dzieci, ale także realia – wysokie koszty zatrudnienia, ograniczenie etatów na stosownych umowach i – ostatecznie – trud zaciągnięcia kredytu w celu kupna własnego mieszkania. Swoją drogą, zabawne w jakich czasach przyszło nam żyć – luksus liczony jest miarą lat kredytu, nie osiąganych zarobków czy ogólnego zadowolenia. W każdym świecie można jednak się odnaleźć. I – jak to bywa – nie każdy w takim świecie potrafi ciągle być człowiekiem. Te dziwne czasy napędziły nasze szaleństwo. Uczeni od wczesnych klas podstawówki, że najważniejsze są wyniki i szaleńczo często powtarzane egzaminy, rywalizacji nauczyliśmy się do perfekcji. W imię czego nikt już dawno nie wie, nieświadomie zupełnie rozgrzewamy swoje mięśnie do biegu. Wielu odpada przy którymś checkpoincie, dłużej nie dając rady tłoczyć tak dużej dawki egoistycznych pobudek do krwi. Są tacy, którzy zauważyli, że czasem warto przystanąć, by obejrzeć widoki. A są ci, którzy rozpychają się łokciami i wciąż im mało; kombinują, jak podstawić nogę rywalom skutecznie i jednocześnie niezauważenie, by nie zostać zdyskwalifikowanym. Nie widzą, że zdyskwalifikowali się już sami – zapominając, czym jest wdzięczność. Za to, co się posiada, co się już osiągnęło i jakim kosztem innych ludzi. Ilu trenerów, dietetyków i kibiców stanęło na naszej drodze, byśmy mogli osiągać nasze sukcesy w kolejnych biegach. Zapominają, jak często brali udział w sztafecie i chociaż z ich niewprawionych rąk pałeczka lubiła się wyślizgnąć, to ktoś zdołał nadrobić stracone minuty, by mogli trofeum zamknąć w objęciach. Nie mam dzisiaj zbyt wiele i nie zanosi się, że w najbliższym czasie opływać będę w bogactwa. Jeśli jednak by się tak stało, jeśli na mojej drodze zaświeci dobra gwiazda, chciałabym pozostać taka, jaką jestem. Prostym człowiekiem, któremu długi czas zajęło docenienie tego, co ma w zasięgu ręki i wzroku. Docenienie ludzi, którzy wnieśli swój wielki wkład w moje życie i moje małe – wielkie sukcesy. Długo uczyłam się mówić „dziękuję”, a chorą ambicję ciągle jeszcze od czasu do czasu muszę powstrzymywać, brutalnie hamować, wciskając ją butem głęboko w ziemię. Rzeczywistość jednak łamie mnie dość często i uczy pokory wobec życia. Cieszę się tym doświadczeniem. Ostatni rok – rok, kiedy mam przy boku Henia i to on decyduje tak naprawdę o tym, jak potoczy się dzień, tydzień, miesiąc… wiele mi dał. Pokazał mi życie z zupełnie innej strony, nauczył, że fajnie jest iść do przodu, mieć więcej i lepiej, ale… na spokojnie, po kolei, z wdzięcznością i zadowoleniem z tego, co już trzyma się w dłoni. Nie boję się chcieć, ale nie żądam od życia już więcej, niż sama mogę z siebie dać.   Wpisy o podobnej tematyce:Marzenia się nie spełniają…Czego nauczyło mnie moje dziecko? + NIESPODZIANKA!Dozgonna wdzięcznośćArtykuł Kiedy zaczynasz chcieć za bardzo… pochodzi z serwisu Młoda Mama w Dolinie Hipsterów.

Apki dla matki #6 - Wiesz co jesz

Wcześniak i co dalej

Apki dla matki #6 - Wiesz co jesz

Dziś post o aplikacji dzięki, której pewniej poczułam się podczas rozszerzania diety Krzysia. Chociaż jednocześnie poczułam się uderzona ilością chemii w naszej żywności. A wszystko za sprawą aplikacji Wiesz co jesz.Czytaj więcej »

On Ona i Dzieciaki

Najpiękniejsze zamki i pałace Europy

     Jaka jest idealna książka na wakacje? Książka, która zachęca do podróży? Kolorowanka, która zajmie dzieci na długi czas? A może książka która zachęci czytelników do kreatywnej zabawy?        Najlepsza książka na wakacje to taka, która łączy w sobie wszystkie powyższe cechy - "Najpiękniejsze zamki i pałace Europy. Koloruję, buduję, czytam i podróżuję".      Po najpiękniejszych