Lady Gugu

Prawdy i mity o opalaniu – wszystko, czego nie wiedzieliście o słońcu i jego szkodliwości

Nie znam osoby, która nie uwielbiałaby słońca. Niektórzy jednak kochają go miłością bezgraniczną i nie chcą się z nim latem rozstać ani na chwilę, przez co pod koniec sierpnia przypominają skwarki. Ja stosuję wobec słońca zasadę ograniczonego zaufania. Bo ono to trochę jak dzikie zwierzę: bezpieczne, dopóki za bardzo się do niego nie zbliżasz. Oto, czego być może nie wiecie o: opalaniu, promieniowaniu UV i czerniaku. Prawdy i mity o opalaniu: Słońce jest szkodliwe – i koniec: I FAŁSZ I PRAWDA Bez słońca nie byłoby życia! Jednak biorąc pod uwagę dziurę ozonową, która powiększa się z roku na rok słońce stanowi coraz większe zagrożenie. Poza tym promienie słoneczne powodują w naszym organizmie syntezę witaminy D, ale trzeba pamiętać, że wystarczy 15 minut nasłoneczniania, aby zsyntezować jej tyle, ile potrzeba nam na cały dzień. Niektórzy dermatolodzy twierdzą jednak, że korzyści płynące ze słońca są o wiele większe niż ryzyko powstania czerniaka. Wszystko dlatego, że wspomniana witamina D zapobiega niekontrolowanym podziałom komórek, a to właśnie one powodują raka. Bez zabezpieczeń w postaci filtrów można spędzić dziennie na słońcu zaledwie kwadrans. Dzięki niemu w naszym organizmie produkuje się też większa ilość tlenku azotu, który obniża ciśnienie krwi i zapobiega zawałom serca. Promieniowanie UV powoduje infekcje: PRAWDA Promienie UVA,UVB i UVC wyrządzają szkodę całemu organizmowi, bo osłabiają naszą odporność. To dlatego latem, po wylegiwaniu się na słońcu, często dostajemy opryszczki – to dowód na to, że nasz układ immunologiczny jest osłabiony.  Często latem chorujemy też na anginy – pośrednio dlatego, że fundujemy naszemu gardłu grę w ciepło (słońce)-zimno (lody). Ale gdyby układ odpornościowy nie był osłabiony, poradziłby sobie z infekcją w zalążku. Nie próbujmy więc wygrzewać przeziębienia na plaży – pogorszy tylko sprawę! Słońce nas postarza: PRAWDA Za to odpowiedzialne jest głównie promieniowanie UVA, które dociera do głębokich warstw skóry i powoduje niszczenie komórek kolagenu i elastyny. A zniszczone włókna oznaczają jedno: zmarszczki!  Słońce wysusza też naszą skórę i czynią to także od środka – efekty tego mogą być zauważalne dopiero za kilka lat! Poza tym na mocno opalonej skórze zmarszczki są o wiele bardziej widoczne. Promienie UVA, których działania nie czujemy, wpływają też na powstawanie plam pigmentacyjnych i piegów. Słońce zaostrza zmiany naczyniowe, żylaki i trądzik. Jeśli nie wierzycie, jak słońce działa na naszą skórę, to zastanówcie się: dlaczego skóra twarzy i dekoltu u staruszek jest tak pomarszczona, a np. skóra na brzuchu już mniej?.. Czerniak to jedyny nowotwór skóry: FAŁSZ Czerniak, czyli złośliwy nowotwór skóry, jest faktycznie najczęściej rozpoznawalnym nowotworem, ze względu na charakterystyczne objawy. Nie wszyscy wiedzą jednak, że istnieje coś takiego jak nowotwór skóry nieczerniakowy – stanowi on aż 80% wszystkich nowotwowór skóry! Jest trudniejszy w rozpoznaniu: mogą znamionować go guzki, owrzodzenia i inne nietypowe zmiany skórne, które pojawiły się same z siebie i powiększają się. Choć nie dają przerzutów do innych narządów, nie znikną same i wymagają reakcji ze strony dermatologa. Czerniak jest spowodowany przez słońce: I FAŁSZ I PRAWDA Czerniak, jak każdy nowotwór, jest składową kilku czynników. Na jego powstawanie ma wpływ nasz układ immunologiczny czy uwarunkowania genetyczne. Jednak wpływ promieniowania UV jest kluczowy. Co ciekawe, czerniak wcale nie zawsze rozwija się z istniejących znamion – w aż 80% przypadków pojawia się na zdrowej, niezmienionej skórze! I najgorsze, że tak jak w przypadku każdego nowotworu może pojawić się nawet w 20-30 lat po poparzeniu skóry słońcem. Wniosek? Jeśli jako dziecko miałaś przygodę z poparzeniem słonecznym a dziś zmagasz się z czerniakiem, może to mieć bezpośredni związek. Czerniak to wyrok śmierci: FAŁSZ Wcześnie wykryty czerniak jest w 100% wyleczalny! Na szczęście (albo niestety), z roku na rok wykrywa się coraz więcej jego przypadków, co jednak powoduje, że świadomość społeczeństwa jest wyższa oraz lepsze są techniki lekarskie, które pozwalają z nim walczyć. Kremy z filtrem nas ochronią: I FAŁSZ I PRAWDA Owszem, obecnie produkty są bardzo wysokiej jakości. Filtry są fotostabilne, preparaty wodoodporne, zabezpieczają nas zarówno przed promieniami UVB (tymi, które powodują poparzenia i rumień) oraz UVA (tymi, które docierają do skóry głębokiej i przenikają nawet przez szyby). Ale nikt nie czyta napisów drobnym maczkiem z tyłu opakowania – deklarowany filtr (np. SPF 30) działa wtedy, gdy wklepiemy go aż 2 mg na 1 cm kwadratowy skóry! Zważywszy, że krem ma ok. 200 mg, to wychodzi na to, że opakowanie wystarczyłoby nam na… dwa użycia! Nikt nie wklepuje tyle kremu, a z kolei nakładając go mniej nie otrzymamy właściwej, deklarowanej na opakowaniu ochrony. SPF 50 okaże się więc SPF 20, a SPF 6… praktycznie nie jest nic wart. Jest bez znaczenia, jaki krem z filtrem kupimy: FAŁSZ Filtry dzielą się na mineralne (tworzą na skórze fizyczną barierę odbijającą i rozpraszającą promienie słoneczne ) i chemiczne (wnikają w naskórek i pochłaniają energię światła słonecznego). Najlepsze kremy to takie, które łączą w sobie te dwa rodzaje filtrów. Ponadto producenci się tym nie chwalą, ale badania wykazały, że deklarują na opakowaniu większą zawartość filtrów niż zawiera w rzeczywistości preparat! SPF 50 może się zatem przy kiepskim producencie okazać SPF 20… albo i mniej. Stawiajmy na sprawdzone firmy oraz nie używajmy kremu przez kilka sezonów – niezużyty trzeba wyrzucić, bo pod wpływem wysokiej temperatury filtry tracą swoje działanie ochronne. Ubranie nas ochroni: FAŁSZ  Promienie UVA przenikają zarówno przez szyby jak i przez ubrania! Jeśli chcemy chronić ciało przed tym rodzajem promieniowania, to wybierzmy ciemne, a nie jasne kolory (odbijają promienie, a nie pochłaniają go jak biała barwa) albo zaopatrzmy się w odzież z filtrem UV – można ją kupić w sklepach sportowych. Aby promienie nie przenikały przez ubranie jest tylko jedna rada – trzeba smarować kremem całe ciało. Post Prawdy i mity o opalaniu – wszystko, czego nie wiedzieliście o słońcu i jego szkodliwości pojawił się poraz pierwszy w LadyGuGu.

Zadania i łamigłówki dla logicznie myślącej główki

KREATYWNIE W DOMU

Zadania i łamigłówki dla logicznie myślącej główki

Co prawda mamy wakacje a to oznacza błogie lenistwo, basenowe ciapanie wodą, wycieczki itp. My w planach mamy sporą dawkę eksperymentów, nieco zadań kreatywnych do wykonania. Odkładamy naukę na bok... od niej też trzeba kiedyś odpocząć ;) No chyba, że Kubek sam poprosi o książeczki z zadaniami albo uda mi się przemycić dzieciakom odrobinę nauki przez zabawę ale ciii... Po wakacjach, z odpoczętym umysłem wracamy do zadań i łamigłówek. Dziś pokażę Wam do czego wrócimy... troszkę zdążyliśmy liznąć jeszcze przed wakacjami.Czytaj więcej »

cynamonowe ciasto do odrywania

Smakołyki Alergika

cynamonowe ciasto do odrywania

BUUBA

Czy one mogą uratować sytuację?

Jak myślisz, czy istnieje coś takiego, co uratuje wyjście z każdej możliwie nieprzyjemnej sytuacji, i w dodatku obłędnie smakuje?

3 LATKA LILI - RELACJA Z PRZYJĘCIA

Z ŻYCIA MAMY I CÓRKI

3 LATKA LILI - RELACJA Z PRZYJĘCIA

Kwaśne Jabłko – magiczne miejsce na rodzinny wypad

Lady Gugu

Kwaśne Jabłko – magiczne miejsce na rodzinny wypad

Młoda Mama w Dolinie Hipsterów

Twój syn będzie pedałem, bo bawi się lalkami

Jakiś czas temu opublikowałam na Instagramie zdjęcie przedstawiające wózki dla lalek. Podpis głosił, że w takich chwilach chciałabym mieć córkę. I myślałam, że wszyscy zrozumieli ten pół-żart wywodzący się z zachwytu nad urokiem tych drewnianych cudeniek. Aż do przedwczoraj, kiedy to jedna z czytelniczek postanowiła dać mi wykład o tym, że przecież chłopcu też mogę je kupić. Bo przecież inne zabawki dziecku narzucam. I niby dlaczego lalka dla dziewczynki jest dobra, a dla chłopca już nie. Wierz mi lub nie – nigdy nie chciałam poruszać tego tematu. Ale w tamtej chwili poczułam, że muszę. Nie dlatego, że ktoś przypiął się do mojego zdjęcia. Kiedy otrzymałam ten komentarz, postanowiłam pogrzebać w Internecie i dowiedzieć się, co myślą o tym inne matki. I dowiedziałam się, że czyjś „syn wyrośnie na pedała, bo bawi się lalkami”. Natomiast ci, którym się lalki nie kupi, choćby bardzo chcieli, „wyrosną na szowinistyczne świnie, które przesuwają kobietę z kąta w kąt”. Albo od żelazka do miotły, od mopa do zlewozmywaka. I pękłam. Tym razem nawet nie ze śmiechu. Mój syn nie bawi się lalkami Nie widzę powodów, by mu je kupować. Henio ma 10 miesięcy i w zasadzie wszystko mu jedno, czym się bawi. Nie ma dla niego najmniejszego znaczenia, czy to lalka, czy też samochód – ważne, że da się gryźć i będzie super, jeśli wydaje jakieś dźwięki. Nie sądzę, by na tym etapie w jego głowie mógł zrodzić się plan upodlenia kobiet – zwłaszcza z powodu braku różowego ubranka czy modnej laleczki, której w przyszłości wiązałby włoski w kucyki. Henio generalnie ma niewiele zabawek. Kilka grzechotek, parę pluszaków. On i tak się nimi jeszcze nie bawi, raczej przerzuca je z kąta w kąt. Możesz nazwać mnie wyrodną matką, śmiało. Ważniejsze jest dla mnie zadowolenie mojego syna. Jeśli nie widzę zainteresowania z jego strony, nie kupuję nowych rzeczy tylko po to, by zaspokoić własne potrzeby. W pewnym sensie, mój 10-miesięczny syn wybiera sobie zabawki sam. W sklepach pokazywałam mu już niejednokrotnie pluszowe księżniczki i różowe grzechotki (bo podobały się mnie), ale Henio w ogóle na nie nie zareagował. Mogę być z niego dumna, jest prawdziwym mężczyzną! A może po prostu te zabawki były brzydkie i dlatego każdorazowo wybierał coś „męskiego”. „Dziewczyńskie zabawki” Nie ukrywam, że podczas ostatniej wycieczki po sklepie z zabawkami nieco skoczyło mi ciśnienie. Weszłam w dział dla dzieci 3+ i znalazłam serię mini gadżetów do kuchni i sprzątania, a na każdym z nich narysowana była dziewczynka. To dla niej była zmiotka, odkurzacz czy żelazko. Podejrzewam, że moje 3-letnie dziecko nie wybierze tej zabawki właśnie dlatego – przez producenta, nie przez swoją mamę ani tym bardziej przyszłą orientację. Przez tego typu definiowanie tych kopii sprzętów domowych, przygotowanie syna do pomocy w domu jest o jeden schodek trudniejsze. Ja sama nie dzielę w ten sposób zabawek. Podkreślę raz jeszcze, że jeśli tylko Henio zażyczy sobie lalkę, to postaram się ją dla niego kupić. Jedyny powód, dla którego miałabym tego nie zrobić to jej straszny wygląd. Będzie musiał długo przekonywać mnie do kupna paskudnej lalki – zombie, to fakt. Ale dotyczy to także okrutnego rumcajsa rozpruwacza, któremu dupa wyskakuje spod brody (serio, widziałam to coś na własne oczy). To po prostu obleśne i postaram się zrobić wszystko, by mój synek nie był zainteresowany tego typu rzeczami. Zobaczymy, czy mi się uda. Wzorce a zabawki Nie wiem, jakie punkty wspólne ma lalka z gejostwem lub autko z lesbijstwem. Prędzej dopatrzę się homoseksualnej przyszłości u dzieci wychowywanych przez jednego rodzica innej niż one płci, niż u dziecka bawiącego się zabawkami „dla płci przeciwnej”. Te dzieci przez pierwsze lata przyglądają się miłości kierowanej tylko w stronę ich płci i rzeczywiście może trudniej im być zrozumieć cały ten system. Czas mi jednak pokazał, że zarówno chłopcy wychowywani przez samotne matki, jak i dziewczynki bawiące się samochodzikami, mogą być heteroseksualni. Niektórzy nawet chyba urodzili się o kilka dekad za późno, bo blisko im do ideologii wolnej miłości. Serio, bawią mnie takie wojny. W tej chwili to ja decyduję o tym, jakie zabawki lądują w moim domu i jakimi zabawkami bawi się Henio. Ale to, że nie kupuję mojemu synowi różowych księżniczek i kuchenek, nie znaczy przecież, że pokazuję mu je w sklepie i straszę, że jak będzie się nimi bawił, to w przyszłości zostanie pedałem. Uważam, że to osoby rzucające się na takie matki jak ja mają ze sobą problem. Kiedy mój syn poprosi mnie o różowy samochodzik, po prostu mu go kupię. To wszystko, nie ma żadnych ukrytych gwiazdek ani podtekstów. Zabawka to zabawka, a wzorzec zachowań, który przekażą mu otaczający go mężczyźni – to drugie. Nie obchodzi mnie aż tak przyszła orientacja mojego dziecka, żebym już dziś o nią dbała. Mam wrażenie, że matki gdzieś się pogubiły i nie wiem, czy te, które próbują mnie „nawrócić” na kupowanie dziecku zabawek „dla dziewczynek” idą bardziej z duchem czasu, czy mają raczej ciasne poglądy. Nie wiem, czy strach o to, że mój syn zostanie gejem czy też nie, powinien definiować mój sposób wychowania. Mam wrażenie, że u niektórych homoseksualizm budzi przerażenie, jakby to była jakaś nieznana nowość. Ja współczuję homoseksualistom tylko tego, że wciąż tak wielu ludzi ma tak duży problem z tolerowaniem ich. A mój syn niech bawi się czym chce, byle był szczęśliwy – pozwolę sobie dokończyć dwuznacznie. Wpisy o podobnej tematyce:Nie jestem młodą mamą – jestem dobrą mamąPodwyżka dla pielęgniarek to jakiś żart!Byłam idealną matką. A potem wyrzuciłam dziecko przez oknoArtykuł Twój syn będzie pedałem, bo bawi się lalkami pochodzi z serwisu Młoda Mama w Dolinie Hipsterów.

idealny czas na dziecko

W kawiarence

idealny czas na dziecko

wkawiarence.pl idealny czas na dziecko istnieje. Każda z nas to wyczuwa lub wyczuje kiedyś. Na ogół tak się składa. Że to czego pragniemy kiedyś będzie nam dane. W ten czy inny sposób. Bo marzenia się spełniają, uwierzcie mi na słowo. Jak się czegoś bardzo chce, czeka się latami, to nadchodzi. Niekoniecznie od razu, ale warto czekać, […] Artykuł idealny czas na dziecko pochodzi z serwisu WKAWIARENCE.PL.

mama na diecie

DWARAZYW

mama na diecie

Make One Wish

kolorowe kostki lodu

Rozpoczęły się wakacje. Trwają upały. W tak wysokie temperatury trzeba chłodzić organizm nie tylko z zewnątrz, kąpiąc się w basenie

Ubranko Otulanko - by Anna Dereszowska

MA I LU

Ubranko Otulanko - by Anna Dereszowska

Dzisiaj można ubrać wszystko od telefonu, przez psa po samochód. Ten pomysł również wykorzystała Anna Dereszowska, wymyślając ubranka dla naszych butelek czy bidonów. Jak sama nazwa wskazuje "Ubranko-otulanko" , otula to co ma w środku i jednocześnie troszkę podtrzymuje temperaturę i na pewno zabawnie wygląda. Początkowo sceptycznie byłam nastawiona do tego produktu, ale widząc radość i fascynację Lu, że ona ma ubranko dinozaura dla swojego bidonu, stwierdzam, że to bardzo oryginalny gadżet.   Bo przecież nie wyszyto, co nam się podoba, podoba się również głównym użytkownikom."Ubranko -otulanko" wykonane jest z bezpiecznych dla dzieci materiałów, "wyłącznie z polskich posiadających wszystkie atesty gwarantujące bezpieczeństwo używania wykonanych z nich zabawek."Poza tym uważam, że to świetne rozwiązanie na wszelkie wyjazdy ponieważ mamy i miejsce na butelkę, która się nie wala wszędzie i przyjaciela, przytulaka, który będzie zawsze towarzyszył naszym maluchom. "Ubranko-otulanko" to również ciekawa propozycja dla niejadków, bo przecież kto nie chciałby zjeść śniadania z dinozaurem, słoniem czy króliczkiem. Na pewno w takich sytuacjach może być bardzo pomocna. Dodatkowo, chwytając ją, łapiąc, ciągnąć maluszki rozwijają zdolności manipulacyjne, motorykę małą, czy stymulują zmysł dotyku. Jednym słowem przyjemne, a może bardziej zabawne z pożytecznym.Uwaga! Uwaga!Pan Fikuś szuka nowego domu!Jeśli chcecie, aby ta wesoła małpka zamieszkała u Was?I pokażcie się nam w komentarzach pod tym postem na bloguKonkurs wyłącznie dla fanów Ma i Lu30 czerwca Pan Fikuś zdecyduje do, której rodziny się wybierze :)Powodzenia!

OGÓRKI MAŁOSOLNE

EDEK i MY

OGÓRKI MAŁOSOLNE

TARAS  w 4 krokach – „Stolik ogrodowy DIY”

Lady of the House

TARAS w 4 krokach – „Stolik ogrodowy DIY”

Rozpocznij wakacje na PUS-owo KONKURS

KREATYWNIE W DOMU

Rozpocznij wakacje na PUS-owo KONKURS

Czytaj więcej »

Leon i Malinka - słoń i świnka

KREATYWNIE W DOMU

Leon i Malinka - słoń i świnka

Leon i Malinka... słodkie imiona prawda? Słoń i świnka... niezwykłe osobowości, prawdziwi przyjaciele. Bohaterowie książek Mo Willemsa Złamałem trąbę oraz Mieszkamy w książce Wydawnictwa Babaryba. Czytaj więcej »

MATKA NIE IDEALNA

Huston, mamy poród !

Drzewa posadziłam, na trzygodzinne spacery chodziłam, jeździłam dalekie metry na mopie ale za nic Pierdoła nie chciała odkleić się od mojego kręgosłupa. A kręgosłup zjechany jak ruska kosa na betonie, w stanie krytycznym, chciał się pozbyć dziecia i odzyskać przedporodowe Zen. – Jeśli po dwugodzinnym sprzątaniu pokoju dwu i pół latki nie urodzę, nie ma […] Artykuł Huston, mamy poród ! pochodzi z serwisu matka-nie-idealna.pl.

Pentos - zabawa w magika

KREATYWNYM OKIEM

Pentos - zabawa w magika

Wężowy Pamiętnik

Kałuże

Ten szkic wpisu powstał rok temu. Kiedy Róża taka malutka była ach. Właśnie go odnalazłam w czeluściach blogspota i zamieszczam dla pamięci mojej. Postanowiłam dodać także teraźniejsze zdjęcia, aby zobaczyć tę różnicę, miedzy zaczynającym mówić prawie dwulatkiem a gadającym ciągle i ciągle prawie trzylatkiem. Jedynym niezmiennym faktem pozostały...skoki do kałuży. Uwielbia to nadal, skacze tak

W roli Mamy

Ogród botaniczny w Warszawie

Urodzinowa wycieczka to dla Duśki tradycja. Wątpię, czy pamięta czasy, kiedy takich wycieczek nie było. W tym roku wstępnie planowaliśmy warszawskie Planetarium, niestety szkoła nas ubiegła. Muzeum Kolejnictwa okazało się zamknięte. Upalna pogoda nie nastrajała do zwiedzania pomieszczeń zamkniętych. Odbyła się więc rodzinna narada i wybór padł na Ogród Botaniczny w Warszawie. I to był […] Post Ogród botaniczny w Warszawie pojawił się poraz pierwszy w W Roli Mamy.

Oczekując

Gdzie jest DORY? Tutaj! Nasza rodzinna recenzja bajki. Jest VIDEO!

Wyjścia do kina stały się już naszą małą, rodzinną tradycją. Kiedy mamy wolny weekend wtedy zawsze pierwsze co robimy to sprawdzamy repertuar Multikina – z bajkami dla dzieci oczywiście.   Ostatnio nasze wyjścia zostały nieco odsunięte z oczywistych względów – w maju Michalince się trochę pośpieszyło i już wtedy nasza rodzina się powiększyła

Nasz Dzień Taty

KAMPERKI

Nasz Dzień Taty

Fotoksiążka z klasą

DZIECIĘCE KLIMATY

Fotoksiążka z klasą

Koniec roku szkolnego zbliża się wielkimi krokami... Myślałam szykując ten post i patrząc w kalendarz... Tradycyjnie w ostatnim dniu szkoły nauczyciele otrzymują od uczniów w podzięce za pracę upominki. Kwiaty, kawę, czekoladki, a czasem... drogie gadżety. Wiązanka kwiatów na zakończenie roku staje się przeżytkiem... może i dobrze, bo pamiętam, że koleżanka mojej mamy, nauczycielka, ze zgrozą opowiadała o wannie pełnej kwiatów i że kompletnie nie wie, co ma z tym robić... Jako dziecko tego nie rozumiałam... ba ja tam bym kiedyś chciała dostać tyle kwiatów, żeby wypełniły całą wannę... Ale nie mam wanny i nie jestem nauczycielką, więc raczej mnie to nie czeka :)W tym roku czeka mnie koniec roku w szkole i przedszkolu, składki na kosze prezentowe mam za sobą... ale moje dzieci przygotowały dla nauczycielek coś jeszcze... fotoksiążki z klasowymi zdjęciami na pamiątkę. Printu.pl przygotowało świetne szkolne szablony idealne na książki pamiątkowe dla uczniów.Szablony printu pozwolą stworzyć w prosty i intuicyjny sposób wyjątkową fotoksiążkę szkolną Twojego dziecka. W szablonie znajduje się dziecięca typografia ze szkolnymi wierszykami i powiedzeniami, specjalne miejsce na szkolne prace oraz tablica ze zdjęciami kolegów z klasy. Ozdobne cyfry, litery i strony z zeszytu pozwolą pięknie oprawić zdjęcia ze szkolnej ławki. Zakończenie roku szkolnego to świetna okazja, aby stworzyć razem z dzieckiem pamiątkową książkę z klasowych zdjęć. Taka kronika szkolna będzie piękną pamiątką dla dziecka z cudownych szkolnych lat. Fotoksiążka szkolna to idealny pomysł na podsumowanie roku każdego ucznia i jako prezent dla nauczyciela. Jestem fanka drukowanych wspomnień, fotoksiążek i foto gadżetów... dlatego uwielbiam Printu :) Znajdziecie tam szablony na wszelakie okazje... ślub, narodziny dziecka, wakacje... a ja mam dla Was zniżki 40 pln na dowolną fotoksiążkę printu (nie dotyczy formatu 19x13 i instabooków) : http://printu.pl/lp/dziecieceklimaty-szk/. Zapraszam...Drukujcie wspomnienia! Drukujcie emocje!

Uważność i spokój żabki- Eline Snel

DZWONECZKOWY RAJ MAMY

Uważność i spokój żabki- Eline Snel

Świat pędzi nieustannie coraz dalej i szybciej. W tym pędzie ciężko odnaleźć się nie jednemu dorosłemu. A co dzieje się z dziećmi? Tak się składa że one siłą rzeczy żyją też w tym szalonym pędzie.Czytaj dalej>>>>Czytaj dalej

Jak odważyć się na biznes? Przedsiębiorcze Polki

Books and Babies

Jak odważyć się na biznes? Przedsiębiorcze Polki

Interaktywne książki dla najmłodszych. HOP! Mały kotek i KOP! Mały piesek.

Po drugiej stronie brzucha

Interaktywne książki dla najmłodszych. HOP! Mały kotek i KOP! Mały piesek.

MAMA TRÓJKI

DZIEŃ TATY W RODZINIE PATCHWORKOWEJ

                          Podczas różnych świąt rodzina się scala. Nawet, gdy są to maleńkie, uroczystości, jak kolacja z bliskimi. Celebracja dnia codziennego coraz częściej pomaga mi utrzymać dobre, wielopokoleniowe relacje. Dom, w którym mieszkają trzy pokolenia, to dom pełen gwaru, zwad, miłości i zrozumienia. Jednak każdy dom jest inny. Nasz to przykład na to, że wszystko jest możliwe.

Karty matematyczne Grabowskiego - TABLICZKA MNOŻENIA

KREATYWNIE W DOMU

Karty matematyczne Grabowskiego - TABLICZKA MNOŻENIA

Karty matematyczne Grabowskiego Trzy Kolory to zestaw dla dzieci nawet kilkuletnich, Karty matematyczne Grabowskiego Dodawanie i odejmowanie to zestaw dla dzieci przedszkolnych i wczesnoszkolnych natomiast Karty matematyczne grabowskiego Tabliczka mnożenia przeznaczone są dla starszaków, dzieci, młodzieży ale także dla dorosłych, którym wiedza szkolna odrobinkę wyparowała. Dziś na blogu przed Wami magiczne karty, genialne w swej prostocie, bazujące na prostej zasadzie - nauka przez zabawę. I co najważniejsze założenie to spełniają w stu procentach.Co prawda nauka tabliczki mnożenia jeszcze długo przed nami ale już warto się rozglądać ze ciekawymi pomocami. Karty matematyczne Grabowskiego Tabliczka mnożenia to dwie specjalne talie kart (każda po 55 kart), dwie wkładki pokazujące wizualnie mnożenie (do 100) oraz dwie książki. Jedna książka  prezentuje 11 gier o zróżnicowanym charakterze i stopniu trudności. Druga zaś to zestaw aż 66 gier które pozwalają rozwinąć skrzydła i w zupełności wykorzystać potencjał kart.Przedstawione w książce gry są zróżnicowane pod względem trudności a ich ułożenie wg stopnia trudności znacznie ułatwia sprawę początkującym matematykom. Najłatwiejsze gry i zabawy (*) uczą posługiwania się kartami, to od nich powinniśmy zaczynać. Średni poziom zaawansowania (**) to gry, które są wyzwaniem ale dla tych co opanowali jedną gwiazdkę dopiero tu zaczyna się prawdziwa matematyczna zabawa. Trudne (***) tu już trzeba się popisać wiedzą i umiejętnościami Każda gra opisana jest prostym i zrozumiałym językiem. Każda gra dodatkowo jest zilustrowana kartami, wraz z przykładem rozgrywki. Karty są dobrej jakości, fajna grubość, zaokrąglone rogi, dobrze się je trzyma i dobrze podnosi ze stołu, podłogi, i innych powierzchni.  Karty matematyczne Grabowskiego już od 20 lat pomagają w szybkim opanowaniu tabliczki mnożenia dzieciom na całym świecie. Zdobyły one uznanie wśród rodziców, nauczycieli i instytucji edukacyjnych. Karty matematyczne Grabowskiego są na liście rekomendowanych materiałów dydaktycznych Ministerstwa Edukacji Narodowej. Karty Grabowskiego to nauka z wyobraźnia, nauka na konkretach. Do dyspozycji mamy dwie talie kart po 55 sztuk każda. Jedna z nich to karty czarne, na nich zapisane zostało mnożenie dwóch liczb. Zapis tych liczb jest genialny! Uczy on bowiem dzieci przemienności mnożenia. N karcie zawsze zapisane jest mnożenie w obie strony, tj 5*2 oraz po odwróceniu karty 2*5. Na środku mamy również graficzny zapis w postaci kwadracików, nie odchodząc od podanego przed chwilą przykładu 2*5 mamy ich 10 (2 rzędy * 5 kolumn).Karty z czerwonej talii przedstawiają wynik mnożenia. Na każdej czerwonej karcie znajduje się również kafelki, które pomagają zrozumieć istotę mnożenia czyli tak jak powyżej zapis graficzny.  Przy liczbie, której wynik można otrzymać na więcej niż jeden sposób, tak jak np. przy liczbie 10 - którą można uzyskać mnożąc  1*10/10*1 a także 2*5/5*2 - mamy pokazane 2 kombinacje kwadracików na jednej karcie. Wtedy też w talii czerwonej znajdziemy dwie karty z tym samym wynikiem. Nauka tabliczki mnożenia może być żmudna i mozolna albo przyjemna i lekka. Ja stawiam na opcję drugą... zamiast siedzieć i wkuwać na blaszkę puste słowa, działania lepiej się pobawić  :DKarty Grabowskiego Tabliczka mnożenia można kupić na stronie kartygrabowskiego.pl.

Manufaktura cukierków w Warszawie

Lady Gugu

Manufaktura cukierków w Warszawie

BAKUSIOWO

Zabezpieczony: Tą pomidorową zawstydzisz swoją teściową!

Brak zajawki, ponieważ wpis jest zabezpieczony hasłem.

PAMIĘTNIK MAMY

Czy warto dawać dziecku obowiązki domowe?

Wiele mam wychodzi z założenia, że wolą zrobić coś same, niż angażować swoje dzieci, a później dodatkowo poprawiać ich “dzieło”, poświęcając nierzadko dwukrotnie więcej czasu i pracy. Jest to całkowicie zrozumiałe, jednak moim zdaniem należy spojrzeć na to nieco szerzej. Nauka dziecka wykonywania pewnych czynności od wczesnych lat owocuje długotrwałymi efektami w przyszłości, tym samym dość szybko z dokładania pracy, zamienia się w odciążanie zmęczonej i przytłoczonej natłokiem obowiązków mamy. Z własnego doświadczenie wiem, że małe dzieci nie potrzebują zbyt długiego namawiania i szczególnej zachęty. Nierzadko nawet bez wyraźnej prośby same zaczną działać, naśladując codziennie Twoje czynności. Sam fakt zezwolenia im na zrobienie czegoś nowego, czego do tej pory zabraniano im ze względu na ich wiek, np. zanoszenie do stołu mniejszych przedmiotów czy podlewanie roślin, jest dla nich ekscytującym przeżyciem. Jak zacząć i nie zniechęcić dziecka już na samym początku? Zasada nr 1: Niech obowiązki będą zabawą Ważnym elementem wyznaczania zadań dziecku jest to, by wykonywanie ich sprawiało mu przyjemność i kojarzyło się z zabawą. Poproszenie dziecka o włożenie zabawek z powrotem do pudełka będzie mniej efektywne, niż zaproponowanie zabawy, w której będzie musiało to zrobić na czas. Małe dzieci są przekonane o swoich ogromnych możliwościach, więc dodatkowe wsparcie ich motywacji poprzez wykorzystanie ich wysokich ambicji może być również dobrą metodą osiągnięcia oczekiwanego efektu. Twoje dziecko, chcąc Ci zaimponować i pokazać, że jest już dorosłe, chętniej wykona daną czynność, np. samodzielne ubranie się lub odłożenie brudnych ubranek do kosza na pranie. Zasada nr 2: Nie wymagaj zbyt wiele i doceniaj starania To jasne, że maluch na początku swoich zmagań mimo największych starań może być nieporadny w wykonywaniu obowiązków domowych. Stłuczone naczynia czy niezbyt dokładnie wytarte kurze to część procesu, w którym dziecko uczyć się będzie wypełniać je coraz lepiej. Ty również ucząc się nowych rzeczy, nie od razu jesteś w nich świetna, a nierzadko nawet dobra. Z biegiem czasu jednak Twoje umiejętności się poprawiają i nie pozostaje nic z początkowych, niezdarnych prób. Dziecko również nie jest robotem i ma prawo robić coś źle lub na własny sposób, wyciągać wnioski oraz dopracowywać metody wykonywania powierzonych mu zadań. Doceń sam fakt, że chce pomagać i pochwal je za wykonaną pracę, nawet jeśli ostatecznie będziesz musiała po cichu poprawić wiele rzeczy. Twoja aprobata jego działań będzie dla niego dodatkową motywacją do jeszcze większych starań, a cierpliwość zaowocuje w przyszłości. Zasada nr 3: Bądź fair To ważny punkt przede wszystkim wtedy, gdy masz więcej niż jedno dziecko, a dodatkowo między dziećmi nie panuje zbyt duża różnica wieku. Rozdzielanie zadań powinno być uczciwe wobec każdego z nich, uwzględniając wiek i możliwości. Traktowanie ulgowo jednego z nich, a przy tym wyznaczanie do wykonywania pewnych obowiązków drugiego, jest krzywdzące dla obojga dzieci. Pierwsze będzie niezaradne, przez co najprostsze zadania będą je przerastać w przyszłości, drugie zaś może czuć się potraktowane nie fair z Twojej strony, mając jednocześnie żal do Ciebie i rodzeństwa. Nie chcesz chyba psuć relacji między własnymi pociechami, faworyzując jedno z nich? Zasada nr 4: Nie przesadzaj Drobne czynności, niewymagające poświęcenia wielu godzin na wykonanie są dobrą, regularną lekcją samodzielności. Warto przy tym pamiętać, że małe dzieci szybko się dekoncentrują i nie potrafią skupić się na jednej rzeczy dość długo. Angażowanie zatem dziecka w wielogodzinne prace domowe lub zbyt wymagające zadania będzie kojarzyć się jej z czymś nieprzyjemnym, do czego jest zmuszana. Dodatkowo powierzanie maluchowi zadań, z którymi nie będzie w stanie sobie poradzić, może negatywnie wpływać na jego wiarę we własne możliwości. Nie warto pomijać faktu, że w wieku szkolnym ma on również swoje sprawy, których nie wolno mu zaniedbywać, np. uczęszczanie do szkoły czy odrabianie prac domowych. Między mnóstwem zajęć, z jakimi przyjdzie mu się zmierzyć, dziecko nadal jest dzieckiem i potrzebuje także odrobiny czasu dla siebie, w którym będzie mogło się pobawić lub po prostu zrobić coś dla własnej przyjemności. Nie przesadzaj dlatego z ilością, jak i poziomem trudności wyznaczanych zadań i zawsze zestawiaj je z innymi obowiązkami dziecka i jego możliwościami. Osobiście obowiązki traktuje bardziej jako ważne doświadczenie, które buduje osobowość dziecka.  Wykonując drobne czynności, Twoje dziecko uczy się przede wszystkim samodzielności oraz odpowiedzialności za powierzone mu sprawy. Biorąc udział w regularnym, wspólnym sprzątaniu, dodatkowo trenuje swoje umiejętności pracy w grupie, a tym samym uczy się współpracy z innymi osobami. Im wcześniej zaczniesz przygotowywać dziecko, tym łatwiej będzie mu przyjąć niektóre czynności jako coś naturalnego, nie zaś przykry obowiązek, do którego jest zmuszane. Umiejętności te oraz systematyczność przydadzą mu się nie tylko w momencie rozpoczęcia nauki, ale także w dorosłym życiu, w którym poziom trudności zadań oraz ich priorytet będzie zdecydowanie wyższy. Z władnego doświadczenia zauważyłam, że dziecko lubi być angażowane w obowiązki rodziców. Uczy się wtedy poprzez naśladowanie i chłonie jak gąbka. A czy Twoje dziecko chętnie sprząta swoje zabawki?